- Ośrodki zajmujące się domową wentylacją mechaniczną wstrzymały przyjęcia nowych dorosłych pacjentów z powodu niewystarczających środków z Narodowego Funduszu Zdrowia.
- Kontrakty NFZ na 2026 rok są zdaniem świadczeniodawców niedoszacowane, co zagraża ciągłości leczenia zarówno obecnych, jak i nowych pacjentów.
- Ośrodki od lat realizują świadczenia ponad zakontraktowany limit.
- Pacjenci, którzy mogliby być leczeni w domu, pozostają w szpitalach, blokując miejsca dla innych chorych i generując dodatkowe koszty.
O tym, że będą problemy z przyjmowaniem nowych pacjentów wymagających wentylacji mechanicznej w domu, pisaliśmy już w połowie stycznia. Pacjenci i świadczeniodawcy alarmowali, że kontrakty NFZ na 2026 rok są niedoszacowane, co może zagrozić ciągłości leczenia chorych, którzy już korzystają z takiej opieki, nie mówiąc już o włączaniu nowych pacjentów.
- My nie możemy przyjmować ich więcej, bo nie będziemy się w stanie zbilansować tak, żeby zapewnić odpowiednią jakość opieki też tym, których już obsługujemy w nadwykonaniach - mówił dla tvn24.pl Robert Suchanke, prezes Ogólnopolskiego Związku Świadczeniodawców Wentylacji Mechanicznej. Ten scenariusz właśnie staje się rzeczywistością, a jak szacuje OZŚWM, problem może dotyczyć nawet dwóch tysięcy osób, które w tym roku nie otrzymają leczenia w domach.
"NFZ nie rozszerzał kontraktów'
18-letni Piotr jest od dzieciństwa osobą z niepełnosprawnością umysłową i fizyczną w stopniu znacznym. W połowie stycznia trafił do Mazowieckiego Centrum Leczenia Chorób Płuc i Gruźlicy w Otwocku. Miał zapalenie płuc.
- Piotrek ma dużą skoliozę i okazało się, że przez ucisk jedno z płuc było niedotlenione, zbierał się w nim dwutlenek węgla. W trakcie pobytu w szpitalu potrzebne było u niego wyłonienie tracheostomii, ponieważ stan zaczął się pogarszać, spadała saturacja. Piotrek musiał być reanimowany. Cały czas potrzebuje respiratora. Był zaintubowany od momentu, kiedy tu trafiliśmy - relacjonuje w rozmowie z tvn24.pl jego matka, Joanna Szatkowska.
Piotr mógłby już zostać wypisany do domu, z zaleceniem dalszej terapii z wykorzystaniem respiratora. Skierowanie ma wystawione od 28 stycznia, ale okazało się, że możliwości włączenia do takiego leczenia nie będzie.
Ośrodki, które realizują to świadczenie, od połowy stycznia nie przyjmują nowych pacjentów, bo nie mają gwarancji, że Narodowy Fundusz Zdrowia zapłaci za ich leczenie. Wartość kontraktów na ten rok jest zbyt niska, by obsłużyć nowych chorych. Jak alarmują, pieniędzy nie wystarczy nawet na tych, którzy już są obsługiwani. Część z nich jest już teraz leczona w ramach nadwykonań.
- Sprawa z nadwykonaniami była, od kiedy tylko istnieje to świadczenie. NFZ nie rozszerzał kontraktów. Jeśli w danym roku ośrodek wentylacji miał kontrakt na stu pacjentów, ale w międzyczasie przyjął nowych i kończył rok z dwustoma pacjentami, to na ten następny rok nadal miał kontrakt na stu, a reszta to wciąż były nadwykonania. NFZ robił tak prawdopodobnie celowo, ponieważ za te ponadlimitowe świadczenia zawsze płacił mniej, a czasem nawet wcale i sprawy trafiały do sądów - wyjaśnia dr Jacek Nasiłowski, ordynator II Oddziału Chorób Płuc szpitala w Otwocku.
Jak dodaje lekarz, sytuacja doszła do punktu krytycznego. Nadwykonań jest już na wstępie tak dużo, że inwestowanie w obsługę jeszcze większej liczby pacjentów i kredytowanie ich terapii jest dla ośrodków kosztem, na który sobie nie pozwolą.
- W związku z tym zdecydowały, że od 15 stycznia 2026 r. nie przyjmują nowych pacjentów, chyba że któreś z nich jeszcze mają niewyrobiony kontrakt, ale to sporadyczne przypadki. Generalnie jednak w całej Polsce ośrodki są już teraz ponad kontraktem i nawet nie mają obowiązku przyjmować tych dodatkowych pacjentów - wyjaśnia lekarz.
"Staliśmy się więźniami niewydolnego systemu"
Boleśnie odczuwają to przede wszystkim pacjenci i ich bliscy. Syn Joanny Szatkowskiej wciąż leży na szpitalnym oddziale, choć już dawno powinien go opuścić. Przed rodziną pojawia się widmo przeniesienia go do ośrodka opiekującego się pacjentami wentylowanymi w trybie stacjonarnym. Najbliższy, który ma podpisany kontrakt z NFZ-em, znajduje się w Konstancinie-Jeziornie. Czas oczekiwania na przyjęcie to, jak ustaliliśmy na infolinii, co najmniej miesiąc. Rodzina nie ma gwarancji, że ich syn dostanie się właśnie tam, a już teraz Joanna Szatkowska spędza w otwockim szpitalu przy łóżku Piotra codziennie po 12 godzin.
- Jesteśmy zdani na łaskę losu, staliśmy się więźniami niewydolnego systemu. Nie dość, że nasze życie rodzinne jest postawione na głowie, to jeśli okaże się, że syna trafi gdzieś dalej, niż do Konstancina, to nasza sytuacja jeszcze się pogorszy. Nie wiem, jak będziemy funkcjonować jako rodzina. Zajmuję się Piotrkiem od urodzenia, cały czas jestem w domu, nie pracuję zawodowo, mieliśmy jednak to życie jakoś unormowane, ułożone według potrzeb syna. Teraz nie wiemy nawet, co będzie jutro - żali się kobieta.
W patowej sytuacji jest też personel szpitala. Pacjenta wymagającego wentylacji mechanicznej nie można odesłać do domu bez gwarancji, że będzie pod respiratorem. Jeśli nie zapewni mu się takiej opieki, to umrze. A tymczasem kolejni chorzy czekają na miejsce na oddziale.
- Zrobił się ogromny problem. Pracuję w szpitalu płucnym, z którego kierujemy do wentylacji domowej naprawdę bardzo liczną grupę pacjentów. Leczymy chorych z ciężką niewydolnością oddychania i chcemy ich przekazywać do opieki domowej. Od 15 stycznia jest blokada, bo ośrodki czekają na pieniądze od NFZ-u, a fundusz nie chce zapłacić. Mamy ogromny problem, bo nie wiemy, co robić z tymi pacjentami, jak z nimi rozmawiać. Żyjemy w zawieszeniu. Gdyby NFZ powiedział "w tym roku nie płacimy, radźcie sobie sami", to uprzedziłbym pacjentów i ich bliskich, że muszą sobie kupić respirator i zapłacić za opiekę - mówi dr Nasiłowski.
"Oni muszą tutaj być, a z drugiej strony blokują miejsca"
Jakie byłyby to koszty? Sprawdziliśmy. Sam respirator kosztuje co najmniej około 30 tysięcy złotych. Istnieje też opcja jego dzierżawy - również kosztowna. Jak ustaliliśmy u jednej z firm wypożyczających taki sprzęt, cena to około 1,7 tys. złotych za miesiąc, wliczając w to również wymienny osprzęt i filtry. Do tego trzeba dodać koszty opieki.
- Wiadomo, że pieniędzy brakuje na wszystko, ale trzeba organizować to tak, by zapewnić leczenie przynajmniej w minimalnym stopniu. W temacie jednak nic się nie dzieje. Pacjenci leżą więc na oddziale, my się denerwujemy, oni i ich rodziny się denerwują. To nieetyczne, bo oni muszą tutaj być, a z drugiej strony blokują miejsca dla nowych pacjentów. Szpital wchodzi w koszty i ta sytuacja jest z ludzkiego punktu widzenia co najmniej trudna - podsumowuje ordynator.
NFZ: wartość kontraktów nie jest niższa
A co na to Narodowy Fundusz Zdrowia? Rzecznika NFZ-u zapytaliśmy między innymi o to, czy w ocenie funduszu wysokość kontraktów jest adekwatna do potrzeb, jaka jest skala nadwykonań w stosunku do kontraktów oraz czy, kiedy i w jakich kwotach rozliczy się ze świadczeniodawcami za ponadkontraktową obsługę pacjentów w ubiegłym roku.
Czekamy na odpowiedzi, a póki co przypominamy stanowisko NFZ-u, zaprezentowane nam w styczniu. - Wartość kontraktów na 2026 rok w skali kraju, w zakresie domowej wentylacji mechanicznej nie jest niższa. Trudno mówić więc o jakimkolwiek ograniczeniu tych świadczeń dla pacjentów - komentował Paweł Florek, rzecznik prasowy NFZ. Jak dodał, świadczenia te należą do grupy tych limitowanych, czyli NFZ płaci za nie na bieżąco do wysokości zawartej umowy. - W przypadku nadwykonań, czyli świadczeń wykonanych ponad plan, który jest zakontraktowany przez NFZ, są one rozliczane po zakończeniu roku i z uwzględnieniem kosztów zmiennych - wyjaśniał Florek.
Również w styczniu o stanowisko w sprawie poprosiliśmy Ministerstwo Zdrowia. "W ocenie NFZ, za sytuację związaną z płynnością finansową w odniesieniu do świadczeń domowej wentylacji mechanicznej na przełomie roku w dużym stopniu odpowiadają świadczeniodawcy, którzy w trakcie roku w sposób znaczący przekraczają zawarte umowy, często bez uzgodnień z oddziałem wojewódzkim NFZ odnośnie możliwości ich finansowania" - odpowiedziało Biuro Komunikacji MZ.
Autorka/Autor: Piotr Wójcik/ap
Źródło: tvn24.pl
Źródło zdjęcia głównego: Shutterstock