Na warszawskich Powązkach odbyły się uroczystości pogrzebowe naszego redakcyjnego przyjaciela Andrzeja Morozowskiego, który odszedł 4 sierpnia po długiej chorobie. Następnie - już bez udziału kamer i fotoreporterów - Andrzej spocznie na cmentarzu w Pyrach.
Żegnali go rodzina, przyjaciele, współpracownicy, a także przedstawiciele świata mediów. Uroczystości na Powązkach prowadził dziennikarz TVN24 Tomasz Sianecki.
W trakcie uroczystości odczytano list żony Andrzeja Morozowskiego, Agaty. - Polityka była dla Andrzeja pasją, a dziennikarstwo wymarzonym zawodem - cytował Krzysztof Nowakowski, brat żony zmarłego. Jak zaznaczył, Andrzej Morozowski "był szczęśliwy w tym oku cyklonu". - Nawet po pracy najbardziej lubił spotykać się ze znajomymi, żeby jeszcze przedyskutować i porozmawiać o tym, co się tego dnia w polityce wydarzyło - czytał.
"W 2001 roku Andrzej zdecydował się przejść do nowo powstającej telewizji TVN24. Znalazł tam dom na kolejne 25 lat. Gdy był zdrowy, mówił, że chce pracować do osiemdziesiątki albo i dłużej. Nie rozumiał, czym jest wypalenie zawodowe, bo on ciągle był ciekawy, ciągle głodny polityki" - opisywała Agata Nowakowska.
W liście wspominała jego ostatnie miesiące życia. Jak zaznaczyła, "Andrzej zwykle źle się czuł, często po prostu spał". To jednak zmieniało się jednego dnia w tygodniu. - W dniu programu we czwartek rano stawał się innym człowiekiem. Głos miał mocniejszy, sylwetkę wyprostowaną, dziarskość w ruchach - czytał Nowakowski.
"Tak go widzę, gdy zamykam oczy"
Opisała też, jaki jej mąż był prywatnie: "Był bez wątpienia nieco oldschoolowy. Lubił trzyczęściowe garnitury i szpilki do krawata".
Andrzej Morozowski "nigdy nie założył mediów społecznościowych". "Bał się, że jak się wciągnie, będzie tracił czas na głupstwa" - wspominała.
"Bardzo dużo czytał. Tak go widzę, gdy zamykam oczy - z książką, z czytnikiem, w łóżku, w samolocie, na plaży" - napisała. Lubił też filmy. Jakie? Najbardziej westerny, "gdzie zwykle jeden dobry bohater walczy ze złem całego świata i zwycięża".
"Ten chłopięcy rys sprawiał, że świetnie się dogadywał z naszym synem" - wspominała. "Był cudownym, bezwarunkowym, kochającym ojcem. Ojcostwo uważał za jedno z najważniejszych doświadczeń w swoim życiu" - podkreśliła. Morozowski był też "wielkim optymistą". "Często się śmiał, a nawet zarykiwał ze śmiechu, bo śmiech miał głośny i zaraźliwy" - przypomniała.
"O swojej chorobie powiedział tyle: wygląda na to, że nie będę długo żył" - pisała, zaznaczając, że jej mąż "martwił się, jak ja dam sobie radę".
Na koniec zwróciła się z podziękowaniami do przyjaciół i znajomych: "Byliście w tym czasie z nami, czuliśmy waszą troskę i autentyczne zainteresowanie. Wasza obecność dodawała nam sił, rozśmieszała i odrywała od choroby".
"Jędruś, żegnaj kochanie, mój najdroższy człowieku, przyjacielu, mężu. Bez ciebie już nic nie będzie takie samo" - zakończyła.