- Jeśli ktoś zapytałby mnie, jak wygląda piekło, to właśnie tak - ten zapach, hałas, gorąco... Tego nie da się wymazać z pamięci - wspomina Marcin Krowiak, dyrektor Muzeum Budownictwa Ludowego w Sanoku.
Noc z 16 na 17 sierpnia na zawsze pozostanie w historii sanockiego skansenu. W pożarze spłonął jeden z najcenniejszych zabytków - drewniany kościół św. Mikołaja z Bączala Dolnego z 1667 roku, a także XIX-wieczna chałupa z Niebocka i stojąca przy niej stodoła. Ogień doszczętnie zniszczył także unikatowe wyposażenie świątyni: 300-letnie organy, barokowe ołtarze, renesansową ambonę oraz liczne zabytkowe obrazy i rzeźby.
Wśród zgliszczy cudem ocalał jedynie drewniany krzyż stojący obok kościoła oraz zabytkowy łaciński ewangeliarz, który strażacy wynieśli z płonącej budowli. - Ocalał, chociaż znajdował się w samym centrum pożaru, gdzie temperatura przekraczała tysiąc stopni. Krzyż stoi nienaruszony dokładnie tam, gdzie stał - podkreśla Krowiak.
Strażakom udało się uratować także całe wyposażenie chałupy z Niebocka. Przez ogień i dym wyciągnęli drewniane łóżka, pierzyny, warsztat tkacki, gliniane naczynia, a nawet pająka ze słomy i papieru wiszącego pod powałą - jedynie okopconego, choć dach budynku spłonął doszczętnie.
- Brakuje mi słów, by wyrazić wdzięczność dla strażaków. Wykazali się ogromnym poświęceniem podczas akcji. Naprawdę powinniśmy im postawić pomnik - mówi dyrektor sanockiego skansenu. - Ktoś powie, że to ich praca i obowiązek, ale ja na własne oczy widziałem ich zaangażowanie i serce włożone w tę walkę. Gdyby nie ich wysiłek, moglibyśmy mieć powtórkę z tragicznego pożaru w 1994 roku. Tego po prostu nie da się opisać.
Odbudowali Notre-Dame, chcą odbudować kościół w Sanoku
- Z kim się nie spotkamy, ten temat wraca. Każdy mówi o tym z dużym współczuciem, bo to jest strata nie tylko dla nas, pracowników czy muzealników. To strata dla Sanoka i dla odwiedzających. Kościół był symbolem naszego muzeum. Jego sylwetka pojawia się na plakatach, materiałach reklamowych, pismach. Nie wyobrażam sobie, żeby ten kościół do nas nie wrócił - przyznaje dyrektor sanockiego skansenu.
Jak wróci - to okaże się w najbliższym czasie. Pracownicy skansenu sprawdzają, czy w terenie uda się znaleźć i pozyskać obiekt, który mógłby go zastąpić. - To jednak bardzo trudne. Na Podkarpaciu raczej nie mamy możliwości pozyskania kościoła o podobnych cechach. Być może udałoby się znaleźć taki obiekt w Małopolsce, ale również byłoby to ogromne wyzwanie - przyznaje Marcin Krowia.
Jak dodaje, bardziej realna wydaje się rekonstrukcja obiektu. - Mamy w tym ogromne doświadczenie - rekonstruowaliśmy już między innymi obiekty na Rynku Galicyjskim oraz synagogę. Widzimy też ogromne wsparcie osób, które chciałyby pomóc nam właśnie w ten sposób - opowiada dyrektor.
Krótko po pożarze z sanockim skansenem skontaktowała się grupa Handshouse Studio z Bostonu - specjaliści znani m.in. z rekonstrukcji dachu synagogi z Gwoźdźca, która trafiła do Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN w Warszawie oraz odbudowy dachu katedry Notre-Dame w Paryżu, który spłonął w 2019 roku. - Od razu zadeklarowali pomoc. Chcą ściągnąć cieśli i stolarzy z całego świata i odbudować kościół tak, jak robiono to dawniej - bez użycia współczesnych narzędzi - podkreśla Krowiak. Dodaje, że rekonstrukcja jest możliwa, dzięki pełnej dokumentacji świątyni i organów.
Coco Jambo na organach
Z organami też wiąże się niezwykła historia. Tuż po pożarze do muzeum zgłosił się mężczyzna, który przed laty, podczas studenckich praktyk, dla żartu zagrał na zabytkowym instrumencie przebój z lat 90. "Coco Jambo". Krótkie nagranie z jego występu stało się internetowym hitem. Do dziś w serwisie YouTube odtworzono je już ponad 10 milionów razy.
- Chce zorganizować zbiórkę pieniędzy na odbudowę instrumentu. Mamy kompletną dokumentację organów, więc ich rekonstrukcja jest możliwa. To niewielki, bardzo tradycyjny instrument napędzany miechami. Mamy nadzieję, że również on kiedyś powróci do naszego kościoła - mówi dyrektor.
"Ten kościół musi tu być"
Słowa i deklaracje wsparcia płyną do sanockiego skansenu z całego świata. Odzywają się muzealnicy, eksperci, przedsiębiorcy, ale także osoby, które poruszył pożar zabytkowego kościoła.
Stowarzyszenie Muzeów na Wolnym Powietrzu w Polsce uruchomiło zbiórkę pieniędzy na pomoc dla sanockiego skansenu. To na razie jedyna oficjalna zbiórka prowadzona na ten cel. Dyrekcja rozmawia również z Urzędem Marszałkowskim Województwa Podkarpackiego o kolejnych formach wsparcia.
- Dzwonią i piszą do nas instytucje, muzea i osoby z całej Polski, ale też z Węgier czy Niemiec. To dla nas ogromne wsparcie - mówi Marcin Krowiak.
Jak dodaje, równie ważne są słowa wsparcia od mieszkańców i pracowników muzeum.
- Po pożarze, kiedy z pracownikami stanęliśmy na tych zgliszczach, wszyscy mieliśmy łzy w oczach. Słowa wsparcia, które płyną do nas od sanoczan, miłośników naszego muzeum i innych osób napędzają nas do pracy - przyznaje dyrektor sanockiego muzeum.
I dodaje:
- Wszyscy mówią: "Ten kościół musi tu być". Nikt nie bierze pod uwagę, że mogłoby go nie być. To nie wydarzy się ani dzisiaj, ani jutro, ani za miesiąc, pewnie nawet nie za rok. Czy będzie to rekonstrukcja, czy inny kościół przeniesiony w to miejsce - tego jeszcze nie wiemy. Ale ten kościół na pewno wróci do naszego muzeum.
Śledztwo w sprawie pożaru w sanockim skansenie
Przyczyny i okoliczności pożaru w sanockim skansenie bada prokuratura. Śledztwo prowadzone jest w kierunku czynu z art. 163 par. 1 pkt 1 Kodeksu karnego, dotyczącego sprowadzenia pożaru zagrażającego życiu lub zdrowiu wielu osób albo mieniu w wielkich rozmiarach. Za popełnienie tego przestępstwa grozi kara od roku do 10 lat pozbawienia wolności.
Miejsce pożaru było dotąd dwukrotnie badane przez policjantów i biegłych. Kolejne oględziny zaplanowano na 2 września. Tym razem w czynnościach weźmie udział biegły z zakresu elektryki. Przyczyny i okoliczności wybuchu pożaru wciąż pozostają nieznane.
To drugi tak duży pożar w historii sanockiego skansenu. Do pierwszego doszło w 1994 roku. Jak czytamy na stronie Muzeum Budownictwa Ludowego w Sanoku, w ciągu kilkunastu minut ogień strawił 15 obiektów, w których spłonęło 1324 unikalnych eksponatów. Za prawdopodobną przyczynę pożaru uznano wówczas celowe podpalenie.