- Badanie kału w profilaktyce raka jelita grubego mogłoby wykrywać także bakterię Helicobacter pylori. Jak miałby działać taki model?
- Helicobacter pylori należy do najważniejszych czynników ryzyka raka żołądka. Dlaczego zakażenie może rozwijać się po cichu?
- Jeden dodatkowy test mógłby przynieść systemowi ochrony zdrowia nawet pięć razy więcej korzyści niż kosztów. Czy taki model miałby sens także w Polsce?
- Więcej artykułów o podobnej tematyce znajdziesz w zakładce "Zdrowie" w tvn24.pl.
Helicobacter pylori to bakteria, która może przez lata utrzymywać się w żołądku i nie dawać wyraźnych objawów. U części zakażonych osób prowadzi do przewlekłego stanu zapalnego, choroby wrzodowej, a także zwiększa ryzyko raka żołądka. Właśnie dlatego liczy się nie tylko leczenie objawów, ale też wcześniejsze wykrywanie zakażenia.
Autorzy badania sprawdzili, czy da się to zrobić bez tworzenia osobnego programu od zera. Punktem wyjścia był test FIT (ang. fecal immunochemical test), czyli immunochemiczne badanie kału na krew utajoną, stosowane w profilaktyce raka jelita grubego. Do ścieżki tej dołożono jednorazowe badanie kału w kierunku antygenu Helicobacter pylori.
Test FIT i Helicobacter pylori. Czy można połączyć dwa badania?
Analiza opublikowana na początku czerwca w "JAMA" dotyczyła danych z Tajwanu. Przygotował ją międzynarodowy zespół, w tym naukowcy związani ze Szpitalem Narodowego Uniwersytetu Tajwańskiego oraz Kolegium Zdrowia Publicznego Narodowego Uniwersytetu Tajwańskiego. Autorzy nie ograniczyli się do teoretycznych wyliczeń. Model kosztów i korzyści oparli na pragmatycznym badaniu randomizowanym, prowadzonym w warunkach możliwie zbliżonych do codziennej praktyki. Badanie objęło 240 tys. osób.
Porównano dwa rozwiązania. Pierwszym był standardowy przesiew raka jelita grubego za pomocą testu FIT, drugim - ten sam program, ale rozszerzony o jednorazowe badanie kału w kierunku H. pylori. Nie chodziło więc o to, czy bakteria zwiększa ryzyko raka żołądka, bo ten związek jest dobrze opisany, ale o pytanie: czy dodanie prostego testu do istniejącego programu profilaktycznego rzeczywiście poprawia efekty i czy opłaca się systemowi ochrony zdrowia.
Model obejmował 30 lat. Dzięki temu autorzy mogli sprawdzić nie tylko cenę samego testu, ale też jego możliwe skutki po latach: liczbę zgonów z powodu raka żołądka i jelita grubego, lata życia przeżyte w dobrym zdrowiu oraz wydatki na leczenie. Koszty liczono szeroko - z perspektywy społecznej, czyli nie tylko pojedynczej placówki, ale całego systemu.
To ważne, na co zwracają uwagę autorzy, bo nawet najlepszy program przesiewowy nie działa, jeśli pacjenci z niego nie korzystają. Dlatego w analizie uwzględniono warunki bliższe realnemu systemowi, a nie idealny scenariusz, w którym wszyscy zaproszeni zgłaszają się na badania.
Helicobacter pylori a rak żołądka. Dlaczego zakażenie jest groźne?
Helicobacter pylori to jeden z najważniejszych zakaźnych czynników ryzyka raka żołądka. Bakteria może przez lata utrzymywać się w błonie śluzowej żołądka i podtrzymywać przewlekły stan zapalny. U części osób z czasem może to prowadzić do zmian przedrakowych.
Wykrycie zakażenia ma znaczenie, bo pozwala wdrożyć leczenie eradykacyjne, czyli terapię, której celem jest usunięcie bakterii. Nie oznacza to jednak, że każda osoba zakażona H. pylori zachoruje na raka. Ryzyko zależy m.in. od szczepu bakterii, wieku, diety, palenia tytoniu, predyspozycji genetycznych i ogólnego stanu zdrowia.
Z perspektywy zdrowia publicznego zakażenie jest jednak na tyle istotne, że od lat wraca pytanie, czy warto szerzej wykrywać je w populacji. Nowa analiza pokazuje, że najprostsze może być nie tworzenie osobnego programu, ale właśnie dołożenie testu do ścieżki profilaktycznej, która już istnieje.
Badanie na Helicobacter pylori może zwrócić koszty profilaktyki
W analizie szczególnie ważny jest wynik ekonomiczny. Wskaźnik korzyści do kosztów wyniósł 5,08, co w uproszczeniu oznacza, że w warunkach przyjętych dla Tajwanu każda jednostka wydana na rozszerzenie programu mogła przynieść około pięciu jednostek korzyści.
Autorzy sprawdzili też, jak stabilny jest ten wynik. Przeprowadzili 100 tys. symulacji, czyli wielokrotnie przeliczali model przy różnych założeniach. W 65,7 proc. z nich rozszerzony model jednocześnie poprawiał efekty zdrowotne i ograniczał koszty. W pozostałych przypadkach nadal uznawano go za opłacalny w porównaniu z samym testem FIT.
To jednak nie dowód, że identyczne oszczędności pojawiłyby się w każdym kraju. Pokazuje raczej, że dołożenie prostego testu do już istniejącego programu może mieć sens nie tylko medyczny, ale też ekonomiczny.
Helicobacter pylori w Polsce. Czy badania przesiewowe miałyby sens?
Autorzy analizy podkreślają, że opłacalność takiego rozwiązania zależy przede wszystkim od tego, jak często w danej populacji występuje zakażenie Helicobacter pylori. Im więcej osób zakażonych, tym większa potencjalna korzyść z badań przesiewowych. Jeśli zakażenie jest rzadsze, efekt ekonomiczny słabnie.
Sami badacze pokazują to na przykładzie kosztów charakterystycznych dla Stanów Zjednoczonych. W takim wariancie rozszerzony model nie przynosił już bezpośrednich oszczędności, choć przy umiarkowanej częstości zakażenia H. pylori nadal pozostawał opłacalny. To ważne zastrzeżenie, bo wyników z Tajwanu nie można automatycznie przenosić na inne kraje.
W Polsce taki pomysł wymagałby więc osobnych wyliczeń. Trzeba byłoby uwzględnić nasze koszty badań i leczenia, częstość zakażenia H. pylori, zapadalność na raka żołądka oraz to, ile osób realnie zgłasza się na badania przesiewowe. Temat nie jest jednak abstrakcyjny, bo jak podaje Narodowy Portal Onkologiczny, rak żołądka jest drugim, po raku jelita grubego, najczęstszym nowotworem układu pokarmowego w Polsce. W ostatniej dekadzie rozpoznawano średnio ponad 5200 nowych przypadków rocznie - 63 proc. u mężczyzn. Niemal 80 proc. zachorowań dotyczy osób po 60. roku życia.
Rak żołądka. Objawy mogą pojawić się późno
Rak żołądka przez długi czas może nie dawać charakterystycznych objawów. Pierwsze dolegliwości bywają niespecyficzne: dyskomfort w nadbrzuszu, uczucie pełności po jedzeniu, nudności, spadek apetytu, chudnięcie albo niedokrwistość. To jeden z powodów, dla których choroba bywa wykrywana dopiero na późniejszym etapie.
Dlatego w profilaktyce liczy się nie tylko reagowanie na objawy, ale też wcześniejsze wychwytywanie czynników ryzyka. Test na Helicobacter pylori nie jest badaniem "na raka". Może jednak wskazać osoby, u których warto rozważyć leczenie zakażenia i w ten sposób ograniczyć jeden z czynników zwiększających ryzyko raka żołądka. Z perspektywy pacjenta znaczenie ma także prostota - badanie z kału jest nieinwazyjne, a jeśli można wykonać je przy okazji innego testu przesiewowego, bariera jest mniejsza niż przy osobnej wizycie czy bardziej obciążającej diagnostyce.
Test na Helicobacter pylori. Kiedy diagnostyka ma sens?
Warto jednak podkreślić: analiza dotyczyła zaproszenia do badań w ramach programu przesiewowego, a nie samodzielnego testowania się pacjentów. Nie należy jej więc odczytywać jako zalecenia, by każdy wykonywał test na Helicobacter pylori na własną rękę. Dodatni wynik wymaga dalszego postępowania i zwykle oznacza konsultację, leczenie eradykacyjne, a po jego zakończeniu także sprawdzenie, czy bakterii faktycznie już nie ma.
Analiza z "JAMA" pokazuje jednak ważny kierunek: profilaktyka raka żołądka może być prostsza i bardziej opłacalna, jeśli zostanie dołączona do programów przesiewowych, które już działają.