Erupcja wulkanu Hayli Gubbi - bo to o niej mowa - okazała się nieprzyjemną niespodzianką nie tylko dla mieszkańców północnej Etiopii, których wioski pokryły się grubą warstwą pyłu. Wybuchowi towarzyszyła emisja ogromnych ilości dwutlenku siarki, na tyle silna, że sięgająca górnej troposfery. Według danych Światowego Programu ds. Wulkanizmu przy Smithsonian Institution, kolumna pyłów i gazów w pewnym momencie miała ponad 15 kilometrów wysokości. Kłęby wulkanicznego materiału przesuwały się na wschód, do 25 listopada obejmując swoim zasięgiem południową część Półwyspu Arabskiego. Linie lotnicze zostały zmuszone do odwołania lotów - nad regionem unosiła się gruba zasłona pyłu, potężnie ograniczająca widzialność. Wulkaniczny "jęzor" liznął nawet wybrzeża Pakistanu i Indii.
Geologów najbardziej zainteresowała inna kwestia - nie istnieją jakiekolwiek informacje o historycznych erupcjach Hayli Gubbi, co wskazuje na to, że do ostatniej doszło tysiące lat temu, być może na długo przed wynalezieniem pisma. Ustalenie, kiedy miała ona miejsce, to karkołomne zadanie. Brak przekazów może wskazywać na wybuch jeszcze przed rozpoczęciem holocenu (najmłodszej, obecnej epoki geologicznej), czyli nawet 12 tysięcy lat temu. Naukowcy ze Smithsonian, powołując się na badania warstw skał budujących okolice stożka, przyjmują nieco krótszy okres - według nich do poprzedniej erupcji doszło około 8200 lat temu.
8 czy 12 tysięcy lat - z naszego punktu widzenia różnica jest znacząca, a obydwa okresy wydają się przeraźliwie długie. Wulkany działają jednak według geologicznej skali, gdzie kilka tysięcy lat to zaledwie mrugnięcie okiem. Na Ziemi znajdziemy mnóstwo stożków i obszarów podobnych do Hayli Gubbi, uśpionych od czasów naszych praprzodków, gotowych do przebudzenia przy nadarzającej się okazji. Co najważniejsze, erupcja niektórych miałaby poważne konsekwencje nie tylko dla okolicznych mieszkańców. Najpotężniejsze wulkany mogłyby zmienić zasady gry na całej planecie.