Mija kolejny dzień od trzęsienia ziemi w Kolumbii. Poniedziałkowe wstrząsy w zachodniej części kraju miały magnitudę 7,4. Najnowszy bilans mówi o 281 ofiarach śmiertelnych i niemal 400 uważanych za zaginione. Ponadto prawie cztery tysiące osób zostało rannych.
Trzęsienie ziemi w Kolumbii. Szanse na odnalezienie żywych maleją
Służby wciąż prowadzą akcję poszukiwawczo-ratunkową. Nie ukrywają jednak, że po upływie 72 godzin od zdarzenia prawdopodobieństwo odnalezienia żywych pod gruzami spada.
- Niestety zbliżamy się do momentu, w którym szansa na znalezienie ocalałych maleje. Naszym zadaniem jest jednak kontynuowanie poszukiwań i odnalezienie wszystkich osób zgłoszonych jako zaginione - powiedział w czwartek wieczorem David Tamayo, szef kolumbijskiej jednostki zarządzania kryzysowego.
>>> CZYTAJ TAKŻE: Spędziła 36 godzin pod gruzami. Media piszą o "cudzie"
Jedną z osób, która straciła w trzęsieniu bliskich, jest Enrique Marin. Gdy otrzymał od przyjaciela informację, że jego mama mieszkająca w mieście Pereira na zachodzie kraju została uwięziona pod gruzami, wyruszył w ponad 10-godzinną podróż z Bogoty, stolicy Kolumbii.
- Moja mama została uratowana sześć godzin po trzęsieniu ziemi. Wyciągnięto ją z gruzów i dawała oznaki życia, ale zmarła w drodze do szpitala - powiedział Marin, stojąc przed pozostałościami swojego rodzinnego domu. Trzymał w rękach rower z dzieciństwa, jedyną rzecz, którą udało mu się wyciągnąć z gruzów.
Pomoc dla ocalałych i ratowników. Nie wszędzie dociera
Ocalali robią, co w ich mocy, by pomóc. Monika Mina, właścicielka restauracji w Cali - trzecim największym mieście Kolumbii, mocno doświadczonym przez katastrofę - wraz z lokalnymi kucharzami dzień i noc przygotowują posiłki dla ratowników, medyków, wolontariuszy i poszkodowanych.
Jedną z osób udzielających pomocy jest lekarz Juan David Parra. - Naszym zadaniem jest wspieranie akcji medycznej poprzez dostarczanie zapasów i śniadań - przyznał. Doprecyzował, że wolontariusze dostarczają ratownikom kaski, lampy, latarki i inne przedmioty niezbędne podczas poszukiwań.
Jak przekazuje agencja Reuters, o ile w dużych miastach istnieje zorganizowane wsparcie, o tyle w mniejszych społecznościach sytuacja jest znacznie gorsza. W wielu z nich państwo pomogło tylko nieznacznie lub nawet w ogóle.
Nazly Lozano, asystentka Międzynarodowego Komitetu Ratunkowego (IRC) pracująca w portowym mieście Buenaventura, przyznała, że ratownicy dotarli do niektórych obszarów dopiero w środę wieczorem, przez co mieszkańcy musieli przekopywać się przez gruzy gołymi rękami. Dodała, że do niektórych dzielnic miasta nie można było dotrzeć z powodu uzbrojonych bojówek. Część z nich przejmowała darowizny żywnościowe, zapowiadając, że rozdystrybuują je samemu.