- Już z tygodniowym noworodkiem można wychodzić na mróz. Lekarz tłumaczy, że krótki spacer jest bezpieczny nawet przy temperaturach poniżej zera; realnym ograniczeniem są dopiero silne mrozy rzędu -15, -20 stopni Celsjusza.
- Przegrzewanie szkodzi dzieciom bardziej niż chłód. Skąd wziął się polski lęk przed zimą i co naprawdę robi z odpornością dzieci?
- Jak ubrać dziecko na mróz, by było ciepło, sucho i swobodnie? Lekarz podpowiada rodzicom niemowlaków i starszaków. Mówi także, jak w praktyce sprawdzić, czy dziecku jest zimno.
- Lekkie przeziębienie i słaba jakość powietrza nie są przeciwwskazaniem do spacerów zimą. A co powinno zatrzymać dziecko w domu?
- Więcej artykułów o podobnej tematyce znajdziesz w zakładce "Zdrowie" w serwisie tvn24.pl.
W krajach skandynawskich hartowanie dzieci jest naturalnym elementem codzienności, wpisanym w rytm życia od pierwszych dni po urodzeniu. Funkcjonuje tam popularne powiedzenie "Ut på tur, aldri sur", co w swobodnym tłumaczeniu oznacza: "Idź na spacer, nigdy nie będziesz zgorzkniały i w złym nastroju". Skandynawowie od pokoleń wyznają prostą zasadę, że tak naprawdę nie istnieje coś takiego jak zła pogoda, a winne mogą być jedynie niewłaściwie dobrane ubrania.
Polskie "piecuchowanie", czyli dlaczego dodatkowy sweterek to niedźwiedzia przysługa?
Zupełnie inaczej wygląda to w Polsce, gdzie walka z mrozem przypomina oblężenie twierdzy. Z każdej strony bombardują nas troskliwe rady i ostrzeżenia: "Ojej, ma zimny nosek, natychmiast do domu!", "Nie pójdziesz na sanki, bo masz katar i jeszcze cię doprawi!", "Załóż dodatkowy sweter, przecież jest minus pięć!", czy klasyczne już: "Ale z noworodkiem nie wolno na taką pogodę wychodzić!".
Łukasz Durajski nie kryje irytacji takim podejściem do tematu. - To jest absolutny dramat w polskiej mentalności. To piecuchowanie jest katastrofą, jeśli chodzi o dzieci - i to pod każdym względem - zauważa lekarz. Podkreśla, że jako naród mamy silną tendencję do przegrzewania mieszkań i ubierania dzieci w niezliczone warstwy ubrań. Wszystko to robimy w błędnym przekonaniu, że takie działanie pomoże w budowaniu odporności, podczas gdy w praktyce może ją to wręcz osłabiać.
Zdaniem Durajskiego, jest to wyzwanie, z którym mierzą się głównie polskie mamy i babcie, często uwięzione w schematach wyniesionych jeszcze z domów bez centralnego ogrzewania, gdzie "pierzyna rzeczywiście robiła furorę". - W dzisiejszych czasach musimy bardzo mocno przestawić sposób myślenia, ponieważ dawne nawyki przynoszą dziś kłopoty zarówno pediatrom, jak i samym dzieciom - podkreśla lekarz.
Według niego to właśnie chłodne powietrze realnie hartuje organizm. - Dzieci w Skandynawii, mimo drzemek na mrozie, wcale nie chorują częściej i bardziej z tego powodu, a wręcz przeciwnie, ich organizmy lepiej tolerują infekcje - zauważa ekspert. Zachęca więc, by zamiast drżeć na widok ujemnych temperatur, wykorzystać naturalne mechanizmy obronne organizmu, które drzemią w nas od tysięcy lat. Dodaje przy tym, że -15 to jeszcze nie Arktyka, a przy pięknym słonecznym wyżu - czysta przyjemność i samo zdrowie - także dla najmłodszych.