Dziecko na mrozie. Lekarz ostrzega przed "polskim piecuchowaniem"

dziecko zima niemowlak shutterstock_2219864023
W Polsce siarczysty mróz. Miejscami temperatura obniżyła się do -26,5 stopni
Źródło wideo: TVN24
Źródło zdj. gł.: SNeG17/Shutterstock
Zima w Polsce to dla wielu rodziców czas strategicznych dylematów, które mogłyby zawstydzić planistów kampanii napoleońskich. Gdy słupek rtęci spada poniżej zera, w głowach mam i babć uruchamia się alarmowy protokół "przeziębienie". Tymczasem lek. Łukasz Durajski, rezydent pediatrii, przekonuje, że nasze narodowe podejście do hartowania dzieci to "absolutny dramat". - Zamiast kolejnej warstwy wełny, potrzebujemy zmiany myślenia - najlepiej na model skandynawski, w którym mróz nie jest wrogiem, a sprzymierzeńcem odporności - mówi w rozmowie z tvn24.pl.
Artykuł dostępny w subskrypcji

W krajach skandynawskich hartowanie dzieci jest naturalnym elementem codzienności, wpisanym w rytm życia od pierwszych dni po urodzeniu. Funkcjonuje tam popularne powiedzenie "Ut på tur, aldri sur", co w swobodnym tłumaczeniu oznacza: "Idź na spacer, nigdy nie będziesz zgorzkniały i w złym nastroju". Skandynawowie od pokoleń wyznają prostą zasadę, że tak naprawdę nie istnieje coś takiego jak zła pogoda, a winne mogą być jedynie niewłaściwie dobrane ubrania.

"Nie pójdziesz na sanki, bo masz katar i jeszcze cię doprawi!" - lekarz rozprawia się z zimowymi mitami
"Nie pójdziesz na sanki, bo masz katar i jeszcze cię doprawi!" - lekarz rozprawia się z zimowymi mitami
Źródło zdjęcia: Shutterstock

Polskie "piecuchowanie", czyli dlaczego dodatkowy sweterek to niedźwiedzia przysługa?

Zupełnie inaczej wygląda to w Polsce, gdzie walka z mrozem przypomina oblężenie twierdzy. Z każdej strony bombardują nas troskliwe rady i ostrzeżenia: "Ojej, ma zimny nosek, natychmiast do domu!", "Nie pójdziesz na sanki, bo masz katar i jeszcze cię doprawi!", "Załóż dodatkowy sweter, przecież jest minus pięć!", czy klasyczne już: "Ale z noworodkiem nie wolno na taką pogodę wychodzić!".

Łukasz Durajski nie kryje irytacji takim podejściem do tematu. - To jest absolutny dramat w polskiej mentalności. To piecuchowanie jest katastrofą, jeśli chodzi o dzieci - i to pod każdym względem - zauważa lekarz. Podkreśla, że jako naród mamy silną tendencję do przegrzewania mieszkań i ubierania dzieci w niezliczone warstwy ubrań. Wszystko to robimy w błędnym przekonaniu, że takie działanie pomoże w budowaniu odporności, podczas gdy w praktyce może ją to wręcz osłabiać.

Zdaniem Durajskiego, jest to wyzwanie, z którym mierzą się głównie polskie mamy i babcie, często uwięzione w schematach wyniesionych jeszcze z domów bez centralnego ogrzewania, gdzie "pierzyna rzeczywiście robiła furorę". - W dzisiejszych czasach musimy bardzo mocno przestawić sposób myślenia, ponieważ dawne nawyki przynoszą dziś kłopoty zarówno pediatrom, jak i samym dzieciom - podkreśla lekarz.

Według niego to właśnie chłodne powietrze realnie hartuje organizm. - Dzieci w Skandynawii, mimo drzemek na mrozie, wcale nie chorują częściej i bardziej z tego powodu, a wręcz przeciwnie, ich organizmy lepiej tolerują infekcje - zauważa ekspert. Zachęca więc, by zamiast drżeć na widok ujemnych temperatur, wykorzystać naturalne mechanizmy obronne organizmu, które drzemią w nas od tysięcy lat. Dodaje przy tym, że -15 to jeszcze nie Arktyka, a przy pięknym słonecznym wyżu - czysta przyjemność i samo zdrowie - także dla najmłodszych.

Wózek jako kapsuła przetrwania, czyli drzemka w wersji arktycznej

Pozostało 74% artykułu
Czytaj także: