|

Po Wojciechu został tylko rozładowany telefon. Grzegorz szuka brata

Grzegorz po latach postanowił rozwikłać tajemnicę zaginięcia swojego brata
Grzegorz po latach postanowił rozwikłać tajemnicę zaginięcia swojego brata
Źródło: archiwum prywatne
Najgorszy jest ten stan zawieszenia, to poczucie, że sprawa wciąż wraca i nie daje spokoju - mówi Grzegorz Białek, którego brat Wojciech 15 lat temu przepadł bez śladu. Ostatni trop prowadzi na osiedle Nagnajów w Tarnobrzegu na Podkarpaciu. 23-latek poszedł spać po zakrapianej alkoholem imprezie. Wyszedł w nocy, nie mówiąc nikomu, gdzie idzie. Został po nim tylko rozładowany telefon.Artykuł dostępny w subskrypcji

Grzegorz Białek pamięta tamten dzień jak przez mgłę. 

Był sobotni poranek, 1 października 2011 roku. Jego starszy o sześć lat brat Wojciech szykował się do pracy w Zakładach Mechanicznych "Siarkopol" w Tarnobrzegu, gdzie pracował jako szlifierz. Dzielili pokój, Grzegorz na chwilę się przebudził - zamienili kilka słów. To był ostatni raz, kiedy widział brata.

Rodzina mieszkała w piętrowym domu w Woli Baranowskiej - mama, siostra - najstarsza z rodzeństwa, Wojciech i Grzegorz. Trzy miesiące wcześniej ich ojciec odebrał sobie życie.

- Bardzo to wszyscy przeżyliśmy. Brat nie umiał sobie z tym poradzić, obwiniał się o śmierć ojca - wspomina mężczyzna.

Wyszedł do pracy i przepadł

Wojciech miał problem z alkoholem. W domu często dochodziło na tym tle do kłótni. - Brat po śmierci ojca pił coraz więcej. Bywał agresywny, awanturował się, ale w środku to był dobry człowiek. Dzisiaj, z perspektywy czasu, uważam, że po prostu nie potrafił poradzić sobie z bólem - mówi brat zaginionego.

Rodzina nigdy nie dowiedziała się, czy Wojciech dotarł do pracy 1 października. Policjanci ustalili jednak, że na pewno pojawił się tam dwa dni później - w poniedziałek, 3 października. Przyszedł pod wpływem alkoholu, dlatego nie został dopuszczony do obowiązków. Od tego momentu nie kontaktował się już z kolegami ani przełożonym.

Czytaj także: