W niedzielę około godziny 13 w miejscowości Niscemi na Sycylii silne ulewy wywołane przez burzę Harry doprowadziły do osuwiska. Ziemia zsunęła się niebezpiecznie blisko domów w dzielnicy Sante Croci. Od tamtej pory władze ewakuowały ponad 1500 mieszkańców.
Ziemia wciąż się osuwa, mieszkańcy są zaniepokojeni
We wtorek sytuacja w Niscemi wciąż była niebezpieczna. Po osuwisku niektóre budynki znalazły się na skraju klifu, na krawędzi wisiało także auto. Co gorsza, według służb ziemia dalej się osuwa.
- Jedno jest pewne, osuwisko wciąż jest jest aktywne. Sam to udokumentowałem telefonem podczas inspekcji. Wszyscy zdają sobie sprawę z tego, że sytuacja jest bardzo, bardzo skomplikowana - powiedział podczas konferencji prasowej Fabio Ciciliano, szef departamentu ochrony cywilnej.
Ciciliano dodał, że jeśli dom znajduje się na skraju osuwiska, to nie można w nim mieszkać, a mieszkańcy terenu dotkniętego katastrofą zostaną przesiedleni na stałe. Martwią się oni jednak, co się z nimi stanie.
- Nie mamy domu, to normalne, że się denerwujemy. Jak powinniśmy się czuć? Jesteśmy poza domem od trzech dni - przyznał jeden z mieszkańców.
Inni także byli zrozpaczeni.
- Problem jest taki, że powiedziano mi, że muszę opuścić dom, mimo że nic się nie zawaliło ani w domu, ani pod spodem - żalił się Francesco Zarba, inny mieszkaniec.
100 milionów euro to o wiele za mało
W poniedziałek premierka Włoch Giorgia Meloni ogłosiła stan wyjątkowy w Sycylii, Sardynii i Kalabrii - trzech regionach najmocniej dotkniętych przez burzę Harry. Administracja przeznaczyła 100 milionów euro na początkowe potrzeby, ale lokalne władze szacują, że straty - obejmujące zniszczone linie brzegowe, domy i budynki firmowe - wyniosły ponad miliard euro.
Autorka/Autor: kp/dd
Źródło: Reuters
Źródło zdjęcia głównego: Reuters