- Nakłady na ochronę zdrowia w Polsce rosną i zbliżają się do średniej unijnej, jednak dostępność świadczeń medycznych pogarsza się, a kolejki do specjalistów się wydłużają.
- Średni czas oczekiwania na wizytę u specjalisty wzrósł do 57,5 dnia, a liczba oczekujących pacjentów zwiększyła się o ponad 135 procent od 2022 roku.
- Narodowy Fundusz Zdrowia wprowadza ograniczenia w rozliczaniu nadwyżek świadczeń, co może prowadzić do dalszego wydłużenia kolejek i pogorszenia dostępności usług.
- Zadłużenie szpitali publicznych rośnie, a realizacja ustawy podwyżkowej znacząco obciąża budżet ochrony zdrowia, pochłaniając niemal jedną trzecią publicznych nakładów.
- Choć poziom nakładów na zdrowie w Polsce zaczyna wyglądać lepiej na tle Unii Europejskiej, rosnące kolejki, wydłużające się czasy oczekiwania oraz szybki wzrost zadłużenia szpitali świadczą o tym, że obecny poziom finansowania nie nadąża za realnymi potrzebami pacjentów i kosztami po stronie podmiotów leczniczych – twierdzi Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP).
Kolejki do specjalistów rosną
Jak podaje FPP w najnowszej edycji Monitora Finansowania Ochrony Zdrowia, prognozowane wydatki na zdrowie wyniosą w tym roku 250,4 mld zł, czyli o 23,8 mld zł więcej w stosunku do 2025 roku.
Jak pod względem nakładów publicznych na ochronę zdrowia wypada Polska na tle Unii Europejskiej? Z wynikiem w wysokości 6,27 proc. PKB w 2024 r. (według metodologii Eurostatu) jesteśmy w środkowej części zestawienia państw UE. Utrzymuje się jednak istotna luka względem średniej unijnej, która wynosiła 8,03 proc. PKB. Średnie wydatki publiczne na zdrowie na mieszkańca były w Polsce blisko dwukrotnie niższe niż średnio w UE - 1699 euro wobec 3089 euro (w wartościach nominalnych).
Najnowsza edycja Monitora dokumentuje również dalsze pogarszanie się dostępności świadczeń opieki zdrowotnej. W ambulatoryjnej opiece specjalistycznej w III kwartale 2025 r. odnotowano 776,5 tys. oczekujących pilnych - to wzrost o 14,4 proc. rok do roku.
Średni czas oczekiwania do specjalistów wyniósł 57,5 dnia (wzrost o 21,4 proc. rok do roku). Od I kwartału 2022 r. liczba oczekujących wzrosła o ponad 135 proc., a mediana czasu oczekiwania o ponad 215 proc.
Najdłuższe kolejki występują w poradniach rehabilitacji leczniczej dziennej (75,1 tys.), chirurgii urazowo-ortopedycznej (73,4 tys.) oraz neurologii (71,3 tys.). Szczególnie niepokojąca pozostaje sytuacja m.in. w poradniach neurochirurgicznych, gdzie połowa spośród 41 tys. pilnych pacjentów oczekuje w kolejce dłużej niż 184 dni.
"Cofniemy się o dwa kroki"
Tymczasem Narodowy Fundusz Zdrowia zapowiedział ograniczenia w rozliczaniu nadwyżek w świadczeniach nielimitowanych (czyli badań czy procedur, które szpitale i inne podmioty wykonują nad normę planowaną przez NFZ). Już podpisano zarządzenie dotyczące tzw. wysokokosztownej diagnostyki obrazowej – zamiast pełnej zapłaty po każdym kwartale wprowadzono stawkę obniżaną o 50–60 proc., która będzie rozliczana po zakończeniu roku obrachunkowego.
Podobne plany, co potwierdził NFZ, dotyczą też ambulatoryjnej opieki specjalistycznej, choć w tym przypadku nie ogłoszono jeszcze projektu zarządzenia. Eksperci nie mają wątpliwości - jeśli takie cięcia się pojawią, to przełożą się na jeszcze większe wydłużenie kolejek do gabinetów.
- Mówimy, że każdy umarłby na serce, chyba że wcześniej umarłby na coś innego. Diagnostyka kardiologiczna powinna się opierać przede wszystkim na szybkim wykrywaniu. Wizyta pierwszorazowa w poradni kardiologicznej to taka, podczas której kardiolog poznaje pacjenta, podejmuje pierwszy trop w sprawie podejrzenia, ale przede wszystkim zleca badania, które te podejrzenia mają potwierdzić – wyjaśniał w ubiegłym tygodniu podczas śniadania prasowego Klaudiusz Komor, kardiolog, wiceprezes Naczelnej Rady Lekarskiej.
Komor dodawał, że jeśli za kontynuację wizyt w ramach nadwykonań będzie się płacić mniej, to realnie wydłużą się kolejki do specjalistów. Już teraz, według Barometru WHC, na wizytę u kardiologa czeka się średnio 4,6 miesiąca. Lekarz podkreśla, że nawet najlepszy specjalista nie mając wyników specjalistycznych, dodatkowych badań, nie jest w stanie na pierwszej wizycie postawić diagnozy, ustawić leczenia i odesłać chorego z zaleceniami do podstawowej opieki zdrowotnej.
- Jeśli te pomysły dojdą do skutku, to cofniemy się o dwa kroki, a pamiętajmy, że zapobiegając zawałowi, sprawiamy, że ten człowiek jest wyleczony i może dalej funkcjonować, pracować, normalnie żyć. Jeśli będzie czekał na wizytę i w tym czasie dostanie zawału, to mamy kogoś, kto już do końca życia będzie obciążony powikłaniami. Nie wyobrażam sobie, jak miałoby to wyglądać. Dyrektorzy na pewno będą kłaść nacisk na to, by tych nadwykonań nie robić, bo będzie to poniżej kosztów - przewiduje Komor.
Lekarze obawiają się, że wskutek ograniczenia dostępności badań i wizyt, lekarze zaczną częściej sięgać po skierowania w trybie pilnym lub będą odsyłać pacjentów do szpitali na kilkudniowe pobyty. W efekcie czas oczekiwania na łóżko na oddziale się wydłuży, a z Monitora FOZ dowiadujemy się, że w trzecim kwartale 2025 r. na leczenie szpitalne w trybie pilnym oczekiwało 119,1 tys. osób (wzrost o 16,1 proc. rok do roku) przy medianie czasu oczekiwania 21 dni.
Jak ograniczyć koszty i zapewnić finansowanie?
Raport wskazuje również na pogorszenie sytuacji finansowej szpitali publicznych. Zobowiązania wymagalne Samodzielnych Publicznych Zakładów Opieki Zdrowotnej (SPZOZ) rosły nieprzerwanie przez sześć kolejnych kwartałów, osiągając w trzecim kwartale 2025 roku poziom 4,2 mld zł (15,3 proc. wszystkich zobowiązań). To oznacza wzrost o blisko 74 proc. w ciągu pięciu kwartałów. Całkowite zadłużenie SPZOZ wyniosło 27,7 mld zł. Finanse lecznic w znacznej mierze obciąża realizacja tzw. ustawy podwyżkowej, czyli opłacenie rosnących wynagrodzeń pracowników.
Wzrost płac, wynikający ze wskaźników opublikowanych przez GUS, wyniesie 8,82 proc. i obejmie wszystkie grupy zawodowe określone ustawą. Prognozy Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji (AOTMiT) dotyczące zmiany wycen świadczeń wskazują na dodatkowy koszt dla NFZ-u w wysokości od 6,2 mld zł do 11,2 mld zł w skali 12 miesięcy, w zależności od przyjętego wariantu. Analitycy FPP zwracają uwagę na rosnący udział skutków ustawy podwyżkowej w publicznych wydatkach na zdrowie. W latach 2022-2026 skumulowany koszt zwiększył się z 9,3 mld zł do 72,7 mld zł. W tym roku realizacja ustawy podwyżkowej pochłonie niemal jedną trzecią publicznych nakładów na zdrowie.
- Trzeba zabezpieczyć stabilne i przewidywalne finansowanie dla Narodowego Funduszu Zdrowia, które jest współmierne do kosztów. Ich Dynamikę trzeba natomiast kształtować tak, by była możliwa do utrzymania. Nie tylko ostrzegaliśmy [od 2024 roku – red.] o dziurze w finansowaniu Narodowego Funduszu Zdrowia, ale przedstawiliśmy też plan ratunkowy. Już wtedy było widać, że tendencje są niebezpieczne. Plan obejmował z jednej strony zabezpieczenie przychodów, a z drugiej opanowanie wydatków, których wzrost wymknął się spod kontroli – mówi w rozmowie z tvn24.pl Łukasz Kozłowski.
A jaki plan na załatanie 18-miliardowej luki finansowej mają resort zdrowia i NFZ? Zmiany w tzw. ustawie podwyżkowej miały przynieść 3,5-4,5 mld zł oszczędności. Wiemy jednak, że przynajmniej w tym roku do żadnych zmian w niej nie dojdzie. Cięcia w płatnościach za nadwykonania to z kolei 625 mln zł. Gdzie reszta? Tego póki co nie usłyszeliśmy.
Źródło: tvn24.pl
Źródło zdjęcia głównego: TVN24