Nikt im nie wierzy, że nie pili. Dramat osób, których jelita produkują procenty

shutterstock_2686258799_1
Marta Golbik: alkohol to trucizna
Wyobraź sobie, że po zjedzeniu talerza makaronu lub wypiciu szklanki soku owocowego zaczynasz bełkotać, tracisz równowagę, a twoja twarz staje się nienaturalnie czerwona. Choć nie wypiłeś/aś ani kropli alkoholu, badanie alkomatem wykazuje stan ciężkiego upojenia. To dramatyczna codzienność osób cierpiących na syndrom autobrowaru (ABS). Najnowsze badania naukowe dowodzą, że za ten stan odpowiadają nie tylko drożdże, jak dotąd sądzono.
Kluczowe fakty:
  • Syndrom autobrowaru (ABS) to rzadkie schorzenie, w którym organizm pacjenta samoczynnie produkuje alkohol. Mechanizm ten polega na fermentacji węglowodanów przez specyficzne drobnoustroje jelitowe, co prowadzi do stanu silnego upojenia mimo zachowania całkowitej abstynencji.
  • Choć przez lata uważano, że za ABS odpowiadają grzyby, najnowsze i największe jak dotąd badania opublikowane w "Nature Microbiology" dowodzą, że kluczową rolę odgrywają agresywne szczepy bakterii jelitowych.
  • Schorzenie to niszczy zdrowie fizyczne oraz życie społeczne pacjentów, którzy latami są niesłusznie posądzani o ukryty alkoholizm.
  • Obecnie naukowcy badają nowe strategie leczenia, które zamiast jedynie tłumić objawy, miałyby zmieniać skład i funkcjonowanie mikrobioty. Jednym z najbardziej obiecujących kierunków są przeszczepy mikrobioty jelitowej.
  • Więcej artykułów o podobnej tematyce znajdziesz w zakładce "Zdrowie" w serwisie tvn24.pl.

Przez dekady syndrom autobrowaru funkcjonował na obrzeżach medycyny - jako ciekawostka, anegdota albo wygodne wyjaśnienie dla przypadków, w które trudno było uwierzyć. Pacjenci, którzy po posiłkach zachowywali się jak osoby pod wpływem alkoholu, najczęściej spotykali się z podejrzliwością, a sam mechanizm choroby tłumaczono nadmiernym rozrostem drożdży zdolnych do fermentacji cukrów.

Przełom nastąpił w 2019 roku, kiedy praca naukowa powiązała kilka przypadków z bakteriami produkującymi etanol. Obecnie badanie przeprowadzone na największej jak dotąd grupie pacjentów z ABS potwierdza, że to właśnie bakterie są głównym winowajcą tego schorzenia. Publikacja w "Nature Microbiology" może stać się fundamentem dla nowych metod leczenia, które będą celować nie w całe populacje bakterii, lecz w konkretne mechanizmy ich metabolizmu.

Bakteryjna fabryka procentów

W centrum uwagi badaczy znalazły się konkretne mikroorganizmy. Jak czytamy w ScienceAlert, już kilka lat temu zespół kierowany przez Jing Yuan - mikrobiolog z Pekińskiego Instytutu Pediatrii - zwrócił uwagę na fakt, że u części pacjentów z zespołem autobrowaru źródłem alkoholu nie są drożdże, lecz bakterie zdolne do wyjątkowo intensywnej fermentacji węglowodanów. To jej prace z 2019 roku jako pierwsze pokazały, że szczepy Klebsiella pneumoniae o wysokiej produkcji etanolu mogą odgrywać kluczową rolę w tym schorzeniu.

Co istotne, te same bakterie Jing Yuan powiązała wcześniej z rozwojem stłuszczeniowej choroby wątroby u osób, które nie piją alkoholu. To przesunęło ciężar myślenia o ABS z "egzotycznej" ciekawostki w stronę znacznie szerszego problemu metabolicznego.

W nowym badaniu, prowadzonym przez gastroenterologa Bernda Schnabla z University of California San Diego, przeanalizowano 22 osoby z rozpoznanym zespołem autobrowaru. Przy skrajnej rzadkości tego schorzenia to wyjątkowo duża grupa. Aby ograniczyć wpływ diety i wspólnego środowiska, naukowcy przebadali także zdrowych członków ich gospodarstw domowych jako grupę porównawczą.

Różnice okazały się uderzające. Próbki kału pobrane od pacjentów w okresach zaostrzenia objawów w warunkach laboratoryjnych produkowały znacznie więcej etanolu niż próbki od ich zdrowych partnerów. U ludzi bez ABS niewielkie ilości alkoholu powstają w jelitach fizjologicznie i są sprawnie neutralizowane przez organizm. U chorych ten mechanizm wymyka się spod kontroli.

Analiza mikrobiomu pokazała, że jelita pacjentów były wyraźnie zdominowane przez bakterie z rodzaju Klebsiella oraz Escherichia coli. Te drugie nie były wcześniej wskazywane jako główny czynnik ABS, tymczasem w nowym badaniu to właśnie E. coli osiągały najwyższe poziomy u osób znajdujących się w fazie nasilenia objawów - niemal równolegle do wzrostu stężenia alkoholu w organizmie.

Jednocześnie badacze nie stwierdzili istotnych różnic w ilości drożdży między pacjentami a ich zdrowymi domownikami. Schnabl podkreśla jednak, że nie wyklucza to istnienia podtypów choroby, w których rolę główną nadal mogą odgrywać grzyby.

Nowa nadzieja: od przeszczepów kału po celowanie w geny

Naukowcy coraz częściej postrzegają ABS nie jako odizolowaną ciekawostkę medyczną, ale jako ekstremalny koniec pewnego spektrum. Przewlekła ekspozycja jelit na niskie poziomy etanolu, nawet jeśli nie prowadzi do stanu upojenia, może być kluczowym czynnikiem wywołującym choroby wątroby u milionów ludzi na całym świecie.

Zespół Jing Yuan udowodnił to, wywołując chorobę u myszy poprzez przeszczepienie im bakterii Klebsiella wyizolowanych od pacjenta z ciężkim przebiegiem ABS. To odkrycie zmienia sposób, w jaki myślimy o profilaktyce chorób metabolicznych - nasza własna mikrobiota może po cichu niszczyć naszą wątrobę, nawet jeśli nigdy nie sięgamy po kieliszek.

W praktyce klinicznej rozpoznanie zespołu autobrowaru wymaga ścisłego nadzoru medycznego. W warunkach kontrolowanych pacjentowi podaje się glukozę lub inne węglowodany, a następnie monitoruje poziom alkoholu w wydychanym powietrzu albo we krwi, aby potwierdzić, że etanol powstaje endogennie, w wyniku fermentacji jelitowej, a nie pochodzi ze spożycia.

Nawet po postawieniu diagnozy droga do poprawy bywa jednak długa i niestabilna. Opisy kliniczne wskazują, że standardowe postępowanie obejmuje m.in. leki przeciwgrzybicze lub antybiotyki oraz dietę niskowęglowodanową, mającą ograniczyć "paliwo" dla drobnoustrojów produkujących alkohol. U wielu pacjentów mimo tych interwencji dochodzi do nawrotów objawów, co pokazuje, jak trudna jest długofalowa kontrola choroby.

To właśnie ta ograniczona skuteczność dotychczasowych metod sprawia, że coraz większe nadzieje wiąże się dziś z terapiami, które nie tylko tłumią objawy, ale próbują zmienić sam ekosystem jelit. Jednym z kierunków, który wzbudza największe zainteresowanie badaczy, są przeszczepy mikrobioty jelitowej.

Przeszczep mikrobioty kałowej (FMT) polega na podaniu pacjentowi kapsułek zawierających materiał od zdrowego dawcy. Metoda ta została z powodzeniem zastosowana u jednego z pacjentów objętych badaniem, u którego inne terapie zawiodły. Bernd Schnabl i Elizabeth Hohmann z Harvard University prowadzą obecnie badania kliniczne nad FMT u chorych na ABS, choć sam Schnabl przyznaje, że jest to rozwiązanie "ciężkiego kalibru", przypominające uderzenie "młotem kowalskim".

Przyszłość leczenia może jednak leżeć w znacznie bardziej subtelnych rozwiązaniach, na które wskazują dane genomiczne. Analizy pokazały, że w okresach zaostrzenia mikrobiom pacjentów jest wzbogacony w geny zaangażowane w patologiczną produkcję etanolu, natomiast w fazie remisji dominują geny umożliwiające bakteriom jego metabolizowanie. Zamiast więc niszczyć całe populacje mikroorganizmów, nowe strategie mogłyby polegać na precyzyjnym celowaniu w konkretne ścieżki metaboliczne.

Życie w cieniu podejrzeń

Mimo ogromnego postępu nauki syndrom autobrowaru wciąż kryje w sobie wiele zagadek. Jasmohan Bajaj z Virginia Commonwealth University zauważa, że wciąż nie odnaleziono "bezspornego dowodu", który wyjaśniałby, dlaczego konkretna osoba zapada na tę chorobę. Bakterie takie jak Klebsiella czy E. coli występują u wielu ludzi, którzy nigdy nie doświadczają objawów upojenia. Dlaczego u jednych stają się one fabryką alkoholu, a u innych pozostają nieszkodliwymi mieszkańcami jelit? Jedyną wskazówką u jednego z badanych był stan zapalny jelit związany z chorobą Leśniowskiego-Crohna, ale to wciąż za mało, by w pełni zrozumieć ten fenomen.

Dla pacjentów z syndromem autobrowaru diagnoza jest często wybawieniem po latach upokorzeń. - Ta choroba jest straszna dla rodzin - podkreśla Bernd Schnabl. Pacjenci zmagają się z tym, że nikt im nie wierzy - ani bliscy, ani nawet lekarze - kiedy uparcie twierdzą, że nie pili alkoholu. Konsekwencje społeczne są druzgocące: od utraty pracy z powodu "nietrzeźwości" w ciągu dnia, przez konflikty rodzinne, po problemy prawne.

Zrozumienie zespołu autobrowaru to nie tylko szansa na realną pomoc dla wąskiej grupy pacjentów, ale także możliwy przełom w myśleniu o chorobach wątroby, które dotykają milionów ludzi na świecie. Coraz wyraźniej widać, że osoby z "własnym browarem" w jelitach nie są ukrytymi alkoholikami, lecz ofiarami głębokich zaburzeń mikrobioty. To przesunięcie perspektywy - z podejrzeń na diagnozę - może w najbliższych latach zmienić sposób leczenia i postrzegania tych pacjentów.

Czytaj także: