- Koszty programu bezpłatnych leków dla seniorów wzrosły o jedną czwartą od 2023 roku, podczas gdy liczba pacjentów korzystających z tych leków zwiększyła się jedynie o 4,4 procent.
- W wykazie bezpłatnych leków znajdują się preparaty o tej samej substancji czynnej, ale znacznie różniące się ceną, co prowadzi do niepotrzebnych wydatków.
- Ministerstwo planuje wprowadzić nowe wytyczne dotyczące refundacji. Od kiedy?
- Więcej artykułów dotyczących systemu ochrony zdrowia można znaleźć w zakładce "Zdrowie" w tvn24.pl.
- Minister zdrowia ma nie tylko prawo, ale i obowiązek patrzeć, jak wydawane są pieniądze podatników - powiedziała wiceministra zdrowia Katarzyna Kacperczyk podczas czwartkowej konferencji prasowej, poświęconej prezentacji lipcowej aktualizacji list refundacyjnych. W ten sposób odniosła się do wątpliwości związanych z realizacją programu bezpłatnych leków dla seniorów, na który łącznie wydano już 9 miiliardów złotych.
"Analizujemy tę listę pod kątem kosztowym"
Rewizję tak zwanej listy "S" resort zdrowia zapowiedział już pod koniec ubiegłego roku, umieszczając ją na liście oszczędności, mających zmniejszyć lukę finansową Narodowego Funduszu Zdrowia. Ministerstwo przewidywało zmniejszenie wydatków na ten program o 1,5 mld zł. W rozmowie z tvn24.pl ekspert systemu ochrony zdrowia Wojciech Wiśniewski oceniał, że to uzasadnione posunięcie. - Redukcja kosztów związanych z listą bezpłatnych leków dla seniorów jest racjonalna. Dopłaty są nawet do leków drogich, a mających tańsze odpowiedniki - mówił.
Wiceministra Katarzyna Kacperczyk powiedziała w czwartek, że skierowała do Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji (AOTMiT) prośbę o przenalizowanie tego, jak wydawane są pieniądze na leki z listy "S". Już w maju Narodowy Fundusz Zdrowia (NFZ) informował, iż koszty bezpłatnych recept dla seniorów zwiększyły się od 2023 roku aż o 25 proc., podczas gdy liczba pacjentów korzystających z tych leków wzrosła zaledwie o 4,4 proc.
NFZ tłumaczył, że w wykazie bezpłatnych leków znajdują się preparaty zawierające tę samą substancję czynną, w tej samej dawce i postaci, które mają identyczne działanie, ale znacznie różnią się ceną. Przykładem są leki przeciwzakrzepowe. W niektórych przypadkach koszt jednego opakowania może wynosić od 65,45 zł do nawet 370,07 zł. Oznacza to różnicę przekraczającą 300 zł przy zachowaniu tego samego efektu leczenia.
- Naszym celem jest takie alokowanie środków, żeby pacjent miał jak największy dostęp do leków, które są mu potrzebne. Analizujemy tę listę pod kątem kosztowym, niwelowania różnic cenowych. Głównym celem jest stworzenie przestrzeni i możliwości do tego, by dodawać kolejne terapie. Musimy szukać efektywności - powiedziała Katarzyna Kacperczyk.
"Chcemy odwrócić tę tendencję"
Mateusz Oczkowski, dyrektor Departamentu Polityki Lekowej i Farmacji w Ministerstwie Zdrowia, podkreślił, że resort ma refundować terapie, a nie produkty handlowe zawierające tę samą substancję czynną. System bezpłatnych leków (dla seniorów, kobiet w ciąży i dzieci) istnieje od 2016 roku, a jego głównym celem było odciążenie budżetów newralgicznych grup pacjentów.
- Wykaz może i zmniejszył współpłacenie przez pacjentów, ale pogłębił nierówności w zakresie terapii. Są pacjenci, na przykład z cukrzycą, którzy mają praktycznie całkowity dostęp do leków, ale są też tacy, na przykład z chorobami endokrynologicznymi, którzy tego nie mają. Chcemy odwrócić tę tendencję - powiedział Oczkowski.
Za przykład monopolizacji rynku przez drogie produkty mające dużo tańsze zamienniki podał preparaty zawierające rivaroxaban (lek przeciwzakrzepowy nowej generacji).
- Jeden lek z aż osiemdziesięciu produktów z tą substancją osiągnął 33 procent penetracji rynku. Prawdopodobnie jest on najdroższym środkiem z tej grupy. Mamy też inną sytuację - taką, że jest lek oryginalny, ale minister zdrowia osiągnął w negocjacjach niesamowite warunki cenowe dla leków generycznych [tańszych zamienników, zawierających tę samą substancję czynną, w identycznej dawce i postaci - red.]. Wpuszczamy te "generyki" na listę "S", ale okazuje się, że konkurencyjność cenowa praktycznie nie istnieje. Te leki nie mogą się w Polsce sprzedać, bo akcent zostaje położony na lekach droższych, oryginalnych - tłumaczył Oczkowski.
NFZ pisze listy, resort zapowiada nowe zasady
Póki co, NFZ zdecydował się na przesłanie do lekarzy wypisujących najdroższe terapie listów, w których informuje ich, ile pieniędzy idzie na leczenie pacjentów będących pod ich opieką oraz ile dałoby się zaoszczędzić, gdyby wypisywali im tańsze zamienniki.
- Mamy już pierwsze odpowiedzi. Lekarze często nie są świadomi różnic kosztowych i deklarują wykorzystanie przesłanych przez nas materiałów - mówił w maju Miłosz Anczakowski, zastępca Prezesa NFZ ds. Służb Mundurowych.
Resort zdrowia chce jednak pójść o krok dalej i pracuje nad wytycznymi, które mają stanowić nowe podejście do kształtowania wykazów bezpłatnych leków. Założenia mamy poznać jeszcze w czerwcu, a wdrażane będą od października, czyli wraz z wejściem w życie kolejnej listy refundacyjnej.
- Będziemy brali pod uwagę kryterium ceny, wolumenu, kwestie produkcyjne z perspektywy bezpieczeństwa lekowego państwa. Chcemy też, by informacje o cenach czy dostępnych zamiennikach oraz lokalnej produkcji były zamieszczane w systemach gabinetowych, w których lekarze wypisują recepty. Każdy lekarz, położna czy farmaceuta - świadczeniodawca - będzie mieć dostęp do statystyk, jakie leki są używane przez jego pracownika, czy ile kosztuje lek, który ktoś wypisuje - zapowiedział Mateusz Oczkowski.