Początek problemów Ewy Bakalarskiej sięga późnego lata 2023 roku. - Zmagałam się z biegunką, chociaż właściwie była nią tylko z nazwy. Cały czas miałam wrażenie, że muszę się wypróżnić, a nie bardzo mogłam. Dolegliwości nasiliły się, uniemożliwiając mi normalne funkcjonowanie. Do mojego rodzinnego lekarza nie mogłam się dostać, bo był oblegany - mówi.
Powiększone jajniki i ból
We wrześniu 2023 roku lekarz, do którego Ewa umówiła się prywatnie, zlecił kompleksowe badania, między innymi USG jamy brzusznej. - Okazało się, że mam powiększone jajniki. Jeden wielkości pomarańczy, drugi nieco mniejszy - opowiada. Z wynikami udała się już do swojej lekarki rodzinnej, która skierowała Ewę do ginekologa, zlecając badania markerów, m.in. stężenia kalprotektyny. Te wskazywały na stan zapalny w jelitach. Tymczasem Ewa usłyszała, że konieczne będzie usunięcie jajników, a jeśli zajdzie taka potrzeba, także macicy i innych narządów. I otrzymała skierowanie do szpitala.
Do czasu operacji kobieta zmagała się z ciągłym bólem brzucha - silnym, nieprzerwanym. - Byłam już wtedy na plastrach opioidowych, bo zwykłe środki przeciwbólowe nie pomagały - wspomina.