Siedmiomiesięczny Wojtuś nie żyje, bo obudził ojca. Wyrok

Wyrok w sprawie 7-miesięcznego Wojtusia
Wyrok za zabójstwo siedmiomiesięcznego Wojtusia ze Świebodzina
Źródło: TVN24
Sąd nie miał wątpliwości i skazał ojca siedmiomiesięcznego Wojtusia za zabójstwo synka na 26 lat więzienia. Robert P. zadał dziecku kilka ciosów w główkę. Tłumaczył śledczym, że "był zirytowany tym, iż niemowlę go obudziło". Poruszającą mowę końcową wygłosiła prokuratorka.

Sąd Okręgowy w Zielonej Górze wydał wyrok w sprawie zabójstwa siedmiomiesięcznego Wojtusia ze Świebodzina (woj. lubuskie). W tym procesie na ławie oskarżonych zasiada Robert P. - ojciec dziecka. 26-latek został oskarżony o zabójstwo z zamiarem ewentualnym. Wyroku spodziewano się już w październiku, ale sąd zdecydował o konieczności uzyskania jeszcze jednej opinii biegłych psychologów i psychiatrów.

W czwartek sąd skazał Roberta P. na 25 lat więzienia za zabójstwo Wojtusia oraz na rok i sześć miesięcy więzienia za znęcanie się nad rodziną. Łączna kara to 26 lat pozbawienia wolności. Ponadto mężczyzna przez 15 lat nie może się zbliżyć do swojej córki Róży. Sąd uzasadnił, że jest to "kara adekwatna i sprawiedliwa".

- Oskarżony powinien mieć świadomość swojego działania, czyli tego, że może doprowadzić do śmierci pokrzywdzonego. Świadczy o tym siła i ilość uderzeń zadanych przez oskarżonego. Należy podkreślić, że w opinii biegłych, biegły określił to jako "ze znaczną siłą i energią, a nawet impetem" - mówił sędzia podczas uzasadnienia.

Przypomniał również, że oskarżony miał do czynienia z bezbronnym niemowlęciem, któremu zadał ciosy w główkę. - Istnienie tego zamiaru da się też wyprowadzić z samych wyjaśnień oskarżonego - dodał sędzia.

Prokuratura domagała się dla 26-latka dożywocia. - Kara dożywotniego pozbawienia wolności jest karą eliminacyjną, która jest orzekana wtedy, kiedy nie widzimy okoliczności, które wskazywałyby, że osoba skazana rozumie swój czyn i chce się zmienić. Tutaj wszystkie te działania oskarżonego w toku toczącego się procesu, jak i również po ogłoszeniu wyroku, wskazują, że on w dalszym ciągu nie rozumie, co dokładnie się stało. I tak naprawdę nadal obwinia pokrzywdzonych za swoje zachowanie - powiedziała tuż po ogłoszeniu wyroku prokurator Ewa Antonowicz.

Wyrok nie jest prawomocny. Strony mogą się od niego odwołać.

Wyrok w sprawie 7-miesięcznego Wojtusia
Wyrok w sprawie 7-miesięcznego Wojtusia
Źródło: TVN24

Alkohol, narkotyki i dwójka małych dzieci

Mowy końcowe strony wygłosiły 8 października. Prokuratorka Ewa Antonowicz szczegółowo scharakteryzowała dom, w którym wychowywali się siedmiomiesięczny Wojtuś i jego dwuletnia siostra Róża.

- Alkohol, narkotyki i osoby wielokrotnie karane. Matka, której już odbierano dzieci, ojciec porywczy i uzależniony od substancji psychoaktywnych. Oni i dwójka małych dzieci. Do tego niemal wszyscy, którzy byli obojętni na ich los. Dziadkowie, którzy usprawiedliwiali sprawcę. Instytucje, które miały chronić, a zabrakło im woli. Sąsiedzi, którzy słyszeli i milczeli. Policja, która przyjeżdżała i nie zatrzymywała. Nawet tutaj przed sądem każda z tych osób stara się, choć trochę, usprawiedliwić oskarżonego. Dobrze wiemy, że to próba oczyszczenia własnego sumienia, bo wiedzieli, ale nic nie zrobili - mówiła prokurator Ewa Antonowicz.

Wyrok w sprawie 7-miesięcznego Wojtusia
Wyrok w sprawie 7-miesięcznego Wojtusia
Źródło: TVN24

Przypomniała, że Robert P. przyznał się do zabójstwa i tłumaczył, że nie panował nad sobą. Prokuratorka wnioskowała o uznanie P. za winnego zabójstwa Wojciecha S., znęcania się nad chłopcem, jego siostrą i matką - a tym samym o wymierzenie oskarżonemu najsurowszej kary, czyli dożywocia. Wnioskowała również o pozbawienia oskarżonego praw publicznych na pięć lat i o 14-letni zakaz kontaktowania się z córką Różą S.

- Ten wyrok musi być wyraźnym przesłaniem, że gniew, frustracja, niepanowanie nad sobą, nie mogą usprawiedliwiać przemocy. Zło zaczyna się od krzyku, od uderzenia, od strachu, który staje się codziennością, a kończy się ciszą taką, jaka zapadła tamtej nocy (7 marca 2024 - przyp. red.) - apelowała Antonowicz.

Ewa Antonowicz o rodzinie i domu, w którym wychował się 7-mięsięczny Wojtuś
Źródło: TVN24

Adwokat Sylwester Babicz, przyznał podczas mów końcowych, że "niezaprzeczalnym faktem jest to, iż oskarżony doprowadził do śmierci swojego syna". Dlatego w tym zakresie wnioskowano o "łagodny wymiar kary". - Opis czynu jest bulwersujący, bo chodzi o zgon dziecka. Natomiast jest w akcie oskarżenia sformułowanie "z zamiarem ewentualnym" i ono w tej prawniczej nomenklaturze oznacza, że oskarżony wcale nie chciał, by do tego doszło - przekonywał z kolei Babicz.

Natomiast w kwestii znęcania się nad rodziną, według obrony, brak było dowodów, które by na to wskazywały. Adwokat Roberta P. wnioskował o uniewinnienie od zarzutu znęcania się.

"Wolałbym leżeć w grobie zamiast mojego własnego syna"

7 października, na sali sądowej głos zabrał też oskarżony. Przez kilka minut opowiadał tym, jak wyglądało życie z jego partnerką Alicją S.

- Żałuję tego, co się stało. Ale nie padło to, że partnerka często wybywała na całe noce. Nie padło to, że miałem dwie roboty jednocześnie. Wróciłem z drugiej pracy, a ona nawet nie wiedziała, gdzie ma córkę. Tak się napiła, że nie pamiętała, gdzie jest Róża, a ona była u jej siostry. Nie padło to, że kilka razy by nam chatę spaliła, bo pijana z dzieckiem w domu zasnęła. To było całe życie, ciągle w nerwówce - wyliczał.

26-latek wyraził też skruchę. - Czasu nie cofnę, choć bardzo bym chciał. Wolałbym ja leżeć w grobie zamiast mojego własnego syna. I mam nadzieję, że kuratorium będzie miało teraz większe pole manewru, żeby dzieci zabierać z takich rodzin - powiedział 26-latek.

Oskarżony Robert P.
Oskarżony Robert P.
Źródło: TVN24

Zadał dziecku ciosy w głowę, bo go obudziło

Do tragedii doszło 7 marca 2024 roku. To wtedy do jednego z domów w Świebodzinie wezwano na numer alarmowy 112 pomoc. Zwróciła się o nią babcia kilkumiesięcznego chłopca. Na miejsce pojechały służby ratunkowe, niestety dziecko już nie żyło. Jak informowali wstępnie śledczy, "miało obrażenia na ciele".

Policja zatrzymała Roberta P. - ojca dziecka. Jak ustalono, nocą był w domu sam z siedmiomiesięcznym Wojtusiem i dwuletnią Różą. Spali w jednym łóżku. Matki dzieci nie było w domu. Została zatrzymana przez policję w środę, 6 marca, za kradzież. I to pod jej nieobecność doszło do zabójstwa. Jak informowała Ewa Antonowicz, Robert P. "stwierdził wprost, że zadał dziecku ciosy w głowę, ponieważ był zirytowany tym, że go obudziło".

Akt oskarżenia trafił do Sądu Okręgowego w Zielonej Górze w lutym 2025 roku. Jak informowała prokuratura, psychiatra jasno określił, że oskarżony jest osobą zdrową, poczytalną, która wie, co robi. Biegli mieli też pewność, że siła, z jaką ojciec uderzał Wojtusia, była duża, a "śmiertelne skutki nieuniknione".

Zgodnie z zapowiedzią, Robert P. miał dziś usłyszeć wyrok
Zgodnie z zapowiedzią, Robert P. miał dziś usłyszeć wyrok
Źródło: TVN24

Jeśli doświadczasz problemów emocjonalnych i chciałbyś uzyskać poradę lub wsparcie, tutaj znajdziesz listę organizacji oferujących profesjonalną pomoc. W sytuacji bezpośredniego zagrożenia życia zadzwoń na numer 997 lub 112.

OGLĄDAJ: TVN24 HD
pc

TVN24 HD

pc
Ten i inne materiały obejrzysz w subskrypcji
Czytaj także: