Masz subskrypcję?
- Wszystkiego się panicznie boję - mówi psychiatrze latem 2025 roku.
Dowiadujemy się tego z udostępnionej nam dokumentacji medycznej. Mamy też zgodę na jej cytowanie.
W dokumentacji znajdujemy notatki lekarza o pacjencie: "dostaje do wykonania obowiązki poniżej swoich kompetencji", "dostaje zbyt dużą ilość obowiązków, które nie są możliwe do zrealizowania", "ludzie w pracy mówią mu, że wygląda na przybitego i zmęczonego", "jest zniechęcony, jak ma iść do pracy, to jest zły", "musi się zmuszać do wychodzenia z domu", "ma napady lęku", "zdarzało się, że spisywał testament".
Łukasz Korzeniowski to dwudziestosześcioletni prawnik - do niedawna pracownik Biura Rzecznika Praw Dziecka (BRPD). Lekarz diagnozuje u niego m.in. zaburzenia adaptacyjne i epizod depresji, proponuje hospitalizację. Korzeniowski odmawia, ale idzie na zwolnienie lekarskie. Wynika to z dokumentów, które nam pokazuje.
Historia, którą przedstawiamy, to opowieść o tym, jak Korzeniowski widział pracę w biurze - swoją i współpracowników. O realia tej pracy i stawiane zarzuty pytamy też Monikę Hornę-Cieślak. Nie rozstrzygamy kto ma rację - to oceni sąd.
Zdecydowaliśmy się na publikację, bo to, co o pracy w BRPD mówi Korzeniowski, w dużej mierze pokrywa się z tym, co o warunkach tej pracy opowiada nam blisko 20 innych - byłych i obecnych pracowników BRPD (w tym prawnicy, psycholodzy, nauczyciele), zatrudnionych na różnych stanowiskach - od szeregowych po te wyższe, kierownicze. Wszyscy mówią o przeciążeniu obowiązkami, poczuciu stałej kontroli i atmosferze lęku. Czy instytucja pełna wycieńczonych i wystraszonych dorosłych jest w stanie pomagać dzieciom? Podejmujemy temat i stawiamy to pytanie w interesie publicznym.
Jak dotąd tylko Korzeniowski zdecydował się walczyć w sądzie o zadośćuczynienie i przeprosiny. Jego historia skłoniła nas do przyjrzenia się kulisom pracy całej instytucji.
***
TVN24+ młody prawnik mówi wiosną 2026: - Nie byłem świadomy, jak źle wpływa na mnie ta praca. Ale w ten poniedziałek, kiedy miałem w głowie, że nie muszę już tam iść, nie muszę na nią patrzeć, nie muszę otwierać komputera, czytać maili od niej, to była taka ulga.