Chciała ratować psa, została porażona prądem. Są zarzuty

Do zdarzenia doszło w Cesarce pod Strykowem (Łódzkie)
Cesarka gmina Stryków (woj. łódzkie)
Źródło: Google Maps
Prokuratura postawiła zarzuty mężczyźnie, który dzierżawił staw na terenie jednego z hoteli pod Strykowem (Łódzkie) i obok rozciągnął elektrycznego pastucha, w którym napięcie było 10-krotnie wyższe, niż powinno. Prąd poraził kobietę i mężczyznę, który ruszył jej na pomoc.

Do zdarzenia doszło na początku maja 2025 roku przed godziną 17 na terenie jednego z hoteli w miejscowości Cesarka pod Strykowem w Łódzkiem. Jak mówił wtedy rzecznik Prokuratury Okręgowej w Łodzi, 49-letnia kobieta szła ze swoim psem, który w pewnym momencie wbiegł do stawu. Ruszyła mu na pomoc i została porażona prądem.

W pobliżu stawu, na wysokości 24 centymetrów, znajdował się tak zwany elektryczny pastuch ustawiony prawdopodobnie, by zwierzęta nie wyjadały ryb. Zazwyczaj maksymalne napięcie w takich urządzeniach to 24 wolty. Paweł Jasiak z Prokuratury Okręgowej w Łodzi informował, że biegły z zakresu elektryki stwierdził, iż obrażenia u kobiety wskazują, że napięcie w tej instalacji było 10-krotnie wyższe, niż powinno być.

Zarzuty dla dzierżawcy stawu

Po trwającym niemal rok śledztwie zarzuty w tej sprawie przedstawiono 52-letniemu mężczyźnie, który dzierżawił staw.

- Usłyszał zarzuty narażenia na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia bądź ciężkiego uszczerbku na zdrowiu i nieumyślnego spowodowania obrażeń u kobiety i ratującego ją mężczyzny. Podczas przesłuchania nie przyznał się do winy i wyjaśnił, że dzierżawił staw, założył tam pastucha na 12 woltów, ale dużo wcześniej przed zdarzeniem go zdjął i nie wie, skąd tam było napięcie - poinformował tvn24.pl Janusz Tomczak, szef Prokuratury Rejonowej w Zgierzu.

Prokurator zastosował wobec 52-latka dozór policyjny. Mężczyźnie grozi do trzech lat więzienia.

To miał być tylko spacer z psem

- Nie pamiętam pobytu w tym hotelu, mimo że ta tragedia się wydarzyła w drugim dniu. Z opowieści męża wiem, że miał oglądać mecz, a ja poszłam z psem na spacer. Po moim powrocie mieliśmy iść na basen, ale już nie wróciłam i nie pamiętam kompletnie nic - wspomina poszkodowana kobieta w rozmowie z TVN24+. Jak podkreśla, do tej pory odczuwa skutki zdarzenia i jest pod opieką specjalistów.

Problemy ze zdrowiem ma wciąż też świadek, który wskoczył do stawu i ruszył 49-latce na pomoc. Jego także poraził prąd.

CZYTAJ WIĘCEJ O SPRAWIE >>>

Redagowała Tamara Barriga

Czytaj także: