Aktywiści stowarzyszenia o nazwie Dolnośląski Inspektorat Ochrony Zwierząt w sierpniu zaznaczyli swoją obecność na Podhalu, gdzie zorganizowali dwa głośne protesty przeciwko wykorzystywaniu koni ciągnących wozy z turystami do Morskiego Oka. W tej sprawie spotkali się też ze starostą tatrzańskim i dyrektorem Tatrzańskiego Parku Narodowego. Rozmowa przerodziła się w awanturę, podczas której działacze DIOZ krzyczeli na urzędników. Komentowali, że nie ma z ich strony woli do rozwiązania problemu cierpienia zwierząt i wprowadzenia alternatywnych rozwiązań. Domagają się całkowitej likwidacji tradycyjnych fasiągów.
Zbiórka na milion godzinę po pożarze
W nocy z 22 na 23 sierpnia - kilkanaście godzin po proteście DIOZ na drodze do Morskiego Oka - w płomieniach stanął wykorzystywany przez DIOZ m.in. do ratowania zwierząt samochód dostawczy. Pojazd był zaparkowany przy pensjonacie, w którym zatrzymali się działacze.
Bardzo szybko po pożarze aktywiści oskarżyli górali o podpalenie, a internetowa zbiórka na nowy samochód została opublikowana około godzinę po wybuchu pożaru. Choć działacze wycenili straty na nieco ponad 500 tysięcy złotych, chcą zebrać okrągły milion. Pożar porównali we wpisie w mediach społecznościowych do ludobójstwa na Wołyniu.
25 sierpnia policja opublikowała apel o zgłaszanie się na komendę osób, które w niedzielę od godziny 1 w nocy "przebywały w rejonie zdarzenia, poruszały się w jego pobliżu, były świadkami pożaru, brały udział w akcji gaśniczej lub posiadają jakiekolwiek informacje w tej sprawie".
Prokuratura: na nagraniu widać dwie osoby
Jak dotąd policja informowała, że nie wyklucza, iż doszło do podpalenia, ale brano pod uwagę też inne przyczyny pożaru, w tym samozapłon. Prokurator rejonowa w Zakopanem Aneta Hładki poinformowała nas w czwartek, że wstępne ustalenia biegłego z zakresu pożarnictwa wskazują jednoznacznie na podpalenie.
- Do podpalenia doszło najprawdopodobniej przy użyciu polania auta benzyną - powiedziała Hładki. Jak dodała, w tej sprawie zabezpieczono nagranie z monitoringu. - Na nagraniu widać dwie osoby w pobliżu tego samochodu. Czynności mające na celu weryfikację tożsamości tych osób i tego, w jaki sposób dostały się na miejsce oraz jaki był przebieg zdarzenia, trwają - poinformowała. W odpowiedzi na nasze pytania prokurator rejonowa odparła, że na filmie nie widać, by nagrane osoby podkładały ogień. Dopytywana o to, czy śledczy znają tożsamość tych osób, stwierdziła: - Nie udzielamy na razie takich informacji.
Pytana, czy prokuratura ujawni nagranie - czego domaga się DIOZ - prokurator Hładki poinformowała, że "na etapie ustaleń, które są obecnie poczynione, na razie nie ma takiej konieczności".
"Pokrzywdzonym jest leasingodawca"
Szefowa Prokuratury Rejonowej w Zakopanem zaznaczyła, że podpalona została sama naczepa pojazdu. Wartość strat będzie jednak dopiero ustalana przez biegłego. Jeżeli przekroczy ona 200 tysięcy złotych, wszczęte zostanie prokuratorskie śledztwo. W innym przypadku postępowanie będzie prowadzone w formie dochodzenia. Prokurator Hładki oceniła, że wskazana przez DIOZ wartość szkody - 550 tysięcy złotych - "nie do końca pokrywa się z rzeczywistą wartością".
Co ciekawe, pokrzywdzonym w wyniku tego pożaru nie jest DIOZ, bo to nie do tej organizacji należy samochód, tylko do prywatnej firmy. - Ustalono, że samochód jest w leasingu [...]. Pokrzywdzonym jest leasingodawca - podkreśliła szefowa zakopiańskiej prokuratury. Dopytywana, czy pojazd był objęty ubezpieczeniem AC, dodała: - Na pewno, w leasingu to jest obligatoryjne. Natomiast będziemy dopiero ściągać umowy w zakresie tego, jak wyglądały ewentualne cesje w zakresie ubezpieczenia - powiedziała prokurator Aneta Hładki.
W tej sprawie, poza zgłaszającym, przesłuchano już także inne osoby. To świadkowie, którzy dotarli na miejsce pożaru bezpośrednio po jego wybuchu. - W pobliżu odbywało się wesele. Osoby, które z niego wracały, pomagały w akcji ratowniczej. Były ściągane ręczne gaśnice - zaznaczyła szefowa zakopiańskiej prokuratury.
Postępowanie prowadzone jest pod kątem artykułu 288 Kodeksu karnego, który mówi o zniszczeniu rzeczy. Może za to grozić od trzech miesięcy do pięciu lat więzienia.
Skierowaliśmy do przedstawicielki DIOZ pytania dotyczące tego pożaru. Czekamy na odpowiedzi.
Szereg postępowań po wizycie DIOZ na Podhalu
Osobne dochodzenie zostało wszczęte po zawiadomieniu starosty tatrzańskiego w sprawie działań DIOZ na Podhalu. - Nie można lżyć, nie można znieważać osób publicznych, na stanowiskach [...]. Zarzuca się nam korupcję, jakiś układ mafijny. Stanowczo temu zaprzeczamy - podkreślił Andrzej Skupień. I mówił, że działacze DIOZ przywołują "historię Goralenvolku" i obrażają górali "jako katolików". - Musimy dać temu stanowczy opór. To jest mowa nienawiści, to jest szereg manipulacji - podkreślał.
Prokurator Aneta Hładki poinformowała nas, że zawiadomienie dotyczyło możliwości popełnienia przestępstwa znieważenia funkcjonariuszy publicznych w trakcie pełnienia przez nich obowiązków służbowych i zmuszania do określonego zachowania. W zawiadomieniu wskazano też "przestępstwo nawoływania do nienawiści na tle etnicznym". - W tym punkcie sprawa została przekazana, zgodnie z zarządzeniem Prokuratora Generalnego [...], do Prokuratury Rejonowej w Muszynie - powiedziała szefowa zakopiańskiej prokuratury. Zarządzenie PG określa, które jednostki prokuratury mają zajmować się przestępstwami z nienawiści na konkretnych obszarach.
Z kolei DIOZ zapowiedział złożenie do prokuratury zawiadomienia w sprawie przekroczenia uprawnień przez starostę tatrzańskiego Andrzeja Skupnia, bo ten nie pozwolił im na blokadę drogi w trakcie protestu.
Inne postępowania prowadzi także zakopiańska policja, która postawiła lub postawi w najbliższym czasie łącznie 45 zarzutów wobec 10 aktywistów i aktywistek DIOZ za wykroczenia, których działacze mieli dopuścić się 8 sierpnia w trakcie protestu na trasie do Morskiego Oka. Policja zapowiada kolejne zarzuty związane z protestem z 22 sierpnia. Dotyczą one m.in. niestosowania się do poleceń funkcjonariuszy.