Rząd federalny rozmieścił tej zimy tysiące uzbrojonych agentów imigracyjnych - funkcjonariuszy Urzędu ds. Imigracji i Egzekwowania Ceł (ICE) lub Straży Granicznej - w Minneapolis w stanie Minnesota i w okolicach tego miasta, co wywołało masowe protesty mieszkańców. W środę jednak pełnomocnik do spraw polityki imigracyjnej w Białym Domu Tom Homan - nazywany "carem granicy" - przekazał, że ich liczba zostanie zmniejszona o 700. Uzasadniał, że decyzję taką podjęto ze względu na "bezprecedensową" współpracę ze strony szeryfów w Minnesocie, którzy zarządzają lokalnymi aresztami.
- Żeby była jasność, prezydent Trump ma zamiar doprowadzić do masowych deportacji w trakcie swojej kadencji, a działania mające na celu egzekwowanie przepisów imigracyjnych będą kontynuowane każdego dnia w całym kraju - powiedział Homan na konferencji prasowej. - Prezydent Trump złożył obietnicę. I nie wydaliśmy żadnych innych poleceń - dodał.
Decyzja oznacza, że w stanie tym pozostanie około dwóch tysięcy funkcjonariuszy. Przed grudniowym zwiększeniem ich liczebności w Minnesocie obecnych było na stałe około 150.
Śmiertelne postrzelenia
Wzmożone operacje ICE (Urzędu ds. Imigracji i Egzekwowania Ceł) i Straży Granicznej w Minnesocie to część szerszych działań podjętych przez administrację prezydenta Donalda Trumpa, których celem jest wyłapywanie i deportowanie imigrantów, którzy mają - według amerykańskiej administracji - nielegalnie przebywać w Stanach Zjednoczonych.
Szczególne napięcie te działania wywołują w Minneapolis, największym mieście Minnesoty, gdzie w ciągu ostatnich trzech tygodni doszło do dwóch przypadków śmiertelnego postrzelenia dwojga obywateli USA, którzy protestowali przeciwko tym operacjom.
Na początku stycznia została postrzelona przez agenta ICE 37-letnia Renee Good. Później z rąk agentów federalnych zginął też 37-letni pielęgniarz Alex Pretti.
Opracował Filip Czerwiński/akr
Źródło: Reuters, PAP, tvn24.pl
Źródło zdjęcia głównego: CRAIG LASSIG/EPA/PAP