Gwałtowne protesty ogarnęły już ponad 100 miast we wszystkich 31 prowincjach Iranu - podkreśla BBC i dodaje, że czwartkowe demonstracje "wydają się być najpoważniejsze" od momentu wybuchu zamieszek. Według organizacji pozarządowych policjanci po raz kolejny otworzyli ogień w stronę protestujących. Policja użyła gazu łzawiącego m.in. w miastach Kerman na południowym wschodzie Iranu oraz Tonekabon nad Morzem Kaspijskim - dodano. Ogromne tłumy protestujących zgromadziły się w czwartek także w stolicy kraju, Teheranie - dodaje BBC.
Według grupy monitorującej internet NetBlocks, w całym kraju od czwartkowego wieczoru nie ma połączenia z siecią. - Celem jest zapobieganie rozprzestrzenianiu się informacji o tym, co dzieje się na miejscu, a także ograniczenie międzynarodowej kontroli - powiedział CNN Alp Toker, dyrektor NetBlocks. Jak zauważa Reuters, nawet strony internetowe irańskich agencji informacyjnych niemal przestały działać i są jedynie sporadycznie aktualizowane.
Do Iranu nie można się również dodzwonić oraz odwoływane są nieliczne, działające jeszcze połączenia lotnicze z tym krajem. Odwołanych zostało co najmniej 17 połączeń Iranu z Dubajem - informuje Reuters, powołujący się na informacje dubajskiego lotniska.
Na ulicach Iranu płonęły budynki
Nim sieć internetowa w Iranie została całkiem wyłączona, do mediów społecznościowych przedostały się zdjęcia i nagrania z demonstracji, często o gwałtownym przebiegu i brutalnie tłumionych przez siły bezpieczeństwa. Widać na nich protestujących, którzy blokują drogi i podpalają samochody oraz wznoszą okrzyki sprzeciwu wobec irańskiego rządu - zauważa CNN. Reuters opisuje też nagranie z jednym z dziennikarzy irańskiej telewizji państwowej, który stoi na tle płonących budynków wzdłuż głównej ulicy miasta Raszt. "To wygląda jak strefa wojny - wszystkie sklepy zostały zniszczone" - mówi.
W nocy z czwartku na piątek demonstrujący podpalili też budynki rządowe, w tym budynek gubernatora w mieście Aszchane w prowincji Chorasan Północny - podał Reuters, a według portalu Nexta w Isfahanie protestujący podpalili budynek państwowej firmy nadawczej. W wielu miastach płonęły też pojazdy należące do irańskiej policji oraz gwardii rewolucyjnej.
Na jednym z nagrań widać, jak płoną meczety w dzielnicach Gholhak i Sa'adat Abad w Teheranie - donosi BBC. Stacja weryfikuje też kolejne nagrania, w tym jedno, na którym widać ogień w siedzibie państwowego nadawcy IRIB w mieście Isfahan. Nie jest jasne, co spowodowało pożar ani czy ktoś ucierpiał.
O zorganizowanie zamieszek irańskie władze oskarżają Organizację Ludowych Mudżahedinów, znaną również jako MKO, frakcję opozycyjną, która oddzieliła się po rewolucji islamskiej z 1979 roku. Najwyższy przywódca duchowo-polityczny Iranu ajatollah Ali Chamenei oskarżył protestujących o działanie w imieniu prezydenta USA Donalda Trumpa i ostrzegł, że Teheran nie będzie tolerował osób działających jako "najemnicy cudzoziemców".
Według opublikowanych danych organizacji Iran Human Rights z siedzibą w Norwegii, od początku protestów zginęło co najmniej 45 manifestantów. Z kolei według irańskiej agencji prasowej Fars, w zamieszkach rannych zostało 950 policjantów i 60 funkcjonariuszy sił paramilitarnych. Agencja przekazała również, że na obrzeżach Teheranu został śmiertelnie ugodzony nożem policjant "uczestniczący w wysiłkach mających na celu opanowanie zamieszek".
Protesty w Iranie
Irańskie protesty rozpoczęły się od strajku 28 grudnia, związanego z gwałtownym spadkiem wartości krajowej waluty i trudną sytuacją ekonomiczną, ale szybko nabrały charakteru politycznego. Pojawiły się hasła wymierzone bezpośrednio w rząd i władzę ajatollahów.
Syn byłego szacha, mieszkający na uchodźstwie opozycjonista Reza Pahlavi, wezwał w czwartek do udziału w manifestacjach. "Reżim jest panicznie przerażony i po raz kolejny usiłuje wyłączyć internet, aby utrudnić mobilizację" - napisał na jednej z platform społecznościowych.
Siedem opozycyjnych partii kurdyjskich w Iraku zaapelowało o strajk generalny Kurdów w Iranie w czwartek na znak poparcia demonstracji. Według ruchu obrony praw człowieka Hengaw, również z siedzibą w Norwegii, wezwanie to spotkało się z odzewem w około 30 miastach i miejscowościach, gdzie licznie mieszkają Kurdowie.
Trump ostrzega
W piątek, 2 stycznia, prezydent USA Donald Trump ostrzegł, że "jeżeli władze w Teheranie będą strzelać i brutalnie zabijać manifestantów, USA przyjdą im z odsieczą". Według chińskiej firmy Mingkun Technology zajmującej się nadzorem morskim, dziesiątki amerykańskich tankowców i ciężkich samolotów transportowych odleciały z USA i amerykańskiej bazy lotniczej w Wielkiej Brytanii do baz wojskowych w Zatoce Perskiej rozmieszczonych w pobliżu Iranu.
- Rozmawiamy z protestującymi, urzędnicy muszą z nimi rozmawiać - powiedział w sobotę, 3 stycznia, najwyższy przywódca duchowo-polityczny Iranu ajatollah Ali Chamenei podczas wystąpienia w Teheranie, transmitowanego przez irańską telewizję państwową. - Ale rozmowy ze sprawcami zamieszek nie przynoszą żadnych rezultatów. Oni muszą zostać postawieni do pionu - dodał.
Chamenei ponownie przekonywał również, nie przedstawiając dowodów na swoje słowa, że to zagraniczne mocarstwa, takie jak Izrael i Stany Zjednoczone, inspirują protesty w Iranie. Prezydent Masud Pezeszkian na początku ubiegłego tygodnia przyznał jednak, że przyczyną kryzysu są zaniedbania władz i zapowiedział dialog z liderami protestów.
Autorka/Autor: sz,mart/adso,mm
Źródło: PAP, BBC, CNN, Reuters