- Pani Anna pojechała na wycieczkę do Berlina i została zatrzymana wraz z dziećmi przez niemieckie służby. Kobieta trafiła do aresztu, a trójkę dzieci w wieku od 9 do 14 lat umieszczono w niemieckim ośrodku Jugendamt.
- Powodem jest konflikt rodzicielski. Śledczy z Kalifornii zarzucają Polce uprowadzenie dzieci. Z kolei adwokaci pani Anny informują, że wyjechała ze Stanów za zgodą męża - Malijczyka posiadającego amerykańskie obywatelstwo.
- W 2023 roku polski sąd orzekł, że kobieta nie popełniła przestępstwa i odmówił ekstradycji do USA.
- Polka zdecydowała się na wyjazd do Berlina, bo była przekonana, że jej sytuacja prawna jest już uregulowana. Tam została zatrzymana.
- Amerykański sąd orzekł właśnie uchylenie nakazu aresztowania kobiety.
- W czwartek, 22 stycznia, polski sąd orzekł, że dzieci powinny trafić pod opiekę babci, czyli matki pani Anny. To postanowienie ma rygor natychmiastowej wykonalności. Tego samego dnia amerykański sąd zdecydował, że na wolność może wyjść także matka.
Najpierw Sąd Okręgowy w Szczecinie, a potem amerykański sąd w Santa Cruz - to decyzje tych organów sprawiły, że rozdzielona blisko trzy miesiące temu rodzina może znowu być razem. Najpierw po orzeczeniu polskiego sądu trójka dzieci pani Anny została wypuszczona z ośrodka Jugendamtu w Greifswaldzie i odebrana przez babcię, a jeszcze tego samego dnia okazało się, że w efekcie decyzji sądu w Santa Cruz, na wolność z aresztu może wyjść także matka. Cała czwórka jedzie właśnie do domu w Polsce.
Posiedzenie amerykańskiego sądu odbyło się w czwartek po południu (według polskiego czasu), pani Anna została przesłuchana zdalnie z niemieckiego aresztu.
Sędzia uznał, że nie ma podstaw, by ścigać ją w trybie nakazu aresztowana. Nie oznacza to jednak wycofania zarzutów dotyczących uprowadzenia trójki dzieci i pozbawienia ich ojca prawa do opieki nad nimi, a jedynie fakt, że pani Anna będzie mogła odpowiadać z wolnej stopy. Adwokaci starają się, by amerykańska prokuratura wycofała zarzuty.
Dzieci mają trafić do babci
Równocześnie z postępowaniem przed sądem amerykańskim, toczyło się w Szczecinie postępowanie w sprawie dalszego losu dzieci. Sąd w Niemczech uznał, że w tym przypadku decyzja powinna należeć do sądu w Polsce. I w czwartek, 22 stycznia, Sąd Okręgowy w Szczecinie orzekł, że dzieci aresztowanej w Niemczech Polki mają wrócić do kraju, pod opiekę babci. Sąd uznał, że dalsze przebywanie w ośrodku opieki w Greifswaldzie zagraża ich dobru.
Czwartkowe posiedzenie sądu trwało prawie pięć godzin. Po ogłoszeniu postanowienia babcia dzieci wyszła z sali z uniesionymi w geście zwycięstwa rękami.
- Jestem przeszczęśliwa. Straszna ulga. Zadowolenie, ale i płacz, że tak długo to trwało - mówiła Maria Kałuża. - Starałam się podnosić dzieci na duchu i każdego dnia dawałam im nadzieję, że może następnym razem się uda. Może następnym razem ktoś nas wysłucha, ktoś poczuje, że dzieje im się wielka krzywda. Zrozumie tę krzywdę i ją naprawi.
- Sąd Okręgowy w Szczecinie wydał zarządzenie tymczasowe, a więc na czas trwania procesu o rozwód, w którym określił miejsce pobytu dzieci przy babci - przekazał dziennikarzom rzecznik prasowy SO w Szczecinie Konrad Kujawa. Jak mówił, "sąd wziął pod uwagę, że dalsze przebywanie dzieci w niemieckiej placówce zagraża ich dobru". - Ojciec może zaskarżyć to postanowienie, ale i tak jest ono natychmiast wykonalne - wskazał sędzia. Dodał, że "niemiecka instytucja powinna wydać dzieci niezwłocznie".
Jak podkreślił adwokat pani Anny, sąd uznał, że istnieje "realne, poważne zagrożenie dobra dzieci". - Zostały wyrwane z naturalnego środowiska i należy w trybie natychmiastowym umożliwić im powrót - poinformował mecenas Michał Lizak. Jak wskazywał, "w Polsce opiekę nad nimi może sprawować jedynie babcia, bo mama nadal przebywa w areszcie w Niemczech".
Dodał, że ojciec, który zdalnie brał udział w posiedzeniu, wnioskował, by to jemu wydać dzieci. - Sąd oddalił ten wniosek, stwierdzając, że oznaczałoby to przewiezienie ich do USA, co jest sprzeczne z dobrem dzieci - powiedział pełnomocnik kobiety.
Była przekonana, że jej sytuacja jest uregulowana
Pani Anna jest Szczecinianką, a jej mąż jest obywatelem USA pochodzącym z Mali. Rodzinę założyli w Stanach Zjednoczonych. W 2020 roku pani Anna wróciła jednak do Polski. Według relacji babci, mąż miał do niej przyjechać, ale zrezygnował. Zaczął natomiast domagać się powrotu dzieci do USA. Przez lata przed polskim i amerykańskim wymiarem sprawiedliwości toczyło się w tej sprawie wiele postępowań karnych, rodzinnych i cywilnych.
Polskie sądy i prokuratura najczęściej stawały po stronie kobiety, mimo to pani Anna jest ścigana przez śledczych zza oceanu. Uważają oni, że Polka uprowadziła dzieci i pozbawiła ich ojca prawa do opieki nad nimi. Według kodeksu karnego Kalifornii za takie przestępstwo grozi do trzech lat więzienia. Jest jednak możliwość wymierzenia kary za każdy zarzut osobno, co skutkowałoby jej zsumowaniem. Strona amerykańska już w 2022 roku zwróciła się do Polski o wydanie kobiety. Sąd w Szczecinie stwierdził jednak prawną niedopuszczalność ekstradycji. Pani Anna była więc przekonana, że jej sytuacja prawna jest uregulowana.
W Polsce odbył się też proces cywilny w trybie konwencji haskiej (dokument regulujący cywilne aspekty uprowadzania dzieci za granicę - red.). Wytoczył go mąż pani Anny. Sąd pierwszej instancji przyznał mu rację i nakazał powrót małoletnich do USA. Kobieta odwołała się. Sprawa miała być rozpoznawana od nowa. Mężczyzna wycofał jednak pozew i również to postępowanie zostało umorzone.
Wszystkie te okoliczności wziął pod uwagę polski sąd, który rozpatrywał wniosek o wydanie matki za ocean. W styczniu 2023 sąd orzekł, że kobieta nie popełniła przestępstwa. Dodatkowo polski sąd rodzinny ustalił miejsce pobytu dzieci przy matce.
Sytuacja skomplikowała się, gdy 31 października kobieta pojechała z dziećmi na wycieczkę do Berlina. Podczas kontroli granicznej okazało się, że Stany Zjednoczone wydały za Polką nakaz aresztowania. Niemieckie służby osadziły kobietę w areszcie, gdzie pani Anna oczekiwała na decyzję w sprawie ekstradycji, a dzieci trafiły do ośrodka opieki w Greifswaldzie.
"Mamy do czynienia z trzema porządkami prawnymi"
Ministerstwo Spraw Zagranicznych poinformowało, że Ambasada RP w Berlinie zna sprawę, monitoruje ją i podejmuje wszelkie możliwe kroki, a konsul jest w kontakcie z resortem sprawiedliwości, rodziną kobiety oraz władzami lokalnymi.
- Jest to bardzo złożony przypadek - ocenił adwokat kobiety Michał Lizak. - Z jednej strony elementarne poczucie sprawiedliwości zostało zachwiane. Uważamy, że pani Anna nie powinna tak długo przebywać w areszcie, a jej dzieci w ośrodku opieki. Oraz że powinny wrócić do Polski, gdzie żyły przez ostatnie pięć lat i świetnie się czuły. Z drugiej strony mamy do czynienia z trzema porządkami prawnymi: karnym, rodzinnym i cywilnym. Oraz z koniecznością rozpatrzenia tej sprawy zgodnie z procedurami międzynarodowymi.
Autorka/Autor: Natalia Madejska/wini/PKoz
Źródło: TVN24
Źródło zdjęcia głównego: Shutterstock