Sejm nie ma 460 samochodów służbowych, żeby każdy poseł miał auto do wyłącznej dyspozycji. Pozwala więc posłom jeździć służbowo prywatnymi albo wypożyczonymi samochodami. Za takie podróże posłowie dostają zwrot kosztów - tak zwane kilometrówki. Zwroty pochodzą z publicznych, czyli podatników, pieniędzy. Kancelaria Sejmu wierzy posłom na słowo, gdy deklarują, ile kilometrów przejechali w związku z wykonywaniem mandatu. Reporterzy "Czarno na białym" Rafał Stangreciak i Grzegorz Łakomski przy współpracy Kajetana Kowalika, po przeanalizowaniu wszystkich 460 sprawozdań z wydatków na przejazdy, sporządzili, w trzech kategoriach, rankingi posłów najwięcej jeżdżących. I zapytali ich, dokąd i po co jeżdżą, bo jeżdżą za pieniądze z podatków. Pieniądze te powinny być wydawane przejrzyście i racjonalnie. Wyborcy zaś mają prawo wiedzieć, na co posłowie wydają w sumie pół miliarda złotych przez kadencję.