W sobotę przez Polskę przetoczył się front atmosferyczny, który niósł burze. Wyładowaniom towarzyszyły intensywne opady deszczu i bardzo silny wiatr. Pogoda była najgroźniejsza na południu kraju, szczególnie w miejscowości Balcarzowice w gminie Ujazd w województwie opolskim, gdzie nawałnica poważnie uszkodziła domy.
W niedzielę w miejscowości trwała ocena szkód i prace zabezpieczające. Starszy brygadier Paweł Poliwoda, komendant powiatowy PSP w Strzelcach Opolskich, wyjaśnił, że służby najbardziej niepokoją prognozy pogody - w godzinach nocnych prognozowane są tam opady deszczu. Na poniedziałek dla powiatu strzeleckiego wydano alarmy meteorologiczne Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej (IMGW) przed silnym deszczem z burzami.
- Prognozy (...) mówią o opadach deszczu, dlatego postaraliśmy się o to, by obiekty, które da się zabezpieczyć, były zabezpieczone w sposób właściwy - przekazał Poliwoda.
Trąba powietrzna na Opolszczyźnie
IMGW przekazał w niedzielę po południu, że zniszczenia, do których doszło na Opolszczyźnie, wskazują na wystąpienie trąby powietrznej. Synoptycy podali, że charakter zniszczeń - pozrywane dachy i uszkodzone budynki położone wzdłuż jednego pasa - wskazuje na zjawisko o sile szacowanej wstępnie na IF1,5-IF2 w Międzynarodowej Skali Fujity. Oznacza to, że prędkość wiatru mogła wynieść od około 180 do 220 kilometrów na godzinę.
Wcześniej w niedzielę Polscy Łowcy Burz przekazali wyniki wstępnej analizy sytuacji pogodowej. Wskazywały one, że w Balcarzowicach rozwinęła się trąba powietrzna, która osiągnęła co najmniej stopień IF2 w międzynarodowej skali Fujity.
Możliwość wystąpienia trąby powietrznej potwierdził także nasz synoptyk Tomasz Wakszyński. Według niego są dwie możliwości - albo rzeczywiście pojawiła się trąba powietrzna, albo pojawił się silny prąd zstępujący z chmury Cumulonimbus, przekraczający 120 km/h. Według synoptyka, na podstawie obserwowanych zniszczeń nie można wykluczyć ani jednej, ani drugiej wersji.
Trąba powietrzna na Opolszczyźnie. Relacje mieszkańców
Jak wcześniej przekazał Paliwoda, zniszczenia w Balcarzowicach są znaczne.
- W sumie na terenie miejscowości jest 18 uszkodzonych budynków, w tym 11 to budynki mieszkalne (...). Bardzo ważną informacją dla nas jest to, że nikt nie ucierpiał, mówimy tutaj tylko o dużych stratach materialnych. Najważniejsze jest to, że życie i zdrowie ludzkie nie było zagrożone w bezpośredni sposób - powiedział.
Strażak dodał, że w przypadku pięciu budynków mieszkalnych konieczne było zabezpieczenie uszkodzonych połaci dachowych. Dwa z nich zostały wyłączone z użytkowania. Ponadto wiatr zrywał linie energetyczne i przewracał drzewa.
Klaudia Giemza, sołtyska Balcarzowic, podczas przejścia nawałnicy była poza miejscowością. O groźnej sytuacji na miejscu poinformował ją syn.
- Jak możesz, to przyjedź, bo jesteśmy po tornadzie - powiedziała Giemza, cytując syna (w Polsce oficjalnie nie mówi się o tornadach, a o trąbach powietrznych). Sołtys opowiedziała o stratach w swoim gospodarstwie. Żywioł uszkodził jej dom i zniszczył stodołę. - Stodoła poskładała się jak klocki Lego - przyznała.
Gdy szalała burza, w gospodarstwie przebywał mąż pani Klaudii. - To wszystko, co się stało, spotkało go w budynku gospodarczym, w chlewni. Powiedział "to był świst, szyby poleciały, drzwi poleciały" - opowiadała sołtys. Dodała, że na szczęście nikomu nic się nie stało. Podziękowała strażakom i wszystkim mieszkańcom, którzy od razu przyszli z bezinteresowną pomocą.
"Obraz jest postapokaliptyczny"
Zniszczenia po burzy skomentował także Hubert Ibrom, burmistrz gminy Ujazd. - Kilkanaście minut grozy i heroiczna walka ochotników, strażaków zawodowych, policji, mieszkańców okolicznej miejscowości oraz przedstawicieli różnych NGO-sów. Akcja zabezpieczania mienia trwała do późnych godzin nocnych - powiedział na niedzielnej konferencji prasowej. - Obraz jest postapokaliptyczny - dodał.
Obrom przypomniał, że w sierpniu 2008 roku przez Balcarzowice i sąsiednie miejscowości przeszła jedna z najsilniejszych trąb powietrznych w Polsce w ostatnich latach. Żywioł uszkodził wówczas 150 budynków. Nawiązując do tego wydarzenia, samorządowiec wyraził przekonanie, że podobnie jak 18 lat temu mieszkańcy wsi ponownie odbudują swoją miejscowość.
Załamanie pogody na Górnym Śląsku
Burze wyrządziły poważne szkody nie tylko w województwie opolskim, ale także śląskim. W niedzielę rano służby kryzysowe wojewody śląskiego podały, że minionej doby strażacy interweniowali ponad 70 razy. Najwięcej pracy mieli w powiecie gliwickim, gdzie wyjeżdżali do interwencji prawie 40 razy. Zgłoszenia dotyczyły głównie powalonych drzew i uszkodzonych dachów.
Miejscowością w powiecie gliwickim, która najbardziej ucierpiała podczas burzy, jest wieś Widów w gminie Rudziniec. Według relacji mieszkańców pogoda w sobotnie popołudnie popsuła się nagle.
- Grzmiało tak delikatnie, a za chwilę zrobiło się tak ciemno i zeszła nawałnica. Patrzę i mówię "co się dzieje". Wszystko zrywało, tu drzewa łamało, a za chwilę spokój. Ja tu wychodzę, a tu całą ścianę rozerwało. Stodoła jest do rozbiórki - opowiadał jeden z mieszkańców. - Uciekamy do domu, wychodzimy, patrzymy, a tu dachu nie ma. Może jakieś pięć minut i po wszystkim - dodał drugi mieszkaniec Widowa.
Michał Schmidt z Ochotniczej Straży Pożarnej w Widowie przyznał, że strażacy mieli problem z dojazdem, bo silne porywy powaliły wiele drzew i najpierw musieli utorować sobie drogę. Według strażaka, straty we wsi są poważne - z jednego z domów wiatr całkowicie zerwał dach i służby zabezpieczyły go plandekami.