"Jesteśmy w Gliwicach - miejscu, w którym będą powstawać spolonizowane czołgi K2. To właśnie tutaj, w Bumarze-Łabędy, dojdzie do transferu technologii. Polska zyska zdolność do produkcji czołgów" - tak mówił 1 sierpnia 2025 roku minister obrony Władysław Kosiniak-Kamysz, stojąc w hangarze na tle czołgu oraz polskich i południowokoreańskich flag. "Przywracamy produkcję pancerną do Gliwic, do Bumar-Łabędy. Tu zawsze była stolica pancerniaków" - wtórował mu wiceminister Paweł Bejda. Chwilę wcześniej podpisano umowę, którą Bejda nazwał "najlepiej wynegocjowanym kontraktem, jaki tylko można było". Na jej podstawie Polska pozyska 180 koreańskich czołgów K2, w tym pierwszych w spolonizowanej wersji K2PL złożonych lub wyprodukowanych w Gliwicach z użyciem polskich części.
Lecz podczas gdy obecne kierownictwo MON mówi o "przywracaniu produkcji pancernej" do Polski, były minister obrony Mariusz Błaszczak twierdzi coś przeciwnego. Przekonuje, że Polacy mogą zapomnieć o tysiącu czołgów K2, które on za czasów Zjednoczonej Prawicy miał rzekomo zapewnić Polsce, gdy kierował resortem.
Więc jak to ma być z tymi czołgami: będziemy je produkować czy nie? Będą koreańskie czy polskie? I o co chodzi z polonizacją przemysłu zbrojeniowego? Wraz z ekspertami przyjrzeliśmy się tej sprawie.