Jak zauważa dziennik "Financial Times", wyspa Chark, o powierzchni zaledwie około 25 kilometrów kwadratowych, jest jednym z najbardziej wrażliwych punktów irańskiej infrastruktury energetycznej, a jednocześnie stosunkowo łatwym celem militarnym. Mimo to wyspa pozostała dotąd nietknięta w trakcie amerykańsko-izraelskiej kampanii bombardowań.
Serwis Axios informował niedawno, że w administracji USA brany jest jednak pod uwagę scenariusz przejęcia wyspy. To właśnie tam trafia ropa, która stanowi około 90 proc. irańskiego eksportu tego surowca.
- Zniszczenie lub przejęcie infrastruktury na Chark byłoby bez wątpienia poważnym ciosem dla Iranu. Mogłoby doprowadzić do ostatecznego załamania irańskiej gospodarki i pogłębić destabilizację wewnętrzną. (...) To byłby cel Donalda Trumpa - mówi w rozmowie z TVN24+ dr Jakub Gajda, ekspert do spraw Bliskiego Wschodu.
- Chark w praktyce funkcjonuje jak ogromny terminal przeładunkowy. W dużym uproszczeniu: ropa z pól naftowych jest tłoczona rurociągami na wyspę, gdzie do portu podchodzą tankowce. Tam są one ładowane, a następnie kierują się na światowe rynki -wyjaśnia w rozmowie z TVN24+ Marcin Krzyżanowski z Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Iran jest trzecim co do wielkości producentem ropy wśród krajów członkowskich Organizacji Krajów Eksportujących Ropę Naftową (OPEC) i odpowiada za około 4,5 proc. globalnych dostaw surowca. Na wyspę trafia ropa transportowana rurociągami z największych irańskich pól naftowych, takich jak Ahwaz, Marun czy Gachsaran.
Jak wynika z danych JPMorgan, w dniach poprzedzających amerykańsko-izraelski atak Iran znacząco zwiększył eksport z Chark i zbliżył się do rekordowych poziomów. Między 15 a 20 lutego załadowywano ponad 3 mln baryłek ropy dziennie - niemal trzykrotnie więcej niż zwykle.
Możliwa potężna eskalacja
Atak Stanów Zjednoczonych na wyspę niemal na pewno spotkałby się z ostrą reakcją Teheranu. - Władze jasno sygnalizują, że obowiązuje prosta zasada: albo wszyscy mogą handlować ropą, albo nikt - mówi Krzyżanowski.
W praktyce oznacza to ryzyko ostrej odpowiedzi. Jak wskazuje ekspert, jeżeli pojawiłyby się próby zablokowania irańskiego eksportu ropy, Teheran mógłby próbować jeszcze bardziej zdestabilizować sytuację w cieśninie Ormuz.
Czy ewentualne zajęcie wyspy przez USA może doprowadzić do upadku reżimu w Teheranie? Tu opinie ekspertów są podzielone.
Zdaniem Krzyżanowskiego eksport ropy pozostaje ważny dla irańskiej gospodarki, ale nie jest już jej jedynym filarem. - Trzeba też pamiętać, że z powodu sankcji znaczna część pieniędzy z eksportu i tak nie wraca bezpośrednio do Iranu. Dlatego twierdzenie, że zablokowanie eksportu ropy sprawiłoby nagle, że Republika Islamska nie będzie w stanie płacić żołnierzom czy funkcjonariuszom, należy włożyć między bajki - ocenia.
Mechanizm działania i omijania sankcji na Iran opisywały zagraniczne media, w tym "The Wall Street Journal". Jak wskazywał dziennik, amerykańskie restrykcje sprawiają, że zapłacenie Iranowi za jego ropę w tradycyjny sposób jest niemal niemożliwe. Chiny znalazły jednak sposób, by mimo to rozliczać się z Teheranem - między innymi finansując w zamian inwestycje infrastrukturalne w tym kraju.
Inaczej skutki potencjalnego przejęcia Chark widzi Jakub Gajda. - Bez wyspy Iran straciłby większość swoich zdolności eksportowych, co uderzyłoby w obecne władze i ich możliwości działania – mówi politolog.