Pożar w Jastrzębiu. Zarzut zabójstwa

Pożar w Jastrzębiu. Zarzut zabójstwa

Nawet dożywocie grozi Dariuszowi P. podejrzanemu o podpalenie domu w Jastrzębiu Zdroju i zabicie w ten sposób swojej żony i czworga dzieci. Dzięki opinii biegłych, którzy uznali, że mężczyzna był poczytalny, prokuratura może skończyć postępowanie. Głos w tej sprawie zabrał pełnomocnik rodziny zmarłej kobiety. Jak mówił, rodzinie zależy na poznaniu prawdziwego przebiegu tragicznego zdarzenia.

Badania psychiatryczne wykazały, że Dariusz P., oskarżony o zabójstwo swojej żony i czworga dzieci, jest poczytalny - dowiedzieli się nieoficjalnie dziennikarze "Uwagi!" TVN. Już wkrótce można się zatem spodziewać aktu oskarżenia w jego sprawie. Matka domniemanego podpalacza z Jastrzębia Zdroju udostępniła "Uwadze!" listy wysyłane przez syna z aresztu.

Czy podejrzany o podpalenie swego domu i zabicie pięciu członków rodziny rodziny Dariusz P. z Jastrzębia Zdroju jest poczytalny? Eksperci mają wątpliwości i poprosili prokuraturę o kolejne cztery tygodnie obserwacji psychiatrycznej. Wcześniej nie udało im się dojść do jednoznacznego wniosku. Śledczy są tymczasem zdania, że Dariusz P. był poczytalny - powiedział w rozmowie z TVN24 Michał Szułczyński z Prokuratury Okręgowej w Gliwicach.

Prokuratura wnioskuje o czterotygodniową obserwację psychiatryczną dla Dariusza P., podejrzanego o podpalenie czwórki dzieci i żony. Śledczy zdecydowali się na taki krok po otrzymaniu pierwszej zleconej opinii. Biegły podczas badania laboratoryjnego nie był w stanie stwierdzić, czy Dariusz P. jest osobą poczytalną, i czy był poczytalny w chwili dokonywania zarzucanego mu przestępstwa.

Jak powiedział na konferencji prasowej pełnomocnik pokrzywdzonej rodziny z Jastrzębia Zdroju, rodzina Dariusza P. nie miała informacji o jego ewentualnym leczeniu psychiatrycznym. Bartosz Sapota oświadczył, że rodzinie zależy na poznaniu prawdziwego przebiegu zdarzeń i nie będzie komentowała innych spraw prowadzonych przeciwko podejrzanemu o podpalenie domu, w którym zginęła jego żona i czworo dzieci.

Dariusz P., podejrzany o podpalenie w ubiegłym roku w Jastrzębiu Zdroju własnego domu, w którym spali jego bliscy, był wcześniej uznany za niepoczytalnego – dowiedziała się PAP ze źródła zbliżonego do śledztwa. W pożarze zginęła żona P. i czworo ich dzieci.

Jak się okazuje, w domu Dariusza P. raz już wybuchł pożar. Doszło do niego kilka miesięcy przed tragedią, w której zginęła rodzina mężczyzny. Budzące podejrzenia zbiegi okoliczności w życiu Dariusza P. wymienił Grzegorz Głuszak na antenie TVN24. Reporter "Uwagi!" i "Superwizjera" TVN mówił również o kobietach, z którymi spotykał się mężczyzna. Było ich przynajmniej trzy.

Żona Dariusza P. podejrzanego o zabicie rodziny w pożarze przed śmiercią walczyła, próbowała odsłonić rolety - takie informacje bratu zmarłej przekazała policja. - Ona nie była w stanie nic już zrobić - mówił "Uwadze!" i "Superwizjerowi" TVN Krzysztof Chromy, brat kobiety, która zginęła z dziećmi w pożarze domu w Jastrzębiu-Zdroju. Kobieta nie mogła odsłonić rolet, ponieważ paski slużące do ich podnoszenia był przerwane. Czy umyślnie, czy z powodu wysokiej temperatury, to wykaże śledztwo.

Jeśli okaże się, że Dariusz P. z Jastrzębia-Zdroju dla pieniędzy podpalił dom i w ten sposób zamordował rodzinę, będzie to wyjątkowo bezwzględny, makabryczny przykład wyłudzenia odszkodowania w Polsce. Ale takie przypadki, w których są niewinni poszkodowani, zdarzają się. Najczęściej jednak - jak sprawdził reporter programu "Czarno na Białym" - wyłudzane są pieniądze za upozorowane kradzieże samochodów lub sfingowane wypadki.

Jeśli okaże się, że Dariusz P. dla pieniędzy podpalił dom i w ten sposób zamordował rodzinę - będzie to wyjątkowo bezwzględny, makabryczny przykład wyłudzenia ubezpieczenia w Polsce. Ale takie przypadki, w których są niewinne ofiary, zdarzają się. Najczęściej jednak - jak sprawdziliśmy - wyłudzane są pieniądze za upozorowane kradzieże samochodów lub sfingowane wypadki. Każda firma ubezpieczeniowa ma swój dział śledczy, który takie przypadki tropi. A jest, co tropić - bo rynek ubezpieczeń jest gigantyczny - to prawie 60 miliardów złotych, jakie Polacy wydają na polisy komunikacyjne, majątkowe, mieszkaniowe i te na życie.

Trwające prawie rok śledztwo - wykazało, że feralnej nocy - ogień pojawił się w 6-u miejscach w domu. Miejscach, które początkowo wskazywały na nieszczęśliwy wypadek, a nie podpalenie. Ale - według śledczych - mysz z przewodami w pysku, żarówka w akwarium z żółwiami i przetarty przedłużacz - miały tylko zmylić trop. Pożar nie był duży - zabójczy okazał się dym. Domownicy nie mogli przed nim uciec - bo dom z opuszczonymi roletami antywłamaniowymi - okazał się fortecą, której sforsowanie nawet dla strażaków było trudne. Jak wyglądała ta tragiczna noc - o tym w rekonstrukcji zdarzeń.

Śledczy nie mają wątpliwości: - Przedstawiliśmy zarzuty osobie, która dokonała tego przestępstwa - mówi Michał Szułczyński z Prokuratury Okręgowej w Gliwicach. Jednak Dariusz P., oskarżony o podpalenie domu, w którym zginęła prawie cała jego rodzina ma też drugą twarz. Reporterowi "Czarno na białym" opowiada o tym ks. Bogusław Zalewski, proboszcz parafii w Jastrzębiu Zdroju.

- Jedna z pierwszych wersji, jeśli nie pierwsza, była taka, że sprawca tego zdarzenia jest w obrębie rodziny - mówił na antenie TVN24 Dariusz Loranty, b. oficer operacyjny stołecznej policji, odnosząc się do sprawy Dariusza P. Mężczyzna jest podejrzany o podpalenie własnej rodziny. Tę samą sprawę komentował wcześniej Dariusz Nowak z małopolskiej policji. - Jeżeli kogoś podejrzewamy, to musimy iść tym tropem i poczekać na moment, kiedy ten człowiek błąd popełni albo też wymusić na nim popełnienie właśnie takiego błędu - tłumaczył między innymi.

Dariusz P., oskarżony o podpalenie domu ze śpiącą rodziną, na potrzeby śledztwa wykreował całkowicie fałszywą wizję rzeczywistości, twierdzi prokuratura. Według ustaleń śledztwa, a także dziennikarzy, mężczyzna fałszował dowody i zacierał ślady, tak by odsunąć od siebie podejrzenia. Ale obciąża go motyw.