"Komuś na tym zależało". Turyści rezygnują z Bieszczadów

bieszczady gory wakacje shutterstock_2668162215
Turyści rezygnują z Bieszczadów ze względu na niedźwiedzie
Źródło wideo: "Fakty" TVN
Źródło zdj. gł.: Shutterstock
Po serii doniesień o spotkaniach z niedźwiedziami w Bieszczadach część turystów zaczęła rezygnować z wakacyjnych przyjazdów. Właściciele gospodarstw agroturystycznych mówią o spadku liczby gości, a władze i przyrodnicy uspokajają: sytuacja jest pod kontrolą, a w górach jest bezpiecznie. Materiał z "Faktów" TVN Renaty Kijowskiej.

Jeszcze niedawno wielu Polaków marzyło, by "rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady". Dziś jednak część z nich rezygnuje z wakacyjnych planów.

- Miałem dwie rezerwacje odwołane. Zadzwoniłem do tych ludzi, pytając się, jaka jest przyczyna tego odwołania. No i odpowiedź jest jasna - żona boi się niedźwiedzi. Mamy do czynienia ze spadkiem rzędu 30 procent - mówi przedsiębiorca Antoni Kostka.

W jego gospodarstwie agroturystycznym na Pogórzu Przemyskim pokoje stoją puste, a w ogrodzie czereśnie podjada jedynie sąsiadka. Z podobnymi problemami borykają się inni gospodarze w regionie.

Mniejszy ruch w Bieszczadach

Niepokojące sygnały płyną z samych Bieszczadów.

- Jest faktycznie mniejszy ruch i to może spowodować, że będzie troszeczkę mniej gości - mówi Dariusz Wethacz, wójt gminy Cisna.

Jak dodaje, po wiosennym okresie, kiedy niedźwiedzie szukały łatwego pożywienia, sytuacja się uspokoiła. Zwierzęta, które pojawiały się w pobliżu gospodarstw, nie zrobiły nikomu krzywdy.

Panika po tragedii w Iwoniczu

Część przedsiębiorców uważa, że spadek liczby turystów to efekt niepotrzebnej paniki.

- Komuś na tym zależało. Nakręciliśmy taką panikę, jeżeli chodzi o sytuację z niedźwiedziami - ocenia Daniel Wojtas, przedsiębiorca i właściciel hotelu.

Jego zdaniem do rozkręcenia atmosfery lęku przyczynili się niektórzy lokalni politycy, którzy po tragedii w Iwoniczu – śmierci kobiety w lesie - publikowali w mediach społecznościowych filmy z niedźwiedziami, opatrując je dramatycznymi komentarzami.

- Politycy nakręcają tę sytuację i pewne osoby chcą na tym wypłynąć, bo łatwiej sprzedaje się negatywny wizerunek, jakiś lęk - dodał Wojtas.

Edukacja i nowe rozwiązania

Sytuację realnie ma naprawić projekt, który właśnie ruszył na Podkarpaciu.

- Edukacja jest kluczem - chodzi o odpowiednie zabezpieczanie odpadów i umiejętność reagowania - mówi Mikołaj Dorożała, wiceminister klimatu i środowiska.

Celem programu jest uniknięcie sytuacji znanych z Rumunii, gdzie częste spotkania ludzi z niedźwiedziami prowadzą do licznych incydentów.

Jak radzą sobie w Tatrach?

W Tatrach podobny model działa skutecznie.

- Nie ma miejsca w Tatrach, z którego niedźwiedź by nas nie słyszał lub nie czuł. Gdyby chciały zrobić krzywdę człowiekowi, mielibyśmy codziennie przypadki bliskich spotkań. A ich nie ma - podkreśla Filip Zięba z Tatrzańskiego Parku Narodowego.

Specjalista założył obroże stu niedźwiedziom, a ostatnio ośmiu w Bieszczadach. Dzięki temu można namierzać osobniki, które przyzwyczajone do ludzkiej obecności szukają jedzenia w pobliżu domów.

Gumowe kulki i drony w akcji

Przed kilkoma dniami w Bieszczadach przepłoszono dwa takie niedźwiedzie przy użyciu gumowych kul - bolesnych, ale nie raniących.

- To były konkretne osobniki, które naprawdę dokuczały, między innymi zabijały zwierzęta. Zareagowały tak, jak powinny, czyli ucieczką - mówi Hubert Fedyń z Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Rzeszowie.

- Używamy też dronów z termowizją i po prostu czekamy - dodaje Sławomir Serafin z tej samej instytucji.

Kluczowa zmiana nawyków

Eksperci podkreślają, że kluczowa jest zmiana ludzkich zachowań. Skoro śmieci przyciągają niedźwiedzie, trzeba zrezygnować z wyrzucania ich byle gdzie.

Fundacja WWF rozdaje gospodarzom niedźwiedzioodporne kosze i ogrodzenia pod napięciem. Rozwiązanie przynosi efekty - zniechęcony zwierz odchodzi do lasu, gdzie znajduje naturalne pożywienie.

Przyrodnicy uspokajają: w Bieszczadach jest bezpiecznie.

- Można iść na szlak bez obaw. Mówię to z pełną odpowiedzialnością praktyka - zapewnia Bartosz Pirga z Bieszczadzkiego Parku Narodowego.

Źródło: "Fakty" TVN
Zobacz także: