- Narodowy Fundusz Zdrowia wprowadził niższe stawki za badania diagnostyczne wykonywane ponad limit kontraktu, co oznacza, że za gastroskopię i kolonoskopię płaci się 60 procent dotychczasowej wartości, a za rezonans magnetyczny i tomografię komputerową 50 procent.
- Minister zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda zapowiada dalsze rozmowy z dyrektorami szpitali i ekspertami w celu ustalenia limitów procentowych na wynagrodzenia w budżetach szpitali.
- Eksperci i przedstawiciele szpitali ostrzegają, że wprowadzenie degresywnych stawek może doprowadzić do znacznego wydłużenia kolejek do badań i ograniczenia dostępności diagnostyki.
- Wprowadzenie nowych stawek ma przynieść w 2026 roku 625 milionów złotych oszczędności, a deficyt NFZ po uruchomieniu rezerw szacowany jest na 18 miliardów złotych.
NFZ od 1 kwietnia płaci 60 proc. za gastroskopię i kolonoskopię, a 50 proc. za rezonans magnetyczny i tomografię komputerową wykonane ponad limit określony w kontrakcie; przed zmianą było to 100 proc. Kolejne korekty finansowania mają dotyczyć pozostałych świadczeń ambulatoryjnej opieki specjalistycznej (AOS) wykonanych ponad limit.
"Nieco więcej świadczeń za ogromne pieniądze"
- W 2021 roku cieszyliśmy się, że budżet NFZ przekroczył 100 miliardów złotych, w 2026 roku mówimy o 221 miliardów złotych, a pieniędzy znów jest za mało. Dlatego musimy dokonywać korekt, ale to niejedyne działania. Rozmawiamy z wieloma środowiskami, aby te środki przeznaczać faktycznie na leczenie pacjentów - mówi Jolanta Sobierańska-Grenda, pytana o zmianę reguł finasowania świadczeń.
NFZ argumentuje ten ruch niewspółmiernie dużym wzrostem nakładów na diagnostykę w stosunku do wzrostu liczby wykonywanych świadczeń. - Największy udział w świadczeniach nielimitowanych mają świadczenia w zakresie Ambulatoryjnej Opieki Specjalistycznej (AOS). Na przestrzeni lat liczba wykonanych świadczeń w tym zakresie wzrosła zaledwie o 20 procent, ale ich wartość aż o 152 procent. Kupujemy więc tylko nieco więcej świadczeń za ogromne pieniądze - argumentuje prezes NFZ Filip Nowak.
Waloryzacja będzie kosztowała 3,5 miliarda złotych
Jedną ze wskazywanych przez Nowaka przyczyn tak dużej inflacji w sektorze publicznej ochrony zdrowia są skutki tzw. ustawy podwyżkowej, która gwarantuje coroczny wzrost wynagrodzeń personelu medycznego. W efekcie obciąża to bezpośrednio budżet Funduszu. W 2026 r. skumulowany koszt rekomendacji Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji, które opisują, jak będzie finansowany m.in. wzrost wynagrodzeń w danym roku, wyniesie ponad 70 mld zł, czyli ponad jedną trzecią wszystkich środków, które ma w tym roku Narodowy Fundusz Zdrowia.
Warto jednak przypomnieć, że zmian w przyjętej jeszcze przez rząd Mateusza Morawieckiego ustawie nie udało się obecnie rządzącym przeprowadzić. Miałoby to być przesunięcie waloryzacji z lipca na styczeń i powiązanie wzrostu ze wskaźnikiem o mniejszej dynamice niż średnie wynagrodzenie w gospodarce narodowej.
Sobierańska-Grenda zaznacza, że MZ czeka na rekomendację Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji (AOTMiT) dotyczącą korekty wyceny świadczeń, które mają zapewnić pieniądze na sfinansowanie podwyżek wynagrodzeń w ochronie zdrowia 1 lipca. - Z szacunków wiemy, że waloryzacja będzie kosztowała 3,5 miliarda złotych i dodatkowo miliard złotych to koszt wynikający z inflacji - mówi i dodaje, że MZ przyjmie wariant zarekomendowany przez Agencję Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji.
Koszty szacowane przez szefową resortu zdrowia dotyczą wariantu minimum. Dotychczas kolejni ministrowie zdrowia realizowali ustawę w najdroższym z trzech prezentowanych przez AOTMiT wariancie.
Minister zdrowia zaznacza, że rozmawia z dyrektorami szpitali, AOTMiT i NFZ o ustawieniu procentowego limitu na wynagrodzenia w budżecie szpitala. - Jestem gotowa, żeby pracować nad takim rozwiązaniem - deklaruje.
Eksperci: kolejki wydłużą się i to znacznie
Pytana o korektę projektu NFZ, który początkowo zakładał stawkę degresywną w badaniach kosztochłonnych w wysokości 40 proc., zaznacza, że jej podniesienie do 50 proc. w tomografii komputerowej i rezonansie magnetycznym, a 60 proc. w kolonoskopii i gastroskopii, powoduje, że opłacalność ich wykonywania będzie większa. - Pamiętajmy, że w ambulatoryjnej opiece specjalistycznej, ale też w diagnostyce, większość personelu pracuje na kontraktach, a więc najczęściej przyjmowaną formą jest rozliczenie procentowe od wartości świadczenia. Być może będzie to dobry moment na dalsze prowadzenie rozmów i dostosowywanie modelu finansowania, który zabezpieczy ciągłość świadczeń i stabilność organizacyjną - mówi ministra zdrowia.
Zgoła inaczej widzą to świadczeniodawcy i ekonomiści. W rozmowie z tvn24.pl Waldemar Malinowski, prezes Ogólnopolskiego Związku Pracodawców Szpitali Powiatowych, mówił dziś, że to nadal zbyt radykalne cięcia i na pewno dojdzie w ich wyniku do ograniczenia dostępności pacjentów do badań. - Nie mam co do tego wątpliwości. W szpitalach, które już realizują nadwykonania, kolejki wydłużą się i to znacznie - przewidywał Malinowski.
- Myślę, że przychodnie i szpitale będą teraz miały mocne obawy i zaczną wykonywać tylko tyle, na ile podpisały umowę. Do nadwykonań zaczną podchodzić z dużą ostrożnością. Obawiam się, że kolejki mogą się bardzo mocno przez to wydłużyć, zwłaszcza że niektóre podmioty większość pacjentów obsługiwały właśnie ponad kontraktem. Jeśli opóźnimy diagnostykę, to cały proces leczenia się opóźni - ocenił dla nas Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich.
Ministra zdrowia: zachęcimy lekarzy i poradnie do wystawiania karty DiLO
Jolanta Sobierańska-Grenda podkreśla, że priorytetem jest powrót do tego, żeby badania diagnostyczne kosztochłonne faktycznie w pierwszej kolejności otrzymywali pacjenci onkologiczni i dzieci. - Z całą stanowczością też pragnę uspokoić wszystkich pacjentów onkologicznych: finansowanie jest utrzymane w stu procentach. Chcemy doprecyzować zasady tak, żeby pacjent onkologiczny z kartą DiLO [Diagnostyki i Leczenia Onkologicznego - red.] w praktyce nadal był obsługiwany priorytetowo - dodaje.
Pytana o obawy pacjentów, że stracą dostęp do wcześniejszej diagnostyki, gdyż w części województw karty DiLO są wystawiane w około 40 proc. przypadków dopiero w szpitalu, wskazuje, że dlatego MZ szczególnie w tych województwach chce wzmocnić właściwe kierowanie pacjentów do szybkiej diagnostyki onkologicznej.
- W pozostałej części województw jest dużo lepiej. Stuprocentową płatnością za badania pacjentów z kartą DiLO zachęcimy lekarzy i poradnie do wystawiania karty. Myślę, że sytuacja pacjentów onkologicznych zdecydowanie się poprawi - podkreśla ministra zdrowia.
Szefowa resortu zdrowia dodaje, że z NFZ będzie na bieżąco pracować nad płynnością finansową Funduszu. Deficyt NFZ w 2026 r., według szacunków z początku roku, miał wynieść 23 mld zł, a po uruchomieniu 4 mld zł z rezerw ministra zdrowia Sobierańska-Grenda oszacowała go w marcu na 18 mld zł. Przychody NFZ w 2026 r. zostały początkowo zaplanowane na 217,4 mld zł, w tym wpływy ze składki zdrowotnej na 184,3 mld zł, a dotacja podmiotowa z budżetu państwa - na 26 mld zł.
Wprowadzenie tzw. stawek degresywnych w badaniach diagnostycznych kosztochłonnych ma przynieść w 2026 r. 625 mln zł oszczędności.