- Reforma zakłada likwidację innych niż CZP poradni zdrowia psychicznego. Co jeszcze?
- Co dokładnie krytycy reformy zarzucają resortowi zdrowia?
- Finansowanie CZP ma opierać się na trzyskładnikowym ryczałcie, z czego największa część będzie zależna od aktywności centrum.
- Eksperci obawiają się, że nowy model finansowania może prowadzić do selekcji pacjentów. Dlaczego?
Do 2029 roku centra zdrowia psychicznego mają objąć opieką wszystkich dorosłych Polaków, a ich sieć ma stanowić obowiązujący model podstawowej opieki psychiatrycznej. Poza nimi ma nie być żadnych innych poradni zdrowia psychicznego. Całodobowe oddziały psychiatryczne mają funkcjonować tylko w strukturach centrów. Osobno mają działać tylko oddziały psychiatryczne wyższej referencyjności.
"To byłaby nieprawidłowa realizacja umowy"
- Psychiatria stacjonarna ogólnopsychiatryczna poza strukturami CZP nie będzie kontraktowana przez NFZ - zapowiada dyrektor Departamentu Lecznictwa w MZ Maciej Karaszewski, specjalista psychiatra.
Trwający od 2018 roku pilotaż ma się zakończyć 31 grudnia tego roku. O tym, w jakim kształcie centra miałyby funkcjonować od 1 stycznia 2027 r., Ministerstwo Zdrowia 13 maja poinformowało członków Rady ds. Zdrowia Psychicznego przy Ministrze Zdrowia. Po tym posiedzeniu dziewięcioro członków rady zrezygnowało z uczestnictwa w tym gremium na znak protestu wobec planowanych przez resort zmian. Strona społeczna zarzuca ministerstwu odejście od kluczowych elementów reformy. Chodzi o odpowiedzialność terytorialną centrów, sposób finansowania i rozdzielenie ambulatorium od oddziału całodobowego.
Do tych zarzutów odnosi się Maciej Karaszewski. Jak wyjaśnia, jeśli chodzi o odpowiedzialność terytorialną centrów zdrowia psychicznego, zostanie do rozporządzenia wpisany obowiązek zajęcia się osobami zamieszkującymi określony obszar przypisany CZP.
- Centrum nie będzie mogło odmówić przyjęcia osoby ze swojego rejonu. To byłaby nieprawidłowa realizacja umowy pociągająca za sobą kary nakładane przez NFZ - mówi Karaszewski.
Zaznacza, że pacjent będzie mógł wybrać się do innego centrum niż to najbliższe.
- Choć mamy do czynienia z coraz mniejszym piętnowaniem leczenia psychiatrycznego, to pacjent może woleć przejechać dodatkowe 20 kilometrów, żeby nie spotkać na recepcji swojej sąsiadki. I ma do tego prawo - dodaje.
Jak wyjaśnia Karaszewski, centrum będzie mogło przyjąć pacjenta spoza swojego rejonu, jeśli będzie miało taką możliwość, ale nie będzie miało takiego obowiązku. Wskazuje też, że centrum na terenie, za który odpowiada, powinno być odpowiedzialne za promocję swoich usług.
- W ciągu ośmiu lat pilotażu centra łącznie wzięły 8 mld zł na swoją działalność, a nie wszystkie informowały mieszkańców, gdzie ci mogą się zgłosić. Jeżeli mamy mieć opiekę lokalną, to zadaniem centrum jest u siebie lokalnie prowadzić taką kampanię informacyjną - mówi Maciej Karaszewski.
W nowym rozporządzeniu zostanie wpisany ów obowiązek informacyjny
"Poszliśmy dalej, niż było w pilotażu"
Jak zaznacza dyrektor, w nowym rozporządzeniu mają zostać wszystkie dotychczasowe stałe elementy CZP, czyli opieka doraźna, ambulatoryjna, dzienna, całodobowa i środowiskowa. Zostają też w centrach asystenci zdrowienia i terapeuci środowiskowi, a także kluby pacjenta.
Planowane zmiany dotyczą jednak całodobowych oddziałów szpitalnych. W założeniach reformy jest przeniesienie punktu ciężkości z leczenia szpitalnego na środowiskowe. Chodzi o to, żeby pacjent trafiał do szpitala, kiedy jest to konieczne i na możliwie krótko, co w centrach z rozbudowaną opieką środowiskową faktycznie się udaje. Na początku pilotażu wszystkie CZP miały w swojej strukturze oddział psychiatryczny całodobowy. Jednak z czasem utworzono typ centrum bez oddziału całodobowego, co rodziło problemy.
- Poszliśmy dalej, niż było w pilotażu. W pilotażu centra typu B, czyli te bez oddziału stacjonarnego, w ogóle nie mogły nawiązać współpracy z oddziałami stacjonarnymi. Pacjent trafiał do szpitala. Szpital nie miał podstawy prawnej, żeby wpuścić terapeutów z centrum, bo nie był z nimi w żaden sposób związany. Nie był też zainteresowany szybkim wypisywaniem, bo każdy dzień hospitalizacji to przychód dla szpitala - podkreśla Karaszewski.
Od stycznia 2027 r. centra z oddziałami całodobowymi mają takimi pozostać, a te, które oddziałów nie mają, będą musiały mieć umowy na realizację tych świadczeń z najbliższym szpitalem psychiatrycznym lub z oddziałem psychiatrycznym działającym w ramach szpitala ogólnego. Oznacza to, że centrum będzie wobec wykonawcy usług jednostką nadrzędną.
- To centrum będzie płaciło szpitalowi, a pacjent, nawet będąc w szpitalu, pozostanie pacjentem centrum. Podczas hospitalizacji będzie mógł go odwiedzać personel CZP, czyli centrum będzie cały czas dbać o niego, podtrzymywać relację i kontynuować terapię - mówi dyrektor. Zaznacza, że nie będzie podziału na centra typu A (z oddziałami całodobowymi) i B (bez nich). Wszystkich centrów będzie dotyczył ten sam obowiązek w zakresie dostępu do łóżek szpitalnych.
Teraz prawie 30 CZP nie ma swojego oddziału całodobowego. Dyrektor zakłada, że gdy centra obejmą swoim zasięgiem cały kraj, jednostek z umowami na zewnętrzną opiekę całodobową będzie około stu.
"Skończą się pieniądze, a za nadwykonania nie będziemy płacić"
W nowym rozporządzeniu ma być wpisana liczba łóżek oddziału całodobowego na 100 tys. mieszkańców, która będzie obowiązywać zarówno centra mające własne oddziały, jak i te, które tę usługę będą zlecać. W 2027 r. mają to być 33 łóżka, w kolejnych latach liczba ta ma być zmniejszana.
Określenie limitu łóżek ma stanowić motywację dla szpitali, by nie przedłużały hospitalizacji.
- Po prostu skończą się pieniądze, a za nadwykonania nie będziemy płacić, więc przetrzymywanie pacjentów nie będzie się opłacało - tłumaczy.
Zachętą do współpracy z CZP mają być też lepsze wyceny świadczeń realizowanych przez szpital dla centrum.
Zmienić ma się też sposób finansowania. Teraz centrum dostaje ryczałtem kwotę obliczaną na podstawie liczby dorosłych mieszkańców obszaru, który został mu przypisany do opieki. Od 1 stycznia ma to także być ryczałt, ale trzyskładnikowy.
Karaszewski tłumaczy, że największa część, około 60-70 proc., będzie obliczana na podstawie aktywności centrum. Ok. 30 proc. będzie przeznaczone na sfinansowanie infrastruktury potrzebnej do zrealizowania usług dla określonej liczby osób, z uwzględnieniem specyfiki terenu. Najmniejsza część budżetu, ok. 10 proc., ma mieć związek z jakością usług.
"Tak działa stary model"
W gronie ekspertów, którzy opuścili Radę ds. Zdrowia Psychicznego na znak protestu wobec zmian w centrach zdrowia psychicznego, jest m.in. prof. Andrzej Cechnicki z Porozumienia na Rzecz Narodowego Programu Ochrony Zdrowia Psychicznego. Powiedział, że resort używa pojęć z pilotowanej reformy, ale "one nie znaczą tego samego". Jego zdaniem reforma jest zaprzepaszczana.
Były minister zdrowia i były dyrektor biura ds. pilotażu reformy Marek Balicki powiedział, że odejście od odpowiedzialności za określonych mieszkańców i finansowania według stawki na mieszkańca "to podcięcie skrzydeł tej reformie". Zaznaczył, że największa część ryczałtu obliczana na podstawie wskaźników dotyczących wykonywania określonych procedur jest zakamuflowanym modelem fee-for-service, czyli płatności za usługę.
- Jest ryczałt, ale można go dostać, jak się osiągnie określoną liczbę punktów. Placówki wybierają wtedy te świadczenia, które im się opłacają, tak działa stary model - powiedział ekspert.
Zaznaczył, że system zbierania punktów w efekcie zawsze jest niekorzystny dla pacjentów z najtrudniejszymi problemami zdrowotnymi.
Z kolei Tomasz Szafrański z Wolskiego Centrum Zdrowia Psychicznego powiedział, że jego decyzja o opuszczeniu rady jest wynikiem "niezgody na udawanie, że wszystko jest w porządku".
- Nie możemy firmować pozorów - powiedział Szafrański.
Eksperci podkreślają, że ich głos nie jest słyszany przez decydentów.