Łatwiej nam widzieć w nich dziadków niż kochanków. Tymczasem pokolenie baby boomers nie tylko uzupełnia apteczkę, ale też kocha się, pragnie i coraz śmielej odwiedza sex shopy.
Niestety, brak lęku przed ciążą często wyłącza czujność. A statystyki niepokoją: liczba przypadków rzeżączki w Europie wzrosła o 303 proc., a co czwarty zakażony HIV w Polsce przekroczył 45. rok życia. Dojrzała intymność to wolność, ale też ryzyko zakażeń, o którym zapominamy.
O orgazmach, łechtaczkowych wzwodach, dojrzałej seksualności, ale też o "nierozsądnych skokach w bok" w pewnym wieku - rozmawiamy z ginekolożką i seksuolożką dr n. med. Beatą Wróbel. I to nie jest rozmowa o "dziadkach" - to spoiler naszej własnej przyszłości.
Agata Daniluk: Mam wrażenie, że wobec osób bardzo dojrzałych stosujemy rodzaj brutalnej "seksualnej eksmisji". Dlaczego intymność ludzi po sześćdziesiątce wciąż nas tak peszy?
Dr n. med. Beata Wróbel: Ten słynny odruch "fuj", prawda? Moim zdaniem problem tkwi w tym, że jako społeczeństwo wciąż boimy się uznać seks za wartość samą w sobie, odklejoną od prokreacji. Proszę spojrzeć na ten absurdalny ciąg komunikatów: najpierw oburzamy się, gdy nastolatki odkrywają swoją płciowość, potem młode dziewczyny straszymy ciążą, by chwilę później pytać je z wyrzutem, dlaczego tej ciąży jeszcze nie ma. A kiedy jest już po pięćdziesiątce, narracja znów robi zwrot o 180 stopni: "Po co ci właściwie ten seks?".
Czy biologia wyznacza jakąś twardą datę ważności, po której ciało staje się "przezroczyste" i traci swój erotyczny ładunek?
Taki moment w biologii nie istnieje. Problem polega na tym, że my po prostu nie robimy "upgrade'u" naszej wiedzy o seksualności na kolejnych etapach życia. Nie uczymy się, że ta dojrzała bliskość potrzebuje innego języka, innego dotyku i ogromnych pokładów czułości dla własnego starzenia.
Im jesteśmy starsi, tym bardziej potrzebujemy drugiego człowieka, ale musimy zrozumieć, że seks w tym wieku to nie techniczny popis sprawności. To raczej najwyższa forma zaufania, akceptacja swoich "niedomóg" i spojrzenie, które mówi: "widzę cię w całości, z każdym rokiem i każdą zmarszczką".
Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić, gdy w lustrze widzimy głównie to, co odstaje od instagramowych filtrów.
Bo patrzymy na siebie jak na produkt biologiczny, podlegający surowej ocenie. Tymczasem obok ciała biologicznego istnieje "ciało przeżywane" - nasza unikalna historia, emocje i bagaż doświadczeń. Do łóżka nie wchodzimy jako czyste karty, wnosimy tam wszystkie nasze miłości, zranienia, traumy i nadzieje. W dojrzałym wieku kluczowe nie jest to, czy skóra jest napięta jak u dwudziestolatki, ale co to ciało czuje i czego naprawdę potrzebuje.
A jednak wiele osób decyduje się na "seksualną emeryturę". Co tak skutecznie wycofuje z gry?
Często to nie jest świadome "nie", ale uwięzienie między "chciałabym" a "boję się". Słyszę w gabinecie: "w moim wieku to już nie ze mną te numery". To wynik wstydu i blokad społecznych. Do tego dochodzi grzech zaniechania ze strony medyków. Pacjentki milczą, bo lekarz nie pyta - i tak temat przestaje istnieć, co jest początkiem wielu cichych dramatów.