Najpierw stanowisko komisji wyborczej ma zostać przekazane prokuratorowi generalnemu. Ten zadecyduje o przekazaniu sprawy Trybunałowi Konstytucyjnemu. Zanim zapadnie ostateczna decyzja, może upłynąć wiele miesięcy.
Komisja badała sprawę przyjęcia w 2005 roku przez Partię Demokratyczną niezadeklarowanej darowizny z 2005 roku w wysokości ponad 258 mln bahtów (5,9 mln euro).
Orzeczenie komisji zapadło tego samego dnia, w którym szef tajlandzkiej armii gen. Anupong Paochinda w telewizji oświadczył, że jeśli nie znajdą politycznego rozwiązania konfliktu, będą pewnie musieli rozwiązać parlament.
Demonstracje nie ustają
Właśnie rozwiązania parlamentu i rozpisania nowych wyborów domagają się od kilku tygodni dziesiątki tysięcy protestujących przeciw rządowi w Bangkoku. Premier Abhisit Vejjajiva wykluczał dotąd takie rozwiązanie.
Sytuacja zaostrzyła się w sobotę. W Bangkoku zginęło 21 ludzi, gdy policja i wojsko usiłowały stłumić protesty. Wśród zabitych było pięciu żołnierzy. Demonstrujący, którzy nazywają siebie "czerwonymi koszulami" (właśnie w czerwonych koszulach występują), są zwolennikami byłego premiera Thaksina Shinawatry, odsuniętego przez wojsko od władzy we wrześniu 2006 roku.
Twierdzą, że są marginalizowani przez popierających obecnego premiera wojskowych, wielkomiejskie elity i monarchistów. Były premier, który kierował rządem Tajlandii w latach 2001-2006, cieszy się popularnością wśród biedniejszych warstw społeczeństwa.
Thaksin, usunięty z urzędu w wyniku zamachu stanu przeprowadzonego przez wojskowych, zarzucających mu korupcję i nepotyzm, w 2008 roku został skazany zaocznie na dwa lata więzienia pod zarzutem "konfliktu interesów" i nadużycia władzy. Obecnie przebywa na emigracji.
Źródło: PAP
Źródło zdjęcia głównego: PAP/EPA