Jak wskazała kancelaria prezydenta, decyzję o podpisaniu ustawy prezydent argumentował troską o życie i zdrowie ludzi, "które stanowi najwyższą wartość". Dodała, że ustawa jest odpowiedzią na apele i obawy mieszkańców, w szczególności z terenów Bieszczadów i Podkarpacia. - Ustawa nie jest przeciwko przyrodzie, ale chroni zarówno ludzi, jak i zwierzęta - stwierdził Nawrocki.
Nowelizacja ustawy o ochronie przyrody umożliwi odstraszanie niedźwiedzi z użyciem broni gładkolufowej z gumową amunicją. To bezpieczny dla zwierząt sposób ich skutecznego odstraszania, który pozwala na ograniczenie niepożądanych kontaktów niedźwiedzi z ludźmi. Zgodę na zastosowanie takiej formy działania będzie musiał wydać miejscowy Regionalny Dyrektor Ochrony Środowiska.
Ministra klimatu i środowiska Paulina Hennig-Kloska zwróciła uwagę na portalu X, że ustawa daje narzędzia dla grupy interwencyjnej, która w Bieszczadach monitoruje zachowanie "problematycznych osobników". Dodała, że w razie potrzeby członkowie grupy będą mogli płoszyć niedźwiedzie, a strzały z gumowej, niepenetracyjnej amunicji są na tyle bolesne, by skutecznie odstraszyć zwierzęta, ale ich nie zabić.
Jak podkreślali pomysłodawcy regulacji w uzasadnieniu, w związku z rosnącą populacją niedźwiedzi brunatnych w Bieszczadach coraz częściej dochodzi do pojawiania się ich koło zabudowań, gdzie szukają pokarmu. Wskazali, że niedźwiedzie łatwo przyzwyczają się do miejsca i sposobu zdobywania pokarmu, dlatego konieczne jest wyrobienie w nich niechęci zbliżania się do domów.
Gumowymi kulami mają "wychowywać" niedźwiedzie
Biolog i przyrodnik Robert Gatzka w rozmowie z tvn24.pl tłumaczy, że używanie pocisków gumowych jest jedną z najbardziej efektywnych metod "wychowywania" niedźwiedzi. To tak zwane warunkowanie awersyjne. Jak podkreśla, nie chodzi jedynie o ich odstraszanie czy przepłaszanie, choć często tak się to przedstawia. - Ta metoda ma służyć wychowywaniu niedźwiedzi poprzez negatywne doświadczenia i bodźce - wyjaśnia.
Gatzka zaznacza, że po użyciu takiego pocisku niedźwiedź odczuwa ból i właśnie o to chodzi. - Używanie tego ma na celu wychowywanie niedźwiedzia właśnie poprzez ból. Ten ból ma mu przypominać, że wizyty wśród ludzi nie są dobrym pomysłem - podkreśla.
Jednocześnie biolog zwraca uwagę, że taki sposób postępowania może być dla zwierząt niebezpieczny, jeśli nie jest stosowany prawidłowo. Zaznacza, że zajmować się tym powinny wyłącznie osoby, które dobrze znają zachowanie i biologię niedźwiedzi oraz potrafią bezpiecznie posługiwać się bronią palną. Dodaje, że istnieje ryzyko trwałego uszkodzenia zwierzęcia - na przykład, gdy pocisk trafi w oko lub w narządy miękkie, co może prowadzić do wewnętrznych krwotoków. Dlatego, jak mówi, "musi to być robione przez dobrze wyszkolonych ludzi".
Robert Gatzka podkreśla, że interwencje i odstraszanie niedźwiedzi shabituowanych, czyli przyzwyczajonych do żerowania w pobliżu zabudowań, to tylko część działań, jakie należy podejmować w sytuacjach konfliktowych. - To nie jest panaceum, nie rozwiąże wszystkich sytuacji konfliktowych, jakie mamy z niedźwiedziami. To bardzo ważny element, ale jedynie fragment całego procesu - wyjaśnia w rozmowie z tvn24.pl.
Jak tłumaczy, choć można część niedźwiedzi "wychować" i skutecznie je odstraszyć, żeby nie zbliżały się do ludzi, kluczowe jest wyeliminowanie powodów, dla których zbliżają się do ludzi. - Jeśli nie zabezpieczy się źródła przyciągania, problem będzie powracał co roku - zaznacza ekspert. Wymienia, że najczęściej chodzi o tzw. atraktanty, czyli wabiki, które zwabiają zwierzęta w okolice ludzkich siedzib. - To mogą być niezabezpieczone pojemniki na odpady, kompostowniki, drzewa owocowe czy źle zabezpieczone kurniki - wylicza.
Gatzka przypomina, że niedźwiedź jest oportunistą - nie będzie pojawiał się w miejscach, gdzie nie znajduje pożywienia. - Jeśli znajdzie tu "nagrodę", będzie po nią wracał - mówi biolog.
Dlatego jego zdaniem niezwykle ważnym elementem działań jest trzeci filar: edukacja. - Trzeba edukować zarówno mieszkańców tych obszarów, jak i turystów odwiedzających regiony, w których żyją niedźwiedzie. Powinni wiedzieć, jak się zachowywać. Tylko wtedy uda się realnie zwiększyć bezpieczeństwo ludzi. Reasumując, potrzebna nam nauka, prewencja i profilaktyka - podsumowuje Gatzka.
Wzorują się na Tatrach
Model ochrony ludzi i niedźwiedzi oparty na tych rozwiązaniach od wielu lat z powodzeniem funkcjonuje na obszarze Tatrzańskiego Parku Narodowego.
Tomasz Zwijacz-Kozica z TPN zwraca uwagę, że rozszerzanie katalogu środków ingerencji wobec gatunków chronionych wymaga szczególnie precyzyjnych regulacji. Jego zdaniem kluczowe jest dokładne określenie, kto, kiedy i na jakich zasadach może z takich metod korzystać. Ekspert podkreśla, że największe zagrożenie pojawia się wtedy, gdy brakuje skutecznego systemu nadzoru, dokumentowania interwencji oraz oceny ich zasadności.
- W skrajnych przypadkach środki przeznaczone do odstraszania mogłyby być wykorzystywane jako forma nielegalnego prześladowania zwierząt lub zastępować działania, które powinny być prowadzone innymi metodami - mówi.
Jak dodaje, każda interwencja powinna być dokumentowana, a jej przebieg i skutki kontrolowane przez odpowiednie służby zajmujące się ochroną przyrody.
Ekspert podkreśla, że osoby uprawnione do interwencji w przypadku niedźwiedzi powinny przechodzić kompleksowe szkolenia, łączące naukę bezpiecznego posługiwania się bronią z wiedzą biologiczną. Szkolenie powinno obejmować nie tylko kwestie techniczne, ale również biologię i anatomię niedźwiedzi, prawidłowe rozpoznawanie sytuacji konfliktowych, ocenę ryzyka dla ludzi i zwierząt, a także aspekty prawne związane z ochroną gatunkową oraz procedury dokumentowania każdej interwencji.
Niezbędne są też regularne ćwiczenia praktyczne - zarówno z bezpiecznego korzystania ze sprzętu, jak i z oceny odległości oraz warunków, w których użycie gumowego pocisku jest dopuszczalne.
Tomasz Zwijacz‑Kozica z Tatrzańskiego Parku Narodowego podkreśla, że powodzenie nowych regulacji będzie zależało przede wszystkim od sposobu ich wdrożenia. Jego zdaniem, jeśli przepisy zostaną wprowadzone w sposób odpowiedzialny, mogą realnie przyczynić się do ograniczenia liczby sytuacji konfliktowych z niedźwiedziami i zmniejszenia konieczności stosowania bardziej radykalnych rozwiązań, takich jak odławianie czy eliminacja osobników uznawanych za problemowe.
- Z punktu widzenia ochrony przyrody pozytywnym efektem może być utrzymanie naturalnego dystansu niedźwiedzi wobec człowieka, co jest jednym z podstawowych warunków pokojowego współistnienia ludzi i dużych drapieżników - mówi.
Jednocześnie ekspert zwraca uwagę, że niewłaściwe stosowane metody odstraszania mogą przynieść skutki odwrotne od zamierzonych. Mogą prowadzić do niepotrzebnego stresowania zwierząt, zwiększenia liczby urazów lub utrwalenia negatywnych postaw społecznych wobec chronionych gatunków. - Ostateczny efekt nowelizacji będzie zależał nie tyle od samego przepisu, ile od jakości jego wdrożenia, poziomu wyszkolenia osób wykonujących interwencje oraz skuteczności systemu nadzoru nad tymi działaniami - zaznacza Zwijacz‑Kozica.
Niedźwiedzi projekt
Ministerstwo Klimatu i Środowiska we współpracy z Generalną Dyrekcją Ochrony Środowiska, od lipca ubiegłego roku wdraża pakiet działań mających na celu przeniesienie w Bieszczady tatrzańskiego modelu postępowania. Jest to obszar około sto razy większy niż teren Tatrzańskiego Parku Narodowego, zamieszkiwany przez większą populację niedźwiedzi.
Projekt Ochrony Niedźwiedzia Brunatnego zakłada m.in. utworzenie całodobowych grup interwencyjnych, znakowanie wybranych osobników poprzez zakładanie obroży telemetrycznych (dotychczas oznakowano 11 niedźwiedzi, kolejne czekają na objęcie monitoringiem), finansowanie zabezpieczeń miejsc gromadzenia odpadów, możliwość płoszenia niedźwiedzi przy użyciu gumowej amunicji. Wprowadzone zmiany w prawie umożliwią wyposażenie przeszkolonych do takich zadań patroli interwencyjnych w odpowiedni sprzęt.