8 czerwca do konsultacji społecznych trafił projekt nowelizacji ustawy o zawodzie lekarza i lekarza dentysty. Zakłada między innymi skrócenie stażu podyplomowego z 13 do sześciu miesięcy, konieczność odrabiania całodobowych dyżurów niezrealizowanych w związku z rodzicielstwem, wygasanie ważności zdanego Państwowego Egzaminu Specjalizacyjnego po dwóch latach oraz istotne ograniczenie rezydentom możliwości zmiany miejsca szkolenia specjalizacyjnego.
Resort zdrowia twierdzi, że proponowane zmiany mają zabezpieczyć pacjentów i podnieść jakość kształcenia. Środowisko lekarskie jest przeciwnego zdania. Zarówno Naczelna Izba Lekarska, jak i Porozumienie Rezydentów mają liczne obawy. Twierdzą, że młode lekarki będą zmuszone do wybierania między karierą a rodziną, a w szpitalach stworzone będzie duże pole do nadużyć, zwłaszcza ze strony kierowników specjalizacji. - Zmiany w kształceniu lekarzy, które chce wprowadzić resort zdrowia, są niebezpieczne nie tylko dla nas, ale też dla pacjentów - powiedział TVN24+ Sebastian Goncerz, przewodniczący Porozumienia Rezydentów.
Odchodzenie od stażu będzie stopniowe
Porozumienie Rezydentów twierdzi, że jedynym, w czym resort wysłuchał ich postulatów, jest likwidacja jasnej bazy pytań na Lekarski Egzamin Końcowy. Resort wymienia jednak też inne kwestie.
"Propozycja skrócenia stażu jest wyważoną decyzją łączącą stanowiska w tej sprawie Porozumienia Rezydentów i uczelni kształcących lekarzy i lekarzy dentystów" - czytamy w odpowiedzi MZ, które podkreśla, że zgodnie z postulatami uczelni staż powinien zostać zniesiony w całości, ponieważ "obecnie studia w wystarczająco praktyczny sposób przygotowują do wykonywania zawodu". Z kolei Porozumienie Rezydentów sprzeciwiało się likwidacji stażu podyplomowego. "Ministerstwo Zdrowia wzięło pod uwagę, że młodzi lekarze i lekarze dentyści zaczynali studia z przeświadczeniem, że staż będzie jednym z etapów ich kształcenia. Dlatego odchodzenie od stażu będzie następowało stopniowo - pierwszym krokiem będzie skrócenie go do 6 miesięcy. Przewidujemy też ponad roczne vacatio legis" - odpowiada resort kierowany przez Jolantę Sobierańską-Grendę.
Poprosiliśmy resort zdrowia także o uzasadnienie decyzji o skróceniu stażu. "Działania uczelni kształcących na kierunku lekarskim od wielu lat ukierunkowane są na przygotowanie lekarza do pracy od razu po studiach, bez konieczności odbycia stażu" - czytamy w przesłanej odpowiedzi, w której MZ zaznacza, że uczelnie kładą dużo większy nacisk na umiejętności praktyczne, do czego przyczyniło się wprowadzenie zajęć w centrach symulacji medycznej. "Program stażu podyplomowego w dużym stopniu powiela efekty kształcenia osiągane na VI roku na kierunku lekarskim i lekarsko-dentystycznym. Zatem konieczność odbycia 13-miesięcznego stażu podyplomowego przez lekarzy i 12-miesięcznego przez lekarzy dentystów niepotrzebnie przedłuża moment rozpoczęcia szkolenia specjalizacyjnego oraz wiąże się z ponoszeniem przez budżet państwa wysokich kosztów odbywania staży podyplomowych, które w 2027 roku będą wynosić ponad 1 mld 300 tys. złotych" - wylicza resort zdrowia.
Rezydenci nie zgadzają się jednak z uczelniami co do tego, w jakim stopniu sześcioletnie studia przygotowują młodych lekarzy do pracy w zawodzie. Jak podkreślał Goncerz, nawet na ostatnim roku studiów zajęcia bywają prowadzone w sześcioosobowych grupach, co utrudnia nabywanie umiejętności praktycznych, takich jak zbieranie wywiadu z pacjentem czy jego badanie.
Rezydent bez możliwości ucieczki?
- Zamiast rozwiązywać problemy i adresować nieprawidłowości, po prostu odbiera się rezydentom możliwość ucieczki z miejsc, w których źle się dzieje - powiedział TVN24+ Sebastian Goncerz.
MZ potwierdza, że Porozumienie Rezydentów już w czasie rozmów negatywnie oceniło rozwiązanie dotyczące kierowania lekarzy na szkolenie specjalizacyjne do jednostek na obszarach, gdzie występuje największe zapotrzebowanie na lekarzy oraz rozwiązania ograniczające możliwość przeniesienia się w trakcie szkolenia specjalizacyjnego. "Dlatego projekt przewiduje, że lekarz będzie mógł przenieść się do innej jednostki w przypadku, gdy ta przestała spełniać wymagania akredytacyjne lub gdy właściwy wojewoda stwierdzi istnienie uzasadnionych przesłanek wskazujących, że jednostka akredytowana dopuściła się poważnych naruszeń praw pracowniczych lub w inny istotny sposób utrudniała realizację szkolenia specjalizacyjnego danego lekarza" - zaznacza resort zdrowia. Sebastian Goncerz mówił jednak TVN24+, że zapis o stwierdzeniu nieprawidłowości przez wojewodę to martwy przepis, który nie sprawdzi się w praktyce.
O jakie nieprawidłowości chodzi? Między innymi o mobbing, ale też o złą organizację pracy, na przykład powierzanie rezydentom zbyt dużej liczby pacjentów na jednego lekarza lub brak obecności specjalisty na oddziale. Resort zapewnia, że będzie reagował na zgłoszenia o naruszeniach. "W przypadku zgłoszenia nieprawidłowości w procesie kształcenia podyplomowego Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego (CMKP) przeprowadza kontrole w jednostkach akredytowanych. Jeżeli w ramach kontroli stwierdzone zostaną poważne naruszenia, CMKP może pozbawić jednostkę szkolącą akredytacji" - wyjaśnia ministerstwo, informując jednocześnie, że CMKP przygotowuje też rozwiązanie, które będzie miało na celu zbieranie ankiet od lekarzy odbywających szkolenie specjalizacyjne. Jeżeli z ankiet będzie wynikać, że w danej jednostce dochodzi do naruszeń, CMKP będzie mogło podejmować działania z urzędu.
Trzeba zwalniać miejsca specjalizacyjne
A co z dwuletnią ważnością Państwowego Egzaminu Specjalizacyjnego, czyli PES? Resort zdrowia podkreśla, że do 2020 roku lekarz, aby podejść do PES, musiał najpierw ukończyć szkolenie specjalizacyjne, a szkolenie to musiało być zweryfikowane przez Urząd Wojewódzki. Często było tak, że lekarz musiał oczekiwać na egzamin nawet kilka miesięcy, ponieważ egzaminy odbywają się w stałych sesjach dwa razy w roku. Dlatego w 2020 roku wprowadzono możliwość zdania PES na ostatnim roku szkolenia, aby lekarz mógł zdać egzamin jeszcze w trakcie szkolenia. Wtedy od razu po jego zakończeniu i weryfikacji otrzymywał tytuł specjalisty.
"W wielu przypadkach rozwiązanie to okazało się bardzo korzystne i spełniło swoje zadanie, jednak wiąże się też z wieloma niepożądanymi skutkami. Coraz częściej zdarzają się przypadki, że lekarz zda PES, a następnie przez kilka lat nie kończy szkolenia specjalizacyjnego. Znany jest nam przypadek lekarza, który sześć lat temu zdał PES i do tej pory nie złożył dokumentów w celu zakończenia szkolenia specjalizacyjnego, chociaż w momencie podejścia do egzaminu był już na ostatnim roku" - podkreśla resort Sobierańskiej-Grendy.
"Do ministerstwa trafiło też pytanie lekarki, która zdała PES, nie skończyła szkolenia, a rozpoczęła kolejne inne szkolenie specjalizacyjne. Lekarka chciała wiedzieć, czy jej PES będzie ważny na czas nieokreślony, jeśli kiedyś zdecyduje się wrócić do pierwszej specjalizacji, z której zdawała PES. Aby nie dochodziło do takich sytuacji, PES zdany w trakcie specjalizacji musi mieć termin ważności. Będzie to mobilizować lekarzy do terminowego kończenia szkolenia specjalizacyjnego i zwalniania miejsc szkoleniowych" - dodaje MZ.
Środowisko lekarskie podnosi jednak, że wprowadzenie dwuletniej ważności PES uderza w matki-lekarki i osoby z chorobami przewlekłymi. "Odnosząc się do szczególnych przypadków związanych z macierzyństwem i długotrwałą chorobą, obecnie analizujemy możliwości wprowadzenia wyjątków obejmujących takie zdarzenia" - deklaruje resort zdrowia.