Zdjęcia spowitego czarnym, gęstym dymem nieba nad Teheranem obiegły międzynarodowe agencje informacyjne. Gigantyczne pożary wybuchły po tym, jak pociski atakujących Iran wojsk USA i Izraela spadły na cztery obiekty magazynujące ropę naftową i centrum jej przesyłu w Teheranie i prowincji Alborz.
- Znamienne jest to, że ataki dotyczą infrastruktury przetwórczej i wydobywczej. Znaczy to tyle, że atakującym siłom zależy na tym, żeby uniemożliwić Iranowi magazynowanie i przetwarzanie ropy, co ma wymusić na reżimie w Teheranie zmianę strategii - komentuje Krzysztof Wojczal, analityk geopolityczny.
Podczas piątkowego ataku na kluczową ze względu na eksport ropy wyspę Chark niszczone były - jak deklarował prezydent USA Donald Trump - "cele militarne". Obiekty służące do eksportu ropy pozostały nietknięte. Dlaczego? Sam Trump stwierdził, że stało się tak "ze względów przyzwoitości", chociaż terminale naftowe mógłby "zniszczyć w ciągu kilku sekund".
Wojczal ma jednak inną teorię. Geopolityk wskazuje, że niszczenie magazynów i zdolności rafineryjnych Iranu w połączeniu z oszczędzaniem zdolności kraju do eksportu może doprowadzić do tego, że w Iranie nie będą mogły funkcjonować ani transport, ani rolnictwo, ani - co szczególnie istotne w kontekście eskalacyjnej strategii przejętej przez nowego najwyższego przywódcę Iranu Modżtabę Chameneiego - wojsko.
Asymetria
- Blokada cieśniny uderza w światową gospodarkę, ale jej zablokowanie przez reżim w Teheranie to broń obosieczna. Pozbawiony mocy przetwórczych i magazynowych Iran będzie coraz bardziej zależny od zewnętrznych państw częściowo powiązanych z USA w zakresie rafinacji. Funkcjonowanie państwa uzależnione jest też od eksportu ropy, co czyni Iran zależny od szlaków morskich, na których króluje amerykańska flota - zaznacza Wojczal.
Dodaje, że właśnie dlatego połączone siły amerykańsko-izraelskie oszczędzają infrastrukturę wydobywczą. - Zniszczenie jej zamknęłoby szansę Iranu na rozwój po wojnie. To byłby krok eskalacyjny, który sprawiłby, że władze Iranu nie miałyby już nic do stracenia. To z kolei zredukowałoby do zera szanse na wypracowanie jakiegokolwiek porozumienia, choćby nieformalnego - ocenia.