"Wskutek wybuchu maszyny piekielnej, pociąg pospieszny spadł z wysokiego wiaduktu i szereg wagonów zostało potrzaskanych w drobne szczątki" - informował swoich czytelników "Ilustrowany Kuryer Codzienny" we wrześniu 1931 roku. Do wypadku międzynarodowego składu doszło 13 września tuż po północy w miejscowości Biatorbágy (dziś to przedmieścia Budapesztu). Lokomotywa z sześcioma wagonami runęła kilkadziesiąt metrów w dół. Zniszczony został austriacki wagon pakunkowy, belgijski wóz sypialny, a także wagon trzeciej klasy, rumuński wagon pierwszej i drugiej klasy, sypialny Budapeszt-Wiedeń i wagon pierwszej i drugiej klasy relacji Budapeszt-Paryż.
Ładunek wybuchowy nie eksplodował od razu. Najpierw przejechała po nim lokomotywa, a później jeszcze jeden wagon i dopiero wtedy doszło do detonacji. "Druty były tak ułożone, że pociąg zwarł je, kiedy przejeżdżał, zapalając w ten sposób lont" - opisywali dziennikarze. Siła eksplozji była tak duża, że kawałek szyny odnaleziono niemal siedem kilometrów dalej.