Na piątkowej konferencji prasowej odbywającej się w ramach spotkania szefów MSZ państw NATO, sekretarz generalny sojuszu Mark Rutte był pytany, co sądzi o czwartkowej decyzji Donalda Trumpa, który ogłosił, że Stany Zjednoczone wyślą pięć tysięcy dodatkowych żołnierzy do Polski. - Oczywiście bardzo cieszę się z tego - powiedział.
Rutte zapewnił, że Europa "pozostanie na kursie" wzmacniania potencjału militarnego w ramach NATO, aby być mniej zależna pod tym względem od Waszyngtonu. - Bądźmy szczerzy: kurs, na którym jesteśmy, to silniejsza Europa i silniejsze NATO. Dzięki temu z czasem, krok po kroku, będziemy mniej zależni od tylko jednego sojusznika - powiedział Rutte dziennikarzom.
Sikorski o decyzji Trumpa: dziękuję wszystkim, którzy się do niej przyczynili
Głos w sprawie decyzji Trumpa zabrał również reprezentujący Polskę na spotkaniu szefów dyplomacji NATO wicepremier Radosław Sikorski.
- Wszystko dobre, co się dobrze kończy, więc chciałbym podziękować prezydentowi Trumpowi, także Markowi Rubio, z którym się w tej sprawie kontaktowałem i wszystkim, którzy się do tej decyzji przyczynili - powiedział. Wymienił przy tym także amabsadora USA przy NATO Matthew Whitakera, czy ambasadora USA w Polsce Toma Rose’a.
- Na pewno też kancelaria prezydenta wykonała to, co do niej należy. Wszyscy widzieliśmy wysiłki wicepremiera Kosiniaka-Kamysza i jego zastępców w Waszyngtonie. Maszerowaliśmy równolegle, a uderzyliśmy razem i mamy wynik - dodał.
Dopytywany o szczegóły zwiększenia obecności sił amerykańskich w Polsce odparł, że te nie są jeszcze znane, a w kontakcie z władzami sojuszu i stroną amerykańską jest polski ambasador przy NATO Jacek Najder.
Rubio: Stany Zjednoczone mają globalne zobowiązania
Do decyzji Trumpa odniósł się również w oświadczeniu dla prasy sekretarz stanu USA Marco Rubio. Podkreślił, że "Stany Zjednoczone mają globalne zobowiązania, które muszą wypełniać w zakresie rozmieszczenia swoich sił", a to z kolei "wymaga stałej weryfikacji miejsc stacjonowania żołnierzy".
- Ciągłe analizowanie rozmieszczenia wojsk USA nie jest karą. Jest to po prostu proces ciągły, który zaplanowano jeszcze przed pojawieniem się ostatnich doniesień oraz napięć. Proces ten będzie kontynuowany. Uważam, że dzięki konstruktywnej i owocnej współpracy z naszymi sojusznikami uda się podjąć odpowiednie decyzje - powiedział sekretarz stanu
Trzy główne tematy rozmów ministrów
Piątek jest drugim i ostatnim dniem spotkania szefów dyplomacji państw NATO w szwedzkim Helsingborgu, poświęconego przygotowaniom do lipcowego szczytu sojuszu w Ankarze.
Rutte przed rozpoczęciem porannych rozmów powiedział, że będą obracać się wokół trzech głównych tematów. Pierwszym z nich są gwarancje funduszy na odstraszanie i obronę państw sojuszniczych.
- Dobra wiadomość jest taka, że pieniądze naprawdę napływają, wielu sojuszników przeznacza coraz więcej, przyspiesza drogę do pięciu procent wydawania [PKB na obronność - red.], do których zobowiązaliśmy się w Hadze - oznajmił.
Rutte: ktoś musiałby być naprawdę bardzo nierozsądny
Szef NATO poinformował o efektach rozmów w trakcie popołudniowej konferencji prasowej. Mówił, że wśród priorytetów sojuszu nadal pozostają inwestycje w obronność i nieustawanie we wspieraniu Ukrainy. Jak mówił, "zwiększenia inwestycji (obronnych) nie jest celem samym w sobie". - Jest to wyłącznie środek, poprzez który stajemy się bardziej zdolni, aby być w stanie dalej wzmocnić nasze siły zbrojne i zagwarantować, że mają one sprzęt, który jest potrzebny, aby odstraszyć dowolnego adwersarza i bronić każdego sojusznika - przekonywał Rutte.
Jak powiedział szef NATO, "wiem, że co poniektórzy kwestionują trwałość więzi (transatlantyckich) i być może nawet kwestionują gotowość tego sojuszu do pozostania zjednoczonym w obliczu naszego potencjalnego przeciwnika".
- Chcę powiedzieć to absolutnie jasno: zaangażowanie sojuszników w podtrzymywanie artykułu 5 jest niezachwiane. Nasza gotowość i zdolności, aby bronić każdego sojusznika są absolutne. Ktoś musiałby być naprawdę bardzo nierozsądny, aby nas zaatakować, zaś reakcja byłaby miażdżąca - oświadczył. - To jest sojusz obronny. Wzmacniamy NATO, aby przeciwdziałać agresji i być w stanie się przed nią bronić, jeśli będzie taka konieczność - dodał Rutte.
Rutte: NATO jest w Europie również, aby bronić USA
Rutte mówił też o obecności wojsk USA w Europie. W ocenie szefa NATO Stany Zjednoczone chcą utrzymać "zaangażowanie w NATO jak najsilniejsze, ale jednocześnie również spodziewając się, że Europejczycy będą wydawać tyle samo" co USA. - Długoterminowo USA nadal będą tutaj z punktu widzenia obecności jądrowej oraz z punktu widzenia obecności konwencjonalnej - podkreślił.
- Obrona Stanów Zjednoczonych zaczyna się tak naprawdę w Norwegii. Mamy tam ogromne łodzie podwodne z rosyjską bronią jądrową. Jeżeli miną Norwegię, są w stanie zbliżyć się za bardzo do wybrzeża amerykańskiego. Będzie to bezpośrednie zagrożenie dla USA. To jest tylko jeden przykład tego, że NATO nie tylko jest tutaj po to, aby bronić Europy, ale również po to, aby bronić USA kontynentalnego - wskazał.
Jak dodał, "zawsze miał wrażenie, że jest to dziwne, że bardzo bogata część świata, Europa potrzebuje wsparcia innej części świata, by bronić się przeciwko Rosji do stopnia takiego, gdzie jesteśmy teraz, gdzie nadmiernie jesteśmy uzależnieni od jednego sojusznika - USA".
Rutte zapowiedział, że w najbliższych latach nastąpi "stopniowe przesunięcie" i Europejczycy będą w większym stopniu odpowiadać za bezpieczeństwo Starego Kontynentu. Potwierdził również, że na szczyt NATO w Ankarze, zaplanowanym na 7-8 lipca, zaproszenie otrzymał prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski.
Co z gwarancjami dla Ukrainy? Rutte: myślę, że możemy zrobić więcej
Rutte zapowiedział rano, że uczestnicy szczytu w Szwecji będą dyskutować o tym, jak zagospodarować dodatkowe setki miliardów, jakie sojusz zyska dzięki zwiększonym wydatkom na obronność. - Mamy intensywną debatę z przemysłem obronnościowym, z sektorem finansowym, żeby oni zrobili też to, co jest potrzebne, aby zwiększyć produkcję obronną - dodał.
Ostatnim z głównych tematów spotkania szefów dyplomacji państw NATO miały być gwarancje dla Ukrainy. Jak zaznaczył, wczoraj wieczorem rozmawiał na ten temat z szefem ukraińskiego MSZ Andrijem Sybihą.
- Jestem pod wrażeniem tego, jak zażarcie przeciwstawiają się rosyjskim atakom od pełnoskalowej inwazji od 2022 roku, ale mimo wszystko musimy upewnić się, że będą mieli to, co jest im potrzebne, aby utrzymać tę walkę. - ocenił. - To jest też kwestia pieniędzy, upewnienia się, że pieniądze i wsparcie dla Ukrainy będą tak równo rozłożone na sojuszników NATO, jak to możliwe i myślę, że możemy zrobić więcej - zaznaczył.
Redagował ads