Potwierdziliśmy w kilku niezależnych źródłach, że list trafił do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji w piątkowe popołudnie. Podpisało się pod nim kilkunastu dyrektorów ze Służby Ochrony Państwa. Nie podpisały się jedynie dwie osoby z kadry kierowniczej SOP.
Jak wskazują nasze źródła, sygnatariusze listu alarmują, że w pozbawionej komendanta służbie źle się dzieje, a odsunięty od obowiązków generał Radosław Jaworski jest doświadczonym i dobrym komendantem.
Fakt wpłynięcia listu potwierdziliśmy również u jego adresata, czyli w MSWiA. - SOP realizuje swoje zadania bez przeszkód. Do treści [listu - red.] odniesiemy się w tym tygodniu - mówi tvn24.pl osoba z kierownictwa resortu, zastrzegając anonimowość.
Rzeczniczka MSWiA Karolina Gałecka pytana przez nas o sprawę, odpisała: "Departament Kontroli MSWiA finalizuje kontrolę w Służbie Ochrony Państwa, jej wyników oczekujemy wkrótce".
"Bunt najwyższych dowódców" SOP
Sytuacja nie ma precedensu w historii Służby Ochrony Państwa i jej poprzednika, czyli Biura Ochrony Rządu.
- To jest bunt najwyższych rangą dowódców i wotum nieufności dla szefa MSWiA, który odsunął komendanta Jaworskiego - ocenia w rozmowie z tvn24.pl informator zbliżony do SOP.
Formalnie stanowisko komendanta SOP pozostaje obsadzone, ale faktycznie nie ma go w służbie już czwarty miesiąc. To efekt serii zdarzeń z końca lata. Najpierw - w nocy z 9 na 10 września 2025 roku - doszło do kradzieży Lexusa sprzed sopockiego domu premiera Donalda Tuska, o czym informowaliśmy jako pierwsi.
Jak się później okazało, 41-letni złodziej niezauważony odjechał autem, mimo że przy domu premiera znajduje się stały posterunek Służby Ochrony Państwa. Czyli samochód został skradziony niemal na oczach funkcjonariuszy.
Trójmiejscy policjanci błyskawicznie naprawili wpadkę SOP: namierzyli auto, a krótko potem zatrzymali sprawcę. Ten właśnie miał wsiąść na pokład samolotu odlatującego do Bułgarii.
Kilka dni później zatrzymano natomiast parę Białorusinów, którzy latali dronem m.in. nad Belwederem oraz warszawską willą, w której mieszka premier, kiedy pełni swoje obowiązki w Warszawie.
Po tej serii zdarzeń Tomasz Siemoniak, minister koordynator służb specjalnych, przyznał, że Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego analizuje, czy nie był to efekt działań wrogich wywiadów.
Czesław Mroczek, wiceminister spraw wewnętrznych i administracji nadzorujący służby mundurowe, wysłał wówczas komendanta Służby Ochrony Państwa generała Radosława Jaworskiego na zaległy urlop. Obecnie komendant Jaworski jest jeszcze na zwolnieniu lekarskim.
Brak decyzji najgorszy
- Dla nikogo w resorcie nie jest tajemnicą, że najchętniej by Jaworskiego odwołano. Swoją nominację odbierał jeszcze z rąk premiera Mateusza Morawieckiego - mówi nam doświadczony urzędnik rządu.
By tak się stało, potrzebne są jednak uzgodnienia z prezydentem Karolem Nawrockim, bo tak stanowi ustawa o Służbie Ochrony Państwa.
O komentarz do sytuacji, w której funkcjonariusze wysyłają list w sprawie swojego szefa do ministra, poprosiliśmy generała Mirosława Gawora, byłego szefa Biura Ochrony Rządu, poprzednika SOP.
- To wygląda na plebiscyt. Trudno, by szef służby był wybierany w plebiscycie. To się nigdy nie zdarzyło i nie powinno się zdarzyć. Decyduje w tej sprawie minister, bo to on ponosi odpowiedzialność polityczną za działanie poszczególnych formacji. Brak decyzji to najgorsza z możliwych opcji. Trzeba podjąć szybkie i radykalne decyzje, by nie powiększał się chaos - komentuje Gawor.
Źródło: tvn24.pl
Źródło zdjęcia głównego: Tomasz Gzell / PAP