Unia Europejska świętuje porażkę Victora Orbana - podsumowuje "Washington Post". Pisząc o "niemal wyraźnie słyszalnym" westchnieniu ulgi w Brukseli dziennik zauważa, że rządzący od 16 lat premier "uczynił z blokowania polityki UE sztukę".
"Odejście Orbana nie oznacza jednak, że Ursula von der Leyen czy Kijów mogą odetchnąć z ulgą" - zauważa portal Politico. I pisze, że Rada Europejska, gdzie decyzję podejmuje 27 przywódców, wciąż ma "garstkę sojuszników Orbana" i kilku potencjalnych nowych kandydatów. Kto będzie nowym "naczelnym zakłócaczem" w UE? Portal wymienia pięć kandydatur.
Politico: kto będzie nową "zmorą" Brukseli po Orbanie?
Pierwsza postać to premier Słowacji Robert Fico. Sprzymierzeniec Orbana i - w ocenie portalu - po odejściu premiera Węgier być może ostatni przyjaciel Kremla w UE. Ostrzegł w ubiegłym miesiącu, że w przypadku porażki Orbana w wyborach może zawetować 90-miliardową transzę funduszy dla Kijowa. Podporządkuje się UE czy zbuntuje? Według Politico Fico zawsze podążał za większością w Brukseli.
Drugi typowany polityk to "czeski Trump", czyli populistyczny premier Czech Andrej Babisz. W ocenie portalu "już wcześniej wykazywał pewne skłonności w stylu Orbana". Podobnie jak premier Węgier i Słowacji sprzeciwiał się wsparciu dla Ukrainy.
Na liście portalu znalazła się też włoska premierka Giorgia Meloni, która w ocenie jego dziennikarzy "balansuje na granicy pragmatyzmu w relacjach z Brukselą", a podczas ostatniego posiedzenia Rady Europejskiej była "jedyną osobą, która zgodziła się z Orbanem".
Czwartą osobą na liście jest - jak pisze portal - "wielbiciel Trumpa" Słoweniec Janez Jansza. Nazywany niekiedy "mini Trumpem" były premier nie sprzeciwia się pomocy dla Ukrainy i nie jest sojusznikiem Kremla, za to "z zamiłowaniem wszczyna kłótnie z dziennikarzami" - pisze Politico.
Rumen Radew, były prezydent Bułgarii, którego Politico typuje jako piątego potencjalnego następcę Orbana, idzie pod prąd - w styczniu założył nową partię, a sondaż Politico pokazuje, że "jest na drodze do zwycięstwa". Portal pisze, że Radew, podobnie jak Orban, zerka życzliwie w stronę Kremla. Jeśli w wyborach 19 kwietnia jego ugrupowanie odniesie sukces, być może o tym nazwisku będzie w Brukseli głośniej.
Redagował AM
Źródło: Politico, Washington Post
Źródło zdjęcia głównego: PAP/EPA/OLIVIER MATTHYS