Lekarze dawali jej tylko jeden procent szans na przeżycie. Dokonali cudu

Dziewczynka czuje się co raz lepiej
Mała maja przeszła dwie operacje, lekarze dawali jej jeden procent szansy na przeżycie
Źródło wideo: TVN24
Źródło zdj. gł.: TVN24
Ma osiem miesięcy i kiedy przyszła na świat, lekarze z Instytutu Centrum Zdrowia Matki Polki w Łodzi dawali jej jeden procent szans na przeżycie. Mowa o małej Mai, który urodziła się z poważną wadą serca. Dziewczynka przeszła dwie operacje i czuje się coraz lepiej.

Historię małej Mai nieprzypadkowo w Dzień Dziecka opowiedział na antenie reporter TVN24, Piotr Borowski. Przypomniał, że dziewczynka urodzona 8 miesięcy temu z poważną wadą serca miała niewielkie szanse na przeżycie.

- Lekarze dawali jej jeden procent szansy. Maja przeszła dwie poważne operacje i szereg mniejszych zabiegów - relacjonował Borowski. Okazało się jednak, że mała Maja i jej mama dzielnie walczyły i stan dziecka jest coraz lepszy.

Dziewczynka czuje się coraz lepiej
Dziewczynka czuje się coraz lepiej
Źródło zdjęcia: TVN24

Lekarze dokonali cudu

Reporter TVN24 rozmawiał z mamą dziewczynki, która mówiła, że przed drugą operacją sytuacja była dramatyczna. - Po ostatniej operacji, którą miała 28 kwietnia, jest dużo lepiej, ma taką ładniejszą skórkę, bo wcześniej w kwietniu już robiła się fioletowa, saturacja spadała poniżej 60 momentami. Ona robiła się sina, na stópkach, na rączkach. Natomiast teraz, po tej operacji, profesor Januszewska z jej zespołem dokonali moim zdaniem cudu - mówiła pani Klaudia.

Instytut Centrum Zdrowia Matki Polki w Łodzi
Instytut Centrum Zdrowia Matki Polki w Łodzi
Źródło zdjęcia: Piotr Borowski TVN24

Bardzo rzadka wada serca

Katarzyna Fortecka-Piestrzeniewicz z Kliniki Intensywnej Terapii Wad Wrodzonych Noworodków i Niemowląt Instytutu CZMP w Łodzi, mówiła reporterowi TVN24, że Maja urodziła się z ciężką i bardzo rzadką wadą serca. - Zespół Ebsteina to jest taka wada, w której serce jest jak dzwon, tylko w tym przypadku bardzo źle, że ono jest tak ogromne. To serce zajmowało praktycznie całą klatkę piersiową dziecka od prawej do lewej strony. Płuca nie miały miejsca, żeby oddychać, więc Maja musiała być po urodzeniu od razu zaintubowana, bo inaczej by umarła. Musieliśmy stosować dość wysoką wentylację, żeby w ogóle utrzymać jakkolwiek ją przy życiu i tak naprawdę gdyby nie szybki zabieg kardiochirurgiczny, którego efektem było znaczne zmniejszenie prawego przedsionka, który wreszcie przybrał normalne rozmiary, to serce zrobiło miejsce w klatce piersiowej dla płuc i wreszcie to dziecko mogło być nieco mniejszymi parametrami wentylowane - tłumaczyła. Dziewczynka czuje się coraz lepiej, w Dniu Dziecka dostała od darczyńcy koncentrator tlenu, który pomoże jej normalnie funkcjonować.

Źródło: tvn24.pl
Czytaj także: