- Mamy efekt konkursu, który jeszcze trwa, ale już środki są uruchamiane wobec organizacji, które zostały przez komisję konkursową ocenione pozytywnie i które spełniły wszystkie wymagania formalne, jakie narzuciliśmy - ogłosił minister sprawiedliwości, prokurator generalny Waldemar Żurek podczas czwartkowej konferencji prasowej.
Przekazał, że umowa z "podmiotem, który przeszedł weryfikację w ramach konkursu na środki z Funduszu Sprawiedliwości", została podpisana 6 lutego.
Żurek o "odsiewaniu" organizacji
Żurek zapowiedział to w zeszłym tygodniu w programie "News Michalskiego" w TVN24+. Poinformował, że "kilka dni temu zaczął podpisywać wydatkowanie pieniędzy z tego konkursu". - Wydaje mi się, że na razie dwa podmioty zostały wyłonione, ale tych podmiotów mamy ponad 60. Myślę, że ten tydzień znowu będzie przełomem - stwierdził wtedy.
Podczas konferencji minister Żurek podkreślił, że "każdy z nas chciałby, żeby toczyło się to szybciej". - Ale musimy pamiętać, że mieliśmy różne typy organizacji - zaznaczył. Jak powiedział, były wśród nich te, które "w uczciwy sposób chciały otrzymywać środki" oraz "takie, które powstały tylko po to, żeby czerpać środki z funduszu".
- Prokuratura, wcześniej jeszcze NIK, ale także pracownicy ministerstwa musieli odsiać te organizacje uczciwie działające od tych organizacji, które miały na celu wyłudzić środki - powiedział Żurek.
Sprawa pani Darii z reportażu "Czarno na białym". "Mamy związane ręce"
Minister sprawiedliwości został zapytany również o panią Darię, bohaterkę reportażu "Czarno na białym". Kobieta 10 lat temu została zgwałcona przez więźnia na przepustce, a uciekając przed oprawcą doznała poważnych obrażeń kręgosłupa. Nie otrzymała renty, nie ma pracy, nie dostała odszkodowania.
Takim osobom - pokrzywdzonym przez przestępców - miał w założeniu pomagać Fundusz Sprawiedliwości, ale zamiast realnego wsparcia kobieta dostawała z FS jałmużnę - sumę o tak niskiej wartości, że jej pełnomocnik nazwał to "uderzeniem w twarz". Działo się to w czasie, gdy resort kierowany wówczas przez Zbigniewa Ziobry rozdawał miliony z funduszu osobom i organizacjom, które nie zajmowały się sprawami związanymi z celami funduszu.
Żurek przyznał, że zna sprawę pani Darii "bardzo dobrze". Na pytanie, kiedy kobieta otrzyma pieniądze z Funduszu Sprawiedliwości, odparł, że "tak są skonstruowane nieszczęśliwie te przepisy - ja ich nie projektowałem - że udzielanie pomoc ofiarom, konkretnym osobom może być dokonywane przez organizacje, które czerpią z Funduszu Sprawiedliwości". - Oczywiście ta pani powinna mieć niezbędną pomoc od określonych podmiotów państwa - zaznaczył.
- Wiem, że korzystała z pomocy jednej czy dwóch nawet fundacji, które czerpały środki z Funduszu Sprawiedliwości. Pytanie, czy te fundacje przestały istnieć, jak były perturbacje w Funduszu Sprawiedliwości - kontynuował. Dodał, że możliwe jest, iż organizacje, które pomagały pani Darii zgłosiły się do obecnego konkursu.
Zaznaczył, że przepisy stanowią, że pieniądze z funduszu muszą być dystrybuowane przez organizacje, a nie przekazane poszczególnym zgłaszającym się osobom. - Gdyby każda z tych osób indywidualnie zgłaszała się do Funduszu Sprawiedliwości, musiałbym wszystkich pracowników przekierować do tego działu i obawiam się, że bylibyśmy również niewydolni - powiedział.
Jak dodał, "mam nadzieję, że nagłośnienie tego przypadku pomoże tej pani". - Natomiast my mamy związane ręce - przekonywał.
"Duży wzrost przestępstw" jednej kategorii
Żurek mówił na konferencji również o tym, że jest jeden rodzaj przestępstw w Polsce, którego służby notują zauważalny wzrost. - Mamy, proszę państwa, regularny i duży wzrost przestępstw motywowanych uprzedzeniami - podkreślił.
Minister porównał dane na przestrzeni ostatnich lat. Jak podał, motywowanych uprzedzeniami przestępstw było w 41 w 2007 roku. W 2025 liczba ta wzrosła do 2158. Zaznaczył przy tym, że ogółem w kraju przestępczość spada. - Musimy realnie powiedzieć, że każdy rok pokazuje, że przestępstw w Polsce mamy mniej - powiedział.
Jednakże - podkreślił Żurek - wzrastają w Polsce liczby incydentów, "które kiedyś nie miały miejsca". - Wyrzuca się ludzi z tramwaju, autobusu, są ataki słowne w sklepach, w miejscach publicznych - wyliczał.
Podkreślił, że dużą rolę w eskalacji nienawiści i uprzedzeń gra również internet. - Nienawiść wylewa się z różnych niekontrolowanych mediów społecznościowych - powiedział. Jak zaznaczył, wiele osób "zamiast korzystać z wolności słowa" czuje się "de facto bezkarnych".
Opracował Mikołaj Gątkiewicz /lulu, akr
Źródło: TVN24
Źródło zdjęcia głównego: PAP/Radek Pietruszka