We wtorek w Sądzie Rejonowym Szczecin Prawobrzeże i Zachód zapadł wyrok w sprawie zastrzelenia 21-letniego żołnierza 12 Brygady Zmechanizowanej. Chodzi o tragedię, do której doszło w listopadzie 2023 roku na terenie Pasa Ćwiczeń Taktycznych Krzekowo.
Jak ustaliła prokuratura, mężczyźni wjechali tam w celu odłowu dzików. Żaden z nich nie miał na to wymaganego pozwolenia. Stanisław H., uznając, że mierzy do zwierzęcia, oddał pojedynczy strzał z broni myśliwskiej. Tłumaczył podczas procesu, że wydawało mu się, że to jakiś zwierzak, chyba szop pracz.
Trafiony został jeden z żołnierzy biorących udział w ćwiczeniach. Następnie obaj mężczyźni mieli gwałtownie odjechać w stronę bramy wjazdowej na teren Pasa Ćwiczeń Taktycznych Krzekowo. Pozostali uczestnicy ćwiczeń wojskowych, widząc leżącego na ziemi żołnierza z raną szyi, udzielili mu pierwszej pomocy, poinformowali oficera dyżurnego i wezwali pogotowie. Reanimacja nie przyniosła rezultatu, postrzelony żołnierz zmarł.
W trakcie śledztwa prokuratura ustaliła również, że obaj mężczyźni od około dwóch lat do tragicznego zdarzenia, "co najmniej kilkunastokrotnie dokonywali odstrzału dzików na terenie strzelnicy oraz pasa ćwiczeń, na który nie mieli wymaganego pozwolenia".
"Powinni sprawdzić, do czego oddali strzał"
Sąd orzekł, że obaj myśliwi są winni stawianych im zarzutom. Stanisław H. został skazany na łączną karę dwóch lat i 10 miesięcy pozbawienia wolności. Sąd uznał go między innymi za winnego nieumyślnego spowodowania śmierci, nieudzielenia pomocy oraz polowania bez zezwolenia.
Drugi z oskarżonych, Tomasz F., usłyszał karę roku i trzech miesięcy pozbawienia wolności. Został uznany między innymi za winnego nieudzielenia pomocy oraz polowania bez zezwolenia.
- Trzeba wiedzieć, do czego się strzela. Pomijając wszystko inne - jadę po dziki, a strzelam do szopa pracza? - uzasadniała wyrok sędzia Monika Orzechowska.
- Nie sprawdzili, co się stało. Żeby wysiąść kilkadziesiąt metrów dalej, podejść, rozejrzeć się, to naprawdę - pięć minut czasu. Nie zrobili tego. Szybko odjechali, tłumacząc to tym, że jest po polowaniu i nie ma po co sprawdzać. W takim układzie nie wiadomo, po co zadzwonili do ochroniarza, żeby ich wpuścił na strzelnicę, i zrobili jeszcze objazd strzelnicy. Jakby taką sobie linię obrony już wtedy przygotowując, wiedząc, że coś się stało - dodała.
Wskazała też, że wyjeżdżając ze strzelnicy, mężczyźni zobaczyli żołnierzy stojących przy bramie. Oni widzieli ranę swojego kolegi i akcję ratunkową.
- Nie wierzę, że po bardzo młodych ludziach nie było widać, co się stało, że oni są w szoku. Musieli być przerażeni. Nie wierzę, że oskarżeni tego nie widzieli - dodała Orzechowska.
Obie strony nie wykluczają apelacji
Prokurator kpt. Kamil Zalewski z Działu do Spraw Wojskowych Prokuratury Rejonowej Szczecin-Niebuszewo zapowiedział, że wyrok zostanie przeanalizowany w ciągu siedmiu dni i dopiero wtedy zostanie podjęta decyzja co do jego oceny. Prokuratura dla myśliwego Stanisława H. domagała się kary łącznie trzech lat pozbawienia wolności. Adwokat Krzysztof Tumielewicz, obrońca Tomasza F., domagał się uniewinnienia swojego klienta i nie wyklucza złożenia apelacji od wyroku. - Zachowanie oskarżonych po tym zdarzeniu wskazywało na to, że oni nie wiedzieli, co tam się wydarzyło. Może z perspektywy czasu można było powiedzieć, że można było wysiąść i sprawdzić. Natomiast zdaniem obrony absolutnie nie ma żadnych podstaw, aby twierdzić, że oni mogli się domyślać, że oddali strzał w kierunku człowieka. Ten teren był tak ukształtowany, to była noc, było ciemno, zimno i uważam, że oni mogli nie wiedzieć. Nie odjechali z miejsca zdarzenia, zameldowali się ochronie, przejechali na obiekt obok - argumentował adw. Tumielewicz.