- Narodowy Fundusz Zdrowia wprowadza nowe zasady rozliczania nadwykonań w diagnostyce obrazowej, obniżając stawki za świadczenia przekraczające kontrakt do 50–60 procent wartości.
- Zmiany obejmą tomografię komputerową, rezonans magnetyczny, gastroskopię i kolonoskopię w warunkach ambulatoryjnych. Od kiedy?
- Przedstawiciele szpitali i eksperci ostrzegają, że nowe zasady doprowadzą do wydłużenia kolejek i ograniczenia dostępności badań diagnostycznych dla pacjentów.
- NFZ zapewnia, że diagnostyka onkologiczna dla pacjentów z kartą DiLO pozostaje bezlimitowa.
Nie 40, a 60 proc - tyle Narodowy Fundusz Zdrowia zapłaci za świadczenia nielimitowane w przypadku kolonoskopii i gastroskopii. W przypadku rezonansu magnetycznego i tomografii komputerowej będzie to 50 procent. We wtorek 31 marca zostało opublikowane zarządzenie prezesa NFZ dotyczące diagnostyki realizowanej w warunkach ambulatoryjnych. Zmieniony model rozliczania wejdzie w życie od drugiego kwartału 2026 roku.
Pierwotna propozycja zakładała rozliczenie za 40 procent stawki, a rozporządzenie miało wejść w życie z mocą wsteczną - od początku roku. Dotychczas fundusz płacił za wszystko 100 procent.
NFZ: koszty rosną szybciej niż nakłady
Narodowy Fundusz Zdrowia argumentuje, że na zdrowie rok do roku przeznaczanych jest coraz więcej środków, ale wydatki na ten cel rosną jeszcze szybciej. W 2021 r. budżet NFZ po raz pierwszy przekroczył 100 mld zł. Pięć lat później, w 2026 r., plan finansowy Funduszu jest dwukrotnie wyższy - ponad 200 mld zł.
Fundusz stoi na stanowisku, że co roku mierzy się z rosnącymi wydatkami na świadczenia, szczególnie nielimitowane, których skalę trudno jest precyzyjnie oszacować, planując budżet na dany rok.
- Największy udział w świadczeniach nielimitowanych mają świadczenia w zakresie Ambulatoryjnej Opieki Specjalistycznej (AOS). Na przestrzeni lat liczba wykonanych świadczeń w tym zakresie wzrosła zaledwie o 20 procent, ale ich wartość aż o 152 procent. Kupujemy więc tylko nieco więcej świadczeń za ogromne pieniądze - argumentuje prezes NFZ Filip Nowak.
NFZ wskazuje, że wydatki rosną dynamicznie, bo wpływa na nie m.in. ustawa podwyżkowa w publicznej ochronie zdrowia, która gwarantuje coroczny wzrost wynagrodzeń personelu medycznego. W efekcie obciąża to bezpośrednio budżet Funduszu. W 2026 r. skumulowany koszt rekomendacji Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji, które opisują, jak będzie finansowany m.in. wzrost wynagrodzeń w danym roku, wyniesie ponad 70 mld zł, czyli ponad jedną trzecią wszystkich środków, które ma w tym roku Narodowy Fundusz Zdrowia.
- Dlatego zmiany, które wprowadzamy, mają dać pracodawcom narzędzia do zapanowania nad galopującymi stawkami na medycznym rynku pracy. Musimy bowiem dbać o jak najbardziej racjonalne wydatkowanie środków przy budżecie, którym dysponujemy - podkreśla Jakub Szulc, wiceszef NFZ.
Szpitale: na pewno dojdzie do ograniczenia dostępności
A co na to druga strona, czyli świadczeniodawcy? O komentarz poprosiliśmy Waldemara Malinowskiego, prezesa Ogólnopolskiego Związku Pracodawców Szpitali Powiatowych (OZPSP). - Jeśli to zarządzenie wejdzie w życie, to na pewno dojdzie do ograniczenia dostępności. Nie mam co do tego wątpliwości. W szpitalach, które już realizują nadwykonania, kolejki wydłużą się i to znacznie - mówi w rozmowie z tvn24.pl i wyjaśnia, jak wygląda ścieżka pacjenta oraz jaki mechanizm sprawi, że będzie ona jeszcze dłuższa niż obecnie.
- Obieg jest taki, że pacjent trafia do specjalisty, dostaje skierowanie, a ze skierowaniem idzie zrobić badanie. Jeśli kolejki będą dłuższe, to już się to odwlecze, a potem jeszcze, po zrobieniu badania, z wynikiem trafi znowu do specjalisty, który dopiero wtedy będzie mógł zakończyć wizytę. Wydłuży się więc czas oczekiwania najpierw na diagnostykę, a potem jeszcze do przychodni specjalistycznej - mówi Malinowski.
W podobnym tonie sprawę komentuje dla nas Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich. - To precedens, bo mówimy o świadczeniach, które są nielimitowane, a na które zostanie nałożona degresja [rozliczanie po obniżonych stawkach - red.]. To świadczenie, które z mocy prawa NFZ ma obowiązek opłacić. Do tej pory degresja była stosowana do świadczeń limitowanych, czyli takich, co do których nie ma gwarancji zapłaty - mówi ekspert.
Co to może oznaczać dola pacjentów? - Myślę, że przychodnie i szpitale będą teraz miały mocne obawy i zaczną wykonywać tylko tyle, na ile podpisały umowę. Do nadwykonań zaczną podchodzić z dużą ostrożnością. Obawiam się, że kolejki mogą się bardzo mocno przez to wydłużyć, zwłaszcza że niektóre podmioty większość pacjentów obsługiwały właśnie ponad kontraktem. Jeśli opóźnimy diagnostykę, to cały proces leczenia się opóźni - wyjaśnia Kozłowski.
Spór o onkologię - chroniona czy nie?
NFZ zaznacza, że dla pacjentów z kartą Diagnostyki i Leczenia Onkologicznego (DiLO) diagnostyka jest bezlimitowa, a świadczenia te są rozliczane w 100 procentach, w ramach pakietu onkologicznego, czyli z innej części budżetu NFZ, niż poddana zmianom diagnostyka ambulatoryjna.
- W momencie, kiedy posługujemy się kartą DiLO, to wchodzimy również w rygor określonych terminów, jeśli chodzi o konieczność przeprowadzenia diagnostyki i rozpoczęcia leczenia - zaznacza Jakub Szulc, wiceprezes NFZ.
A jak wygląda sprawa terminowości badań w diagnostyce onkologicznej? Z danych przedstawionych przez resort zdrowia wynika, że spadła w porównaniu do lat poprzednich. Badania we wstępnej diagnostyce onkologicznej przeprowadzono terminowo w 58 procent przypadków, a w diagnostyce pogłębionej - w 65 procent przypadków. Organizacje pacjenckie ostrzegają: to i tak niedoszacowane dane, a planowane oszczędności tylko pogłębią problem - bo karty DiLO nie otrzymuje wcale nawet jedna trzecia pacjentów z chorobami nowotworowymi.
- Są takie nowotwory, jak nowotwór gruczołu krokowego, w którym to 70 procent całego leczenia jest realizowane poza DiLO, a są takie, jak rak piersi, gdzie poza DiLO jest tylko 5 procent. Jeżeli pacjent jest zakwalifikowany do zabiegu chirurgicznego bez DiLO, to oznacza to, że na etapie diagnostyki również nie miał wystawionej karty. W raku płuca ponad 25 procent zabiegów jest realizowanych poza kartą DiLO, co oznacza, że w ogóle nie była ona zakładana - mówiła w Sejmie Joanna Frątczak-Kazana z Fundacji Onkologicznej Alivia.
Szefostwo NFZ podkreśla natomiast, że karta DiLO powinna być wydawana pacjentowi już z podejrzeniem choroby nowotworowej.
- Obecnie wprowadzane rozwiązania to przywrócenie priorytetu pacjentom onkologicznym. Pamiętajmy, że dziś wciąż część pacjentów jest poza DiLO, a zmiany, które wprowadzamy, pomogą tych pacjentów włączyć do szybkiej ścieżki onkologicznej i sprawią, że najbardziej potrzebujący dostaną pomoc w pierwszej kolejności - mówi Filip Nowak, prezes NFZ.
"Kropla w morzu potrzeb"
Wiceprezes NFZ Jakub Szulc w programie "Tak Jest" w TVN24 powiedział, że nie było, nie ma i nie będzie sankcji w przypadku, gdy po wystawieniu karty DiLO i wykonaniu badań okaże się, że podejrzenie choroby nowotworowej się nie potwierdziło. Zdaniem lekarzy i dyrektorów szpitali może to doprowadzić do sytuacji, w której narzędzie, jakim jest karta, będzie nadużywane. - Jeśli każdy pacjent, który przychodzi z bólem pleców, miałby otrzymywać kartę DiLO, to jest to niepoważne - wskazuje Waldemar Malinowski.
Zmiany w finansowaniu nadwykonań dla czterech świadczeń zaliczanych do ambulatoryjnych świadczeń diagnostycznych kosztochłonnych (ASDK) mają uwolnić ok. 625 mln zł. Jakie mogą być długofalowe koszty wynikające z opóźnionej diagnostyki? - Nie znam takich wyliczeń. Chodzi o to, żeby zaoszczędzić trochę pieniędzy tu i teraz, a nikt nie obawia się o długoterminowe skutki zdrowotne, społeczne i ekonomiczne. Do tego kwota, która ma być oszczędzona, to tylko kropla w morzu potrzeb. To tak naprawdę około 5 procent tego, co tylko w tym roku NFZ musi zaoszczędzić - komentuje Łukasz Kozłowski.
Autorka/Autor: Piotr Wójcik
Źródło: tvn24.pl
Źródło zdjęcia głównego: Kuba Kwiatkowski/Shutterstock