Piotr Skiba, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Warszawie, w rozmowie z tvn24.pl poinformował, że zawiadomienie w tej sprawie wpłynęło do prokuratury w środę, 12 sierpnia. Zawiadomienie złożone przez Fundację Przyjaciel Zwierz we współpracy ze Stowarzyszeniem Prawnicy na rzecz Zwierząt i inicjatywą Follow The White Horse dotyczy podejrzenia znęcania się nad zwierzętami poprzez mocowanie koniom języków do żuchwy podczas wyścigów na Torze Służewiec.
"Mocują" koniom język do żuchwy
Autorki zawiadomienia wskazują, że mimo obowiązującego od dziesięciu lat zakazu, praktyka wiązania koniom języków do żuchwy jest nadal stosowana podczas wyścigów konnych. Podkreślają, że branża wyścigów konnych podlega szczegółowym regulacjom ustawowym i wykonawczym, a wyścigi odbywają się na infrastrukturze i przy wykorzystaniu pieniędzy publicznych.
- Regulamin wyścigów konnych zabrania wiązania języka do żuchwy konia oraz stosowania wyposażenia, które może powodować ból lub zranienie - podkreślają.
Jak twierdzą autorki zawiadomienia, tylko podczas Gali Derby na Torze Służewiec, która odbyła się 5 lipca pod honorowym patronatem prezydenta Warszawy, udokumentowano cztery przypadki koni, którym na czas udziału w gonitwach założono opaski zaciskowe na języki. Podobne przypadki - jak przekazują - miały miejsce na tym samym torze 26 lipca i 1 sierpnia.
- Zakaz jest od lat obchodzony poprzez zastępowanie materiału wiązanego na supeł elastycznymi opaskami lub paskami z zapięciem, określanymi jako "mocowanie" lub "przyczepianie" języka konia do żuchwy. Podjęliśmy działania prawne w celu wyjaśnienia, czy stosowanie tej praktyki oraz jej tolerowanie przez osoby odpowiedzialne za nadzór nad wyścigami pozostaje zgodne z obowiązującym prawem - mówi Ewa Leszczyńska, prezeska Fundacji Przyjaciel Zwierz.
Autorki zawiadomienia opisują, jak wygląda takie "mocowanie": najpierw język konia jest wyciągany z pyska, a następnie wokół niego zakłada się pętlę z gumowej opaski, taśmy, skórzanego lub materiałowego paska. Materiał jest następnie zaciskany i mocowany do żuchwy, rzadziej do wędzidła, aby unieruchomić język na czas gonitwy.
Konie czują ból, stres, mogą stracić język
Magda Czajkowska vel Czajka z inicjatywy Follow The White Horse przekonuje, że stosowanie takiej metody powoduje u koni ból i stres.
- Naukowcy i weterynarze alarmują, że wiązanie języka niezależnie od zastosowanego materiału lub sposobu mocowania, powoduje u koni ból, stres, reakcje obronne oraz ograniczenie naturalnych odruchów przełykania i trudności z pobieraniem pokarmu. Zdarzają się też przypadki porażenia nerwów, martwicy tkanek oraz utraty części języka - opisuje.
Wiązanie języka stosuje się przede wszystkim po to, by zwiększyć kontrolę nad koniem i uniemożliwić mu przełożenie języka nad wędzidło. Konie podejmują takie próby, aby zmniejszyć nacisk i ból w pysku wywołany działaniem ręki jeźdźca, połączonej z wodzą i wędzidłem.
Zwolennicy tej praktyki argumentują, że ma ona "poprawiać oddychanie" konia oraz zapobiegać zadławieniu się językiem podczas gonitwy.
Autorki zawiadomienia kwestionują te argumenty. Wskazują, koń oddycha przez nozdrza. Twierdzą też, że dostępne badania nie potwierdzają, aby wiązanie u konia języka poprawiało oddychanie.
Sprawa Bellatrix Orion
Dlaczego, mimo obowiązującego od dekady zakazu wiązania języków, proceder wciąż trwa? Autorki zawiadomienia wskazują na sprawę z sierpnia 2020 roku, kiedy Komisja Techniczna ukarała trenera Janusza Kozłowskiego grzywną w wysokości 200 zł za udział konia Bellatrix Orion w gonitwie z przywiązanym językiem. Według sędzi obserwatorki, po wyścigu prowadzący klacz zdejmował pończochę, którą klacz miała mieć przywiązany język do żuchwy.
Kozłowski odwołał się od kary, tłumacząc, że użył paska na rzepy z nylonową osłoną, którym przywiązał język do żuchwy. Komisja Odwoławcza uznała, że Komisja Techniczna nie przedstawiła wystarczających dowodów naruszenia regulaminu - nie zabezpieczono pończochy, a "za pomocą paska nie można zawiązać języka u konia". W związku z tym uznano, że trener nie złamał przepisów, a kara została uchylona.
- Następstwem tego orzeczenia było utrwalenie praktyki stosowania pasków i opasek do mocowania języka przed gonitwami - uważają autorki zawiadomienia.
Zawiadomienie dotyczy znęcania
- Zawiadomienie dotyczy podejrzenia popełnienia przestępstwa znęcania się nad zwierzętami, o którym mowa w artykule 35 ustęp 1a ustawy o ochronie zwierząt. Zgodnie z tą ustawą przez znęcanie się nad zwierzętami należy rozumieć nie tylko aktywne zadawanie zwierzętom bólu lub cierpienia, ale także świadome dopuszczanie do sytuacji, w których ból i cierpienie są zwierzętom zadawane. Zarówno więc bezpośrednie stosowanie metody wiązania koniom języka do żuchwy, jak i świadome dopuszczanie takich koni do udziału w gonitwach może wypełniać znamiona tego przestępstwa - wyjaśnia Magdalena Krupa-Polak, radczyni prawna ze stowarzyszenia Prawnicy na Rzecz Zwierząt.
Nadzór nad przestrzeganiem przepisów dotyczących wyścigów konnych sprawuje Polski Klub Wyścigów Konnych, a podczas dni wyścigowych za egzekwowanie Regulaminu Wyścigów Konnych odpowiada powołana przez prezesa PKWK Komisja Techniczna. Zasady te wynikają z Ustawy o wyścigach konnych oraz regulaminów wydawanych przez PKWK. Wysłaliśmy do nich pytania, czekamy na odpowiedzi.
O sprawę zapytaliśmy także przedstawicieli Toru Służewiec. W odpowiedzi otrzymanej od Marty Filipek, głównej specjalistki działu marketingu i komunikacji Toru Wyścigów Konnych Służewiec czytamy:
"Tor Służewiec jako organizator dni wyścigowych traktuje kwestie dobrostanu koni z najwyższą powagą. Każdy sygnał dotyczący możliwych nieprawidłowości w tym obszarze wymaga rzetelnej weryfikacji przez właściwe organy, działające w oparciu o obowiązujące przepisy i procedury".
Dalej Marta Filipek zaznacza, że każdorazowa decyzja o przygotowaniu i wyposażeniu konia do gonitwy należy do trenera oraz właściciela zwierzęcia. "Natomiast ocena zgodności stosowanych rozwiązań z regulaminem pozostaje w gestii Komisji Technicznej, powoływanej przez Polski Klub Wyścigów Konnych" - przekazuje. Dodatkowo informuje, że stan zdrowia koni uczestniczących w gonitwach jest kontrolowany przez dyżurujących lekarzy weterynarii.
"Tor Służewiec nie przesądza o odpowiedzialności którejkolwiek ze stron ani o kwalifikacji opisanych praktyk. Ocena takich przypadków wymaga analizy przez właściwe organy" - podsumowuje. Zgodnie z ustawą o ochronie zwierząt, za znęcanie się nad zwierzętami grozi kara do trzech lat pozbawienia wolności. Jeżeli sprawca działa ze szczególnym okrucieństwem, kara może wynieść do pięciu lat.