"Zbyszku, mam dla ciebie trzy rady". Manowska odchodzi

Małgorzata Manowska i Zbigniew Kapiński
Manowska: dla ciebie, Zbyszku, mam tylko trzy rady
Źródło wideo: TVN24
Źródło zdj. gł.: PAP/Piotr Nowak
Małgorzata Manowska, której we wtorek kończy się kadencja na stanowisku pierwszej prezes Sądu Najwyższego, przekazała swojemu następcy Zbigniewowi Kapińskiemu "trzy rady". - Ja dzięki temu przetrwałam - powiedziała. Nowy pierwszy prezes SN zapowiedział, że będzie bronił niezależności instytucji, którą pokieruje.

Małgorzata Manowska, ustępująca z funkcji pierwszej prezes Sądu Najwyższego, wystąpiła na briefingu prasowym wspólnie z nowym pierwszym prezesem SN Zbigniewem Kapińskim. W poniedziałek rzecznik prezydenta Rafał Leśkiewicz ogłosił, że Karol Nawrocki wybrał Kapińskiego na to stanowisko. Urząd obejmie 27 maja.

Małgorzata Manowska i Zbigniew Kapiński
Małgorzata Manowska i Zbigniew Kapiński
Źródło zdjęcia: TVN24

- Dla ciebie, Zbyszku, mam tylko trzy rady, jak przetrwać - zwróciła się do Kapińskiego. - Pierwsza, szanować prawo i stosować je tak, jak ono zostało napisane, a nie tak, jak my je rozumiemy - powiedziała.

- Drugie, szanować ludzi, nawet tych najmniejszych, bo jak się przewrócisz na korytarzu, to nie inny prezes cię podniesie, tylko pracownik ci pomoże - mówiła. - I trzecie, nie czytaj komentarzy o sobie, nie słuchaj się hejterów, bo to są po prostu mali ludzie wybrakowani emocjonalnie i po prostu nie rób tego. Ja dzięki temu przetrwałam - dodała.

Manowska przyznała, że cieszy się z decyzji prezydenta Nawrockiego. - Wbrew temu, jak niektórzy piszą na Twitterach, kontynuacja nie mojej polityki, bo ja żadnej polityki tu nie uprawiałam, ale normalne prowadzenie instytucji publicznej, rozumienie znaczenia tej instytucji jest bardzo dobrym rozwiązaniem - mówiła. Podziękowała też pracownikom Sądu Najwyższego za lata współpracy.

Kapiński: będę bronił niezależności Sądu Najwyższego

Po Manowskiej głos zabrał Kapiński. - Bardzo dziękuję za te słowa i te porady. One są dla mnie ważne i ja je wyznaję - powiedział. 

- Jutro obejmę funkcję pierwszego prezesa. Tak jak powiedziałem wczoraj panu prezydentowi, to jest ogromny zaszczyt, ale jeszcze większy obowiązek i traktuję to jako odpowiedzialność - mówił. - Im większy obowiązek, tym większa odpowiedzialność - dodał Kapiński. 

- Ostatnie wydarzenia pokazały, że moja kandydatura wzbudzała z przyczyn orzeczniczych kontrowersje ze wszystkich stron - przyznał. - To tylko świadczy o tym i chciałbym, żeby to jasno wybrzmiało, że jako sędzia z trzydziestokilkuletnim stażem nigdy nie byłem związany z żadną opcją polityczną - powiedział. 

Zapewnił, że będzie kierował SN w taki sposób, "żeby ta polityka tu nie miała wejścia". - Zawsze miałem takie zdanie i będę też bronił w sposób jednoznaczny Sądu Najwyższego w zakresie tego, żeby był niezależny, żeby politycy bez względu na opcję polityczną nie mieli najmniejszego wpływu - podkreślił. 

Wybór Kapińskiego

Zgodnie z obowiązującymi przepisami, pierwszego prezesa SN powołuje prezydent na 6-letnią kadencję spośród pięciorga kandydatów wybranych przez Zgromadzenie Ogólne SN. Na stanowisko pierwszego prezesa SN można być ponownie powołanym tylko raz.

Procedura wyłonienia kandydatów na nowego pierwszego prezesa rozpoczęła się w lutym tego roku. Ze względu na brak potrzebnego kworum kandydatów udało się wyłonić dopiero za trzecim podejściem. Łącznie więc procedura wyboru rozłożyła się na cztery dni. Trzeciego dnia udało się uzyskać wymagane kworum, lecz posiedzenie przerwano ze względu na nieobecność jednego z potencjalnych kandydatów na pierwszego prezesa SN.

Ostatecznie 27 lutego Zgromadzenie Ogólne SN przegłosowało kandydatury przedłożone prezydentowi. Poza Zbigniewem Kapińskim byli to: Paweł Czubik, Tomasz Demendecki, Aleksander Stępkowski i Mariusz Załucki. Wszyscy to tak zwani neosędziowie, czyli sędziowie powołani do Sądu Najwyższego po 2017 roku - po reformie wymiaru sprawiedliwości z czasów rządów PiS. W Zgromadzeniu Ogólnym SN nie brali udziału tzw. starzy sędziowie.

W oświadczeniu zamieszczonym w mediach społecznościowych przez jednego z tzw. starych sędziów - sędziego Włodzimierza Wróbla - podkreślili oni, że zgromadzenie to "zwołała osoba powołana na urząd Pierwszego Prezesa SN z naruszeniem Konstytucji RP i ustawy o Sądzie Najwyższym", zaś z uwagi na udział w zgromadzeniu sędziów powołanych do SN "po przeprowadzeniu dotkniętymi wadami postępowań", to nie stanowi ono Zgromadzenia Ogólnego Sędziów SN.

Spór ten przejawiał się między innymi w orzecznictwie także samego SN. Jeszcze w styczniu 2020 roku zapadła uchwała trzech izb SN z udziałem sędziów mianowanych przed 2018 rokiem, wedle której nienależyta obsada sądu występuje wtedy, gdy w składzie sądu znajduje się osoba wyłoniona na sędziego przez Krajową Radę Sądownictwa w składzie ustalonym w 2018 roku.

Z kolei we wrześniu 2025 roku w uchwale Izby Pracy, podjętej w składzie siedmiorga sędziów mianowanych przed 2018 rokiem, skonkludowano, że wyrok Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych SN z sędziami powołanymi od 2018 roku jest nieistniejący i niebyły. W odpowiedzi na wrześniową uchwałę Izby Pracy, w uchwale dwóch izb SN z grudnia 2025 roku, w składzie sędziów głównie powołanych po 2017 roku, orzeczono, że żaden sąd ani organ władzy publicznej nie może uznać orzeczenia SN za niebyłe ani pominąć jego skutków, także powołując się na prawo UE.

Źródło: TVN24
Czytaj także: