Do wypadku z udziałem czteroosobowego helikoptera Robinson R44 doszło 29 listopada 2025 roku w miejscowości Cierpisz, niedaleko Rzeszowa, w terenie zalesionym, około 700 metrów na północ od asfaltowej drogi pomiędzy Malawą a Wolą Rafałowską. Zginęli dwaj bracia - Mariusz i Krzysztof Supersonowie, mieszkańcy powiatu przeworskiego, właściciele firmy SupFol.
Przyczyny tragedii bada Państwowa Komisja Badania Wypadków Lotniczych, która opublikowała niedawno wstępny raport na temat tej katastrofy. Dokument nie rozstrzyga, co konkretnie doprowadziło do tragedii, opisuje jednak ważne okoliczności zdarzenia.
Co się działo przed tragedią
Z raportu dowiadujemy się, że lot rozpoczął się w Krośnie o godzinie 14.10. Oprócz pilota w kabinie było dwóch pasażerów - jeden z nich opuścił jednak śmigłowiec podczas lądowania, które miało miejsce 12 minut później. Gdy maszyna startowała ponownie, zostali w niej tylko dwaj bracia. Było po godzinie 14.30.
Po około 20 minutach, o 14.52, kontroler z wieży kontroli lotów spróbował nawiązać kontakt z pilotem Robinsona R44. Bezskutecznie. Tuż przed godziną 15 do służb zaczęły docierać pierwsze informacje o możliwym przymusowym lądowaniu śmigłowca na południe od Rzeszowa. Wtedy zaczęto podejrzewać, że może chodzić o maszynę, której pilot nie odpowiedział na wezwanie wieży kontroli lotów.
Jak relacjonowała później prokuratura, według ustaleń śledczych helikopter niespodziewanie zboczył z kursu na wysokości miejscowości Malawa. Leciał lekkim łukiem, tracąc wysokość, po czym zaczął zahaczać o czubki drzew.
Na miejsce zdarzenia dotarto około godziny 15.35. Wcześniej służby podawały, że pierwsze zastępy straży pożarnej dotarły do wraku śmigłowca o godzinie 16.07.
Ratownicy potwierdzili najgorsze obawy: maszyna się rozbiła. Okoliczne drzewa były powalone lub uszkodzone, a wrak płonął. Strażacy musieli przebić się do maszyny pieszo, z ręcznymi gaśnicami, bo w miejsce tragedii nie dało się dojechać. Po dogaszeniu pozostałości śmigłowca znaleziono w nich dwa ciała.
Tak doszło do pożaru
Ze wstępnego raportu Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych wynika, że śmigłowiec uległ całkowitemu zniszczeniu. "W wyniku zderzenia z masywem leśnym nastąpiła destrukcja kadłuba śmigłowca, łopat wirnika głównego, oderwanie belki ogonowej od kadłuba oraz deformacja śmigła ogonowego. Podczas zderzenia z ziemią doszło do pęknięcia jednego ze zbiorników paliwa, w wyniku czego nastąpił pożar. Drugi zbiornik oddzielił się od kadłuba" - czytamy w dokumencie PKBWL.
Dużą część raportu poświęcono panującym tego dnia warunkom atmosferycznym. Na ten sam aspekt zwracała uwagę niedługo po zdarzeniu prokuratura. - Najbardziej prawdopodobną hipotezą są bardzo złe warunki atmosferyczne i ich wpływ na pracę silnika, bo tutaj wilgoć też ma znaczenie, albo po prostu zła widoczność, która spowodowała, że pilot stracił orientację i zakończyło się to tragicznie - mówiła zastępczyni prokuratora okręgowego w Rzeszowie prokurator Katarzyna Drupka.
Ustalenia PKBWL przyniosły w tej kwestii więcej szczegółów. W dokumencie czytamy, że między godziną 14 a 16 niebo było całkowicie zachmurzone. Po godzinie 14.30 na oddalonym od miejsca tragedii o 14 kilometrów lotnisku w Rzeszowie-Jasionce chmury znajdowały się na wysokości około 300 metrów powyżej gruntu, a godzinę później były już na wysokości około 150 metrów.
Dane pomiarowe wskazują też na to, że od późnego poranka pogarszała się widzialność. Około godziny 15.30 wynosiła ona jednak około pięciu kilometrów. Mgłę na lotnisku w Jasionce zaobserwowano między godziną 16 a 17.
We wstępnym raporcie Państwowej Komisji czytamy, że zabezpieczono do dalszych badań wrak śmigłowca, a także próbkę paliwa z oddzielonego od kadłuba zbiornika. Eksperci sprawdzają też dokumenty dotyczące "obsługi śmigłowca oraz uprawnień i historii szkolenia pilota".
"Do dnia opublikowania niniejszego Raportu Wstępnego, Komisja nie sformułowała zaleceń dotyczących bezpieczeństwa" - podsumowała PKBWL.
Na początku grudnia przeprowadzono sekcję zwłok braci, którzy zginęli w miejscowości Cierpisz. Jak podała prokuratura, wyniki wykazały niemal identyczne obrażenia wielonarządowe. Śmierć obu mężczyzna nastąpił natychmiastowo.
Po tragedii starosta przeworski Dariusz Łapa udostępnił nekrolog, w którym podkreślił, że "odeszli młodzi, przedsiębiorczy ludzie, aktywnie zaangażowani w życie lokalnej społeczności, pozostawiając po sobie wiele dobra i życzliwości".
Autorka/Autor: bp/gp
Źródło: tvn24.pl
Źródło zdjęcia głównego: PKBWL