Kiedy poszłam do pierwszej klasy szkoły podstawowej, to okazało się, że język śląski to nie jest wszechobecny język, a to był mój pierwszy język. Nagle okazało się, że jest jeszcze język polski i byłam bardzo mocno zdziwiona. Poczułam, że jestem kimś innym - mówiła Grażyna Bułka (aktorka, Ślązaczka) w programie "Bez polityki" w TVN24+. W rozmowie z Piotrem Jaconiem artystka przyznała, że zastanawia ją, na czym polega niechęć ludzi do inności. - Ja odczułam to bardzo boleśnie. Zawsze buzowała we mnie niezgoda na traktowanie mnie gorzej. Moja siła i asertywność sprawiły, że zaczęłam mocno artykułować to, że nie życzę sobie takiego traktowania - powiedziała Bułka. Aktorka zagrała w głośnym spektaklu "Mianujom mie Hanka" i wyznała, że od zawsze chciała grać w teatrze po śląsku. - Trzeba uważać, o co się prosi Boga, bo to się spełniło i to tak bardzo, że zagrałam we wszystkich najważniejszych spektaklach o Śląsku i po śląsku. Ten język ma w sobie szlachetność, którą można wykorzystać na scenie - wyjaśniła Bułka. Mówiła też o relacji z synem Piotrem, który także jest aktorem. - Nie bardzo chciałam, żeby uprawiał ten zawód, chciałam, go przed tym przestrzec, ale zauważyłam, że on jest szczęśliwy. Ufam mu, bo wiem, że ma inną perspektywę. Kłócimy się, ale piękne jest to, że potrafimy zrobić krok wstecz i się przeprosić - dodała Bułka.