Decyzje o odwołaniach czterech dyrektorów oraz jednego zastępcy dyrektora w kluczowych pionach SOP podjął pełniący obowiązki komendanta tej służby pułkownik Tomasz Jackowicz.
- Spodziewaliśmy się tego. To dyrektorzy, którzy tworzyli krąg zaufanych generała Radosława Jaworskiego - mówi funkcjonariusz, prosząc o zachowanie anonimowości. Jaworski kierował pracami SOP do 20 stycznia, kiedy to został zawieszony w obowiązkach.
Fakt przeprowadzenia serii zmian personalnych w formacji chroniącej najważniejszych polskich polityków potwierdziliśmy oficjalnie w biurze prasowym Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji.
- Decyzje kadrowe, które właśnie zapadają, są wynikiem kontroli prowadzonej w SOP. Zlecony przez nas audyt, zwłaszcza w sprawach kadrowych, jest miażdżący. Minister Marcin Kierwiński jest zdeterminowany, by nieprawidłowości wypalać gorącym żelazem - komentuje rzecznik prasowy MSWiA Karolina Gałecka.
Od kradzieży Lexusa
By lepiej zrozumieć, co tak naprawdę dzieje się w tej zatrudniającej ponad dwa tysiące funkcjonariuszy służbie, należy się cofnąć do jesieni ubiegłego roku. Nocą z 9 na 10 września trójmiejski złodziej odjechał spod sopockiego domu premiera Donalda Tuska Lexusem należącym do jego żony. Jak ujawniliśmy, 41-letni Łukasz W. zdołał tego dokonać mimo stałego posterunku SOP. Na domiar złego kilka dni później nad rządowymi i prezydenckimi obiektami w centrum Warszawy latały drony, kierowane przez parę młodych obywateli Białorusi.
- To były krople, które przelały czarę goryczy. Generał Radosław Jaworski i tak cieszył się minimalnym zaufaniem, był bowiem mianowany jeszcze przez premiera Mateusza Morawieckiego - mówi doświadczony urzędnik resortu spraw wewnętrznych.
Na przeszkodzie do szybkiej zmiany komendanta formacji, której zadaniem jest chronienie najważniejszych osób w państwie, stała jednak ustawa o Służbie Ochrony Państwa. W przypadku powołania i odwołania komendanta przewiduje zgodę prezydenta. A tej nie było i nie ma jak dotąd.
Według nieoficjalnych informacji tvn24.pl generał Jaworski nie zgodził się sam odejść ze swojego stanowiska. Dlatego też został wtedy odesłany na zaległy urlop, a w Służbie Ochrony Państwa rozpoczęła się resortowa kontrola. Rzeczniczka resortu Karolina Gałecka w rozmowie z nami w ten sposób opisała sytuację: - Mimo że komendant Jaworski był mianowany za czasów rządów Zjednoczonej Prawicy, to minister dał mu możliwość wykazania swojej fachowości. Minister oczekiwał prowadzenia formacji w najwyższych standardach. Komendant Jaworski nie sprostał tym zadaniom, a kontrola finansowa i kadrowa ujawniła liczne nieprawidłowości.
List do ministra
Jak informowaliśmy w styczniu, większość dyrektorów SOP podpisała list do ministra Kierwińskiego, w którym domagali się powrotu do czynnej służby generała Jaworskiego.
Ich pismo przyniosło jednak odwrotny skutek: generał Jaworski został zawieszony, bo wszczęto wobec niego postępowanie dyscyplinarne. Może się ono zakończyć nawet wydaleniem go ze służby.
Jakie jednak nieprawidłowości ujawniła kontrola ministerstwa, że rozpoczęto postępowanie dyscyplinarne? To między innymi: liczne badania wariograficzne wobec funkcjonariuszy, wysokie dodatki finansowe dla grupy wyselekcjonowanych dyrektorów i np. anulowanie milionowej kary dla firmy serwisującej limuzyny. Dodatkowo - po tragedii w Ustce, gdzie funkcjonariusz SOP zaatakował swoją rodzinę, zabił 4-letnią córkę - ujawniliśmy, że przez ostatnich pięć lat nie było przypadku, by choć jeden funkcjonariusz został zwolniony ze służby z powodu tego, że nie przeszedł okresowych badań psychologicznych.
Później, już po naszej publikacji, rzeczniczka MSWiA Karolina Gałecka potwierdziła te doniesienia. Dodała, że zlecony audyt "zwłaszcza w sprawach kadrowych jest miażdżący, a decyzje kadrowe, które właśnie zapadają, są wynikiem kontroli". - Tak jak zapowiedział minister Kierwiński, każdą nieprawidłowość będziemy wypalać gorącym żelazem. Na tym nie koniec, są już przygotowane kolejne odwołania - powiedziała.
Źródło: tvn24.pl
Źródło zdjęcia głównego: Albert Zawada/PAP