W zeszły poniedziałek w Ustce 44-letni Piotr K. zaatakował nożem członków rodziny. Swoją czteroletnią córkę zabił, żona i teściowa trafiły do szpitala. Okazało się, że K. to oficer w stopniu majora służący od 20 lat w Służbie Ochrony Państwa.
Na portalu tvn24.pl ujawniliśmy, że K. swoje ostatnie, wymagane prawem, okresowe badanie przeszedł 6 października ubiegłego roku. Elementem tych badań jest poddanie się ocenie psychologa.
Wymóg okresowych badań wprowadzony został w 2018 roku, gdy Biuro Ochrony Rządu przekształcano w Służbę Ochrony Państwa. Szczegółowe rozporządzenie ministra przewiduje, że do 40. roku życia każdy funkcjonariusz będzie przechodził ocenę psychologa raz na trzy lata, a po przekroczeniu tego progu raz na cztery lata.
- To dobrze przemyślane rozporządzenie, bo przewiduje, że niewielka grupa funkcjonariuszy zajmujących się pracą operacyjną ma być badana nawet częściej, co dwa lata. To obciążająca psychicznie praca, często związana z najintymniejszymi tajemnicami najważniejszych osób w państwie - mówi nam jeden z rozmówców.
Jak to możliwe, że w 112 dni po przejściu takiego badania Piotr K. rzucił się z nożem na swoją 4-letnią córkę i najbliższych członków rodziny?
Czysta formalność?
Żaden z naszych rozmówców - a wielu z nich znało osobiście Piotra K. - nie jest w stanie odpowiedzieć na tak postawione pytanie. Formacją tragedia wstrząsnęła i przez cały czas jest tematem gorących dyskusji. Choć usłyszeliśmy wiele różnych teorii, to wszyscy zgadzają się z jednym: badania psychologiczne to raczej formalność.
W Biurze Ochrony Rządu, poprzedniku SOP, były tylko wstępne badania psychologa, w trakcie rekrutacji. Funkcjonariusze zaczęli je więc przechodzić dopiero od 2018 roku. I przez ostatnich pięć lat - co potwierdziliśmy w kilku niezależnych źródłach - nie było przypadku, by ktoś został zwolniony ze służby z powodu nieprzejścia okresowych badań. Nasze nieoficjalne informacje potwierdziło biuro prasowe resortu spraw wewnętrznych, które nadzoruje SOP.
- Z danych przekazanych przez SOP wynika, że nie było przypadków, by po okresowych badaniach lekarskich funkcjonariusze zostali zwolnieni ze służby - to odpowiedź na pytanie, czy w ostatnich pięciu latach był choć jeden taki przypadek.
- Brak nawet jednego przypadku odrzucenia wskazuje, że system nie działa. Nie ma szans, by w grupie ponad dwóch tysięcy funkcjonariuszy nie było choć jednej dyskwalifikującej przypadłości - mówi nam doświadczony urzędnik ministerstwa.
Potwierdzają to sami funkcjonariusze SOP którzy pod warunkiem zachowania anonimowości zgodzili się z nami porozmawiać, nazywając ten element badań okresowych "czystą formalnością".
Historia numer jeden: "Testy które przechodziłem, są proste. Na wszystkie pytania musisz odpowiedzieć pozytywnie, że kochasz świat i ludzi i ogólnie jesteś kwiatem lotosu. Kto wie, jak to działa, to przejdzie bez problemu. Na koniec psycholog przykłada szablon i patrzy, ile odpowiedzi jest zgodnych z kluczem i na tej podstawie ocenia wynik badania".