|

Mała irańska wyspa i "czerwona linia". "Atak mógłby stać się punktem zwrotnym"

Wyspa Chark - zdjęcie satelitarne
Wyspa Chark - zdjęcie satelitarne
Źródło: Gallo Images/Orbital Horizon/Copernicus Sentinel Data 2024
Na mapie napięć na Bliskim Wschodzie oprócz cieśniny Ormuz jest jeszcze jeden potencjalny punkt zapalny. Niewielka i niepozorna wyspa Chark u wybrzeży Iranu obsługuje aż 90 procent eksportu ropy z tego kraju i według medialnych doniesień może stać się kolejnym celem amerykańskiego uderzenia. Taki scenariusz groziłby ostrą reakcją Teheranu, a jej konsekwencją może być jeszcze większy chaos w regionie. Albo punkt zwrotny w wojnie.Artykuł dostępny w subskrypcji

Jak zauważa dziennik "Financial Times", wyspa Chark, o powierzchni zaledwie około 25 kilometrów kwadratowych, jest jednym z najbardziej wrażliwych punktów irańskiej infrastruktury energetycznej, a jednocześnie stosunkowo łatwym celem militarnym. Mimo to wyspa pozostała dotąd nietknięta w trakcie amerykańsko-izraelskiej kampanii bombardowań.

Serwis Axios informował niedawno, że w administracji USA brany jest jednak pod uwagę scenariusz przejęcia wyspy. To właśnie tam trafia ropa, która stanowi około 90 proc. irańskiego eksportu tego surowca.

- Zniszczenie lub przejęcie infrastruktury na Chark byłoby bez wątpienia poważnym ciosem dla Iranu. Mogłoby doprowadzić do ostatecznego załamania irańskiej gospodarki i pogłębić destabilizację wewnętrzną. (...) To byłby cel Donalda Trumpa - mówi w rozmowie z TVN24+ dr Jakub Gajda, ekspert do spraw Bliskiego Wschodu.

- Chark w praktyce funkcjonuje jak ogromny terminal przeładunkowy. W dużym uproszczeniu: ropa z pól naftowych jest tłoczona rurociągami na wyspę, gdzie do portu podchodzą tankowce. Tam są one ładowane, a następnie kierują się na światowe rynki -wyjaśnia w rozmowie z TVN24+ Marcin Krzyżanowski z Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Iran jest trzecim co do wielkości producentem ropy wśród krajów członkowskich Organizacji Krajów Eksportujących Ropę Naftową (OPEC) i odpowiada za około 4,5 proc. globalnych dostaw surowca. Na wyspę trafia ropa transportowana rurociągami z największych irańskich pól naftowych, takich jak Ahwaz, Marun czy Gachsaran.

Jak wynika z danych JPMorgan, w dniach poprzedzających amerykańsko-izraelski atak Iran znacząco zwiększył eksport z Chark i zbliżył się do rekordowych poziomów. Między 15 a 20 lutego załadowywano ponad 3 mln baryłek ropy dziennie - niemal trzykrotnie więcej niż zwykle.

Możliwa potężna eskalacja

Atak Stanów Zjednoczonych na wyspę niemal na pewno spotkałby się z ostrą reakcją Teheranu. - Władze jasno sygnalizują, że obowiązuje prosta zasada: albo wszyscy mogą handlować ropą, albo nikt - mówi Krzyżanowski.

W praktyce oznacza to ryzyko ostrej odpowiedzi. Jak wskazuje ekspert, jeżeli pojawiłyby się próby zablokowania irańskiego eksportu ropy, Teheran mógłby próbować jeszcze bardziej zdestabilizować sytuację w cieśninie Ormuz.

Czy ewentualne zajęcie wyspy przez USA może doprowadzić do upadku reżimu w Teheranie? Tu opinie ekspertów są podzielone.

Zdaniem Krzyżanowskiego eksport ropy pozostaje ważny dla irańskiej gospodarki, ale nie jest już jej jedynym filarem. - Trzeba też pamiętać, że z powodu sankcji znaczna część pieniędzy z eksportu i tak nie wraca bezpośrednio do Iranu. Dlatego twierdzenie, że zablokowanie eksportu ropy sprawiłoby nagle, że Republika Islamska nie będzie w stanie płacić żołnierzom czy funkcjonariuszom, należy włożyć między bajki - ocenia.

Mechanizm działania i omijania sankcji na Iran opisywały zagraniczne media, w tym "The Wall Street Journal". Jak wskazywał dziennik, amerykańskie restrykcje sprawiają, że zapłacenie Iranowi za jego ropę w tradycyjny sposób jest niemal niemożliwe. Chiny znalazły jednak sposób, by mimo to rozliczać się z Teheranem - między innymi finansując w zamian inwestycje infrastrukturalne w tym kraju.

Inaczej skutki potencjalnego przejęcia Chark widzi Jakub Gajda. - Bez wyspy Iran straciłby większość swoich zdolności eksportowych, co uderzyłoby w obecne władze i ich możliwości działania – mówi politolog.

Zobacz także: