Do zamknięcia anarchistyczno-antykapitalistycznego centrum społecznego Askatasuna doszło w grudniu zeszłego roku. W sobotę na ulicach Turynu odbyła się manifestacja w obronie ośrodka.
Od 15-tysięcznej manifestacji oderwała się w pewnym momencie grupa agresywnych osób, które obrzuciły funkcjonariuszy butelkami, racami, kamieniami, świecami dymnymi i rurami z metalu, a następnie próbowali sforsować policyjny kordon.
Według wstępnych informacji rannych zostało kilkanaście osób.
Włoska premier o "bitwie ulicznej" w Turynie
Premier Giorgia Meloni napisała na platformie X: "Nie mamy do czynienia z manifestantami, ale z osobnikami, którzy działają jako wrogowie państwa. Płacą za to siły porządkowe, które muszą stawić czoła prawdziwej bitwie ulicznej, a także niektórzy dziennikarze, wykonujący swoją pracę”.
Jak oceniła szefowa rządu, to była "ślepa i umyślna przemoc”.
Podkreśliła, że obrona legalności "nie jest prowokacją, ale obowiązkiem". Tak odniosła się do zamknięcia ośrodka Askatasuna w związku z prowadzonymi śledztwami dotyczącymi m.in. ataków na instytucje. Jednego z nich dokonano w zeszłym roku na redakcję dziennika "La Stampa”.
Minister spraw wewnętrznych Matteo Piantedosi oświadczył: - To, co stało się w Turynie potwierdza, kim są sprawcy przemocy i kto stanowi autentyczne zagrożenie dla obywatelskiej koegzystencji i dla naszej demokracji; to antagoniści - goście nielegalnie zajmowanych ośrodków społecznych, mających też polityczne wsparcie.
Autorka/Autor: mm/lulu
Źródło: PAP
Źródło zdjęcia głównego: Alessandro Di Marco/EPA/PAP