Przewaga Izraela i Stanów Zjednoczonych jest na tyle miażdżąca, że wydaje się, że zniszczenie tego militarnego potencjału Iranu jest kwestią czasu - ocenił Krzysztof Strachota z Ośrodka Studiów Wschodnich. Jego zdaniem znacznie bardziej skomplikowaną sprawą pozostaje jednak ewentualne obalenie reżimu oraz zmuszenie Irańczyków do kapitulacji. - Irańczycy mają wypracowany system zmianowania następców i do tego się przygotowywali bardzo otwarcie - wskazał. Ekspert zwrócił uwagę, że nawet jeśli państwo przestałoby funkcjonować w dotychczasowej formie, nie oznacza to zaniku wpływów. - Gdyby Amerykanie, nie daj Boże, chcieli wejść do Iranu, to by się przekonali, że Iran daleko jest od pokonania - zaznaczył. Strachota wskazał również na rozbieżności w celach USA i Izraela. W przypadku Izraela głównym celem wydaje się całkowita likwidacja irańskiego potencjału militarnego oraz zniszczenie reżimu do fundamentów. - Izraelczycy nie martwią się zupełnie o to, co będzie później. Zakładam, że mają wkalkulowany wariant wojny domowej, chaosu, podziału - sugerował. Stanowisko USA jest - jego zdaniem - odmienne. - Oni chcieliby tę wojnę wygrać i jednak ustabilizować sytuację, żeby to jakoś funkcjonowało - mówił. Według niego każdy wariant, który umożliwia osiągnięcie tych celów oraz pozwala na funkcjonowanie państwa w przewidywalnej formie, byłby dla Waszyngtonu do przyjęcia. Ekspert OSW zaznaczył, że w tym ujęciu sojusz USA i Izraela ma "szorstki" charakter. - Amerykanie są tym takim czynnikiem moderującym Izraelczyków, którzy chcieliby do kości wyczyścić ten reżim absolutny - dodał.