Piloci Dromaderów tankują wodę w trzy minuty

Dromader
Tankowanie Dromadera gaszącego pożar lasu pod Warszawą
Źródło wideo: TVN24
Źródło zdj. gł.: TVN24
Dodaj do preferowanych źródeł w Google
Nad płonącym lasem turbulencje są bardzo duże, są nawet niebezpieczne - mówił pilot jednego z Dromaderów gaszących wielki pożar lasu pod Warszawą. Maszyny tankują na Lotnisku Warszawa-Babice, czemu przyglądał się reporter TVN24 Paweł Łukasik.

Paweł Łukasik śledzi gaszenie pożaru w powiecie wołomińskim z perspektywy lotniska, skąd startują maszyny biorące udział w akcji. - Podłączamy wąż, lejemy wodę - tłumaczył proces jeden z pilotów na Lotnisku Warszawa-Babice.

W środku przez szybkę widać, ile już jest wody. - Wychodzą mi takie dwa "grzybeczki" i będzie widać - opisywał. Dodał, że tankowanie trwa do około trzech minut.

Niebezpieczny wiatr

Jak wygląda sytuacja, jeśli chodzi o pożar? - Nie jest źle, ale zaczyna się to rozpalać, ponieważ wiatr się nasila - powiedział pilot. Jak dodał, w powietrzu widać wszystko. Samolot nie wlatuje w dym. - Tam jeszcze na miejscu operują śmigłowce, tak że trzeba na siebie bardzo uważać - podkreślił.

Piloci latają dwójkami albo trójkami. Następnie po śladzie kolejny zrzuca wodę tam, gdzie poprzedni skończył. - Przed tym przylotem zrobiliśmy zrzut pięcioma samolotami naraz. Efekt widoczny od razu - powiedział.

Strażacy gaszący pożar pakują się w Mińsku Mazowieckim, do Babic przylatują po benzynę i przy okazji zabierają wodę. Po drodze zrzucają wodę i lecą do Mińska i tam operują około trzech godzin. Pozostają na łączności radiowej, a śmigłowiec podpowiada, gdzie zrzucić wodę.

Pilot wskazał też, że Dromader jest trudny w operowaniu, bo "zabiera więcej ładunku, niż sam waży". - Przy utracie 2,5 tony wody ten samolot naprawdę szybko leci do góry. To jest ten moment, w którym trzeba naprawdę uważać - ocenił.

Ogromny pożar

Pożar lasu pod Warszawą wybuchł w czwartek przed godz. 14. Ogień przenosił się w koronach drzew. Na miejscu pracują ogromne siły strażaków. W akcji gaśniczej uczestniczą głównie strażacy z województwa mazowieckiego, ale także kompanie gaśnicze spoza Mazowsza, cztery moduły do gaszenia pożarów lasu z ziemi (GFFF) oraz kompanie centralnego odwodu gaśniczego z Akademii Pożarniczej i jednej ze szkół pożarniczych. Jest też setka żołnierzy Wojsk Obrony Terytorialnej.

W piątek rano Komendant Główny Państwowej Straży Pożarnej przekazał informacje dotyczące pożaru w powiatach wołomińskim i mińskim.

- Noc była wykorzystana do bardzo ciężkiej pracy. Udało się pożar ograniczyć do tej lokalizacji, w której jest obecnie. Nie rozprzestrzenia się nam. Jest to mniej więcej obszar 300 hektarów - przekazał nadbrygadier Wojciech Kruczek.

Dodał też, że strażacy cały czas zalewają zarzewia pożaru. Na miejscu pracuje 227 zastępów straży pożarnej, czyli 826 ratowników. - Realizują zadania na pięciu odcinkach bojowych, dogaszając zarzewia pożaru oraz realizując zadania związane z zaopatrzeniem wodnym - wyjaśnił komendant.

Źródło: tvnwarszawa.pl
Czytaj także: